„Twój mąż strzela ślepakami?”, czyli o tym, kiedy rodzina wie lepiej, dlaczego nie możecie mieć dzieci

Napisałam kiedyś tekst o tym, żeby nigdy nie pytać par o to, kiedy zamierzają mieć dzieci. Tekst możecie przeczytać tutaj. Okazuje się, że temat jest cały czas aktualny, a w czasie spotkań rodzinnych wałkowany niemal non stop. Temat dzieci jest zazwyczaj rozmową radosną, ale tylko dla tych, którzy pytają i udzielają cennych rad… dla tych, którzy dzieci mieć nie mogą, to rozmowa pełna bólu, smutku i uśmiechu przez łzy.

Dla wielu z Was przygotowania do Świąt nie kończyły się na porządkach i gotowaniu – musieliście przygotować się psychicznie na spotkanie z rodziną i pytania o to, kiedy w końcu zdecydujecie się na dziecko.

I o ile o dzieciach nie myślicie i pytania wywołują w Was tylko uśmiech, o tyle starając się o dziecko od dłuższego czasu, takie pytania wprawiają w zakłopotanie i nie macie ochoty się z nich tłumaczyć.

Spotkania rodzinne są idealną okazją dla rodziny, szczególnie tej dalszej, aby zapytać o Wasze plany prokreacyjne, jak się okazuje z Waszych wiadomości, tym razem nie było inaczej. Gosia napisała, że kiedy babcia ledwo otworzyła drzwi, od razu zerknęła na jej brzuch i z wielkim rozczarowaniem w głosie stwierdziła „To Ty nie jesteś jeszcze w ciąży? Na co to czekać!”. I nie dziwię się, że Gosia tak jak stała, tak miała ochotę odwrócić się na pięcie, wsiąść do samochodu i wrócić do domu. Odechciało jej się świąt, rodzinnej atmosfery i spotkania ze wścibskimi wujkami, ciotkami i kuzynami, którzy co rusz pytali: „To co, chcecie nam coś powiedzieć?”, „Córcia, wiesz ile mam lat, teraz to Ci jeszcze pomogę z dzieckiem, później będzie trudno”, „Ej, a może Twój mąż ślepakami strzela?”, „Jak nie wiecie jak to się robi, to ja Wam powiem” i mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Kiedy przychodzi moment życzeń świątecznych, temat wraca. „Życzę Wam, aby w końcu się udało”, „Żeby następną rocznicę ślubu z chrzcinami połączyć”, „Żeby za rok wokół choinki bobasek raczkował”, „Żeby babcia zdążyła się wnukiem nacieszyć”.

To się zdarza w każdej rodzinie, czasem mimochodem ktoś coś rzuci. I o ile bliska rodzina, rodzice, czy rodzeństwo wiedzą o Waszych kłopotach z zajściem w ciąże, o tyle dalsza rodzina wiedzieć nie musi. Bo często jest tak, że kiedy już im się powie, że jest problem, to zaczyna się współczucie, zaczynają się opowieści, że to wcale nie medyczne kłopoty, ale problem leży… w psychice. Oczywiście, to się zdarza. Ale nie wtedy, kiedy jesteście oboje zdiagnozowani i leczycie się z tego powodu. I jeśli myślicie, że po wyjawieniu rodzinie problemu temat ucichnie, mylicie się. Zawsze, ale to ZAWSZE, znajdzie się chociaż jedna osoba, która dorzuci swoją dobrą radę: „Za bardzo chcecie”, „Jeźdźcie na wakacje, odpocznijcie i się uda”, „Przestańcie myśleć o dziecku i wyjdzie”, „Wyluzujcie, przestańcie się spinać i już”. Niektórym ciężko zrozumieć, że można mieć problem z zajściem w ciążę, zwłaszcza osobom ze starszego pokolenia. No bo jak to tak, przecież za ich czasów to każda po pięcioro albo i więcej dzieci rodziła, a tu problem. I zaczyna się dociekanie: może za dużo pracujecie, może czasu nie macie, może stres, może…

To, że nie możecie mieć dzieci nie jest Waszą winą. Nie czujcie się z tego powodu winni, nie pozwólcie, aby inni Was oceniali, nie czujcie się gorsi.

Ja wiem, że to jest trudne, bo doskonale problem znam. Wydaje mi się, że najłatwiej w takiej sytuacji szybko uciąć temat. Ja na pytania kiedy kolejne dziecko odpowiadam, że na razie nie możemy go mieć i ze względów medycznych musimy jeszcze przynajmniej rok poczekać. Bo mnie też bolą te pytania. I uwierzcie, że znalazła się osoba, która zapytała, czy nie żałuję, że nie zdecydowałam się wcześniej na drugie dziecko, bo teraz to już nie wiadomo, czy będę je mogła mieć. To boli.

Jedna z dziewczyn powiedziała mi coś takiego: „Przez te głupie docinki i współczucie, czuję się gorzej od kuzynek, które mają dzieci. Kiedy ktoś mówi o ciąży, od razu z politowaniem patrzy na mnie, jaka będzie moja reakcja. Choć najbardziej zabolało mnie to, jak jeden z wujków stwierdził, że mój mąż albo ślepakami strzela, albo nie ma czym tego dziecka zrobić, że on może instrukcji udzielić, bo czterech synów spłodził.”

Nie pozwalajcie tak się traktować. Prośba o niewpieprzanie się w Wasze sprawy i o niewchodzenie z buciorami do łóżka, to naprawdę nie jest wredne i niegrzeczne zachowanie z Waszej strony. To jest grzeczne i eleganckie zachowanie.

Niegrzeczna mogłaby być strategia, jakiej kiedyś byłam świadkiem. Na wszelkie pytania o dziecko, dziewczyna odpowiadała z rozbrajającą szczerością: „A Ty kiedy w końcu spłacisz kredyt za auto?”, „Ja pomyślę o dziecko, a Ty może zaczniesz męża szukać. Może Ci pomogę, jak nie wiesz jak?”. Ale wiecie co, jej zachowanie wcale nie było niegrzeczne. Ona po prostu była już zmęczona. Bo zastanówmy się – czym pytanie o intymne sprawy łóżkowe różni się od pytania o kredyt czy zamążpójście? A jednak rodzina się za takie odzywki obraża. Jakim prawem, skoro sami wypytują o bardziej intymne szczegóły, a do tego dorzucają przykre docinki?. Ciekawa jestem tylko, gdyby ktoś temu wujkowi faktycznie kazał pokazać, czym te dzieci zrobił i jak…

Nie wolno Wam się czuć gorszymi od innych. To, kiedy ktoś zostaje matką czy ojcem i czy w ogóle nią/nim zostaje, nie sprawia, że człowiek jest lepszy lub gorszy. To go nie definiuje. Ale już chamskie docinki, nieszczere słowa i fałszywe współczucie – TAK.

 

fot. Paulina Młynarska