Dlaczego warto być nieperfekcyjną mamą?

W świecie idealnej pani domu i perfekcyjnej mamy, pokazała nam, że perfekcyjność nie jest nam do niczego potrzebna. Jedyne co mamy mieć z perfekcjonizmu to… perfekcyjnie postępować w zgodzie ze sobą. Byśmy były szczęśliwe i nasze rodziny. Ania Dydzik, czyli Nieperfekcyjna mama. Moja ulubiona blogerka parentingowa, fantastyczna mama, a przede wszystkim bardzo inspirująca i cudowna kobieta. Dlaczego warto być nieperfekcyjną mamą? Bo to najlepsza opcja dla nas i naszych dzieci!

Byłaś jedną z pierwszych mam blogerek, które zaczęły mówić głośno o tym, że nie musi być perfekcyjnie, żeby było idealnie. Nieperfekcyjna mama, czyli jaka? Dlaczego warto być właśnie taką mamą?

Bardzo zależało mi na tym, by nieperfekcyjna mama nie była kojarzona z mamą kiepską, beznadziejną, leniwą itd. Kiedy sama zostałam mamą dotarło do mnie, jak wiele się od nas oczekuje. Perfekcyjna mama powinna poświęcić się macierzyństwu w pełni, karmić piersią (a wcześniej oczywiście rodzić naturalnie), zrezygnować z pracy, cierpliwie podchodzić do dzieci, gotować zdrowo, a nawet swój wolny czas poświęcać maluchom. Chciałam pokazać (i chyba mi się udało), że jeśli zalega Ci pranie, to nic wielkiego się nie dzieje. Że masz prawo być zmęczona, zniechęcona, a także możesz sobie wieczorem poleżeć na kanapie z książką. I przede wszystkim możesz, a nawet powinnaś, mieć swoje pasje. Poświęcenie nie jest dobre w żadnym aspekcie naszego życia. Oczywiście, jeśli masz ochotę rzucić wszystko dla dzieci to ok, Twoja decyzja. Ale nie rób tego tylko dlatego, że ktoś od ciebie tego oczekuje.

Czym nam grozi przesadne dążenie do macierzyństwa idealnego?

Kompleksami. I to potwornymi. Nie ma ludzi idealnych. Każdy z nas popełnia błędy, bez względu na to, czy jest się rodzicem, czy nie. Kiedy dąży się do bycia perfekcyjnym nie ma opcji, że będzie się jednocześnie szczęśliwym. Skupiamy się wtedy na tym, by wszystko wykonywać idealnie i wciąż stawiamy sobie wyżej poprzeczkę, w efekcie docierając do tego, że i tak jest „niewystarczająco”. A nie o to powinno chodzić. Macierzyństwo powinno dawać nam radość i satysfakcję. Bycie mamą jest piękne i fantastyczne, wystarczy tylko wyciągnąć kij z tyłka 🙂

Kult idealnej sylwetki młodej mamy. Dziewczyny prześcigają się w tym, żeby jak najszybciej wrócić do sylwetki sprzed ciąży. Nie pomaga w tym Instagram, który z każdej strony zalewa nas mamami na siłowni z noworodkiem na rękach. Jak sobie z tą presją poradzić?

Na szczęście teraz coraz więcej tych prawdziwych mam, z prawdziwym ciałem, duchem i podejściem do macierzyństwa. Ale rzeczywiście młoda mama, która dopiero „wchodzi w rolę” spotyka się z obrazem pięknego ciała po porodzie i to jest mega frustrujące, a mnie osobiście wkurza. Pamiętam swój pierwszy prysznic po porodzie 9 lat temu. Brzuch wisiał mi prawie do kolan i byłam przerażona wizją, że tak już zostanie. Nie miałam wtedy konta na fb i w ogóle nie wiedziałam nic o życiu w internecie. Być może to uchroniło mnie przed kompleksami. Dziś, gdybym miała rodzic po raz pierwszy, musiałabym mieć naprawdę twardą psychikę, żeby nie nabawić się depresji. Dlatego tak ważne są profile, na których widzimy prawdziwe macierzyństwo, bez lukru i różowych okularów.

Wróćmy jeszcze do tego Instagrama. Wiele mam pisze do mnie, że czują się gorsze, widząc obraz idealnego macierzyństwa na Instagramie, że próbują dorównać, ale to nie wychodzi. Tłumaczę wtedy, że Instagram powinien być jedynie inspiracją. To jednak trudne, bo to idealne macierzyństwo wręcz wylewa się z social mediów. U Ciebie jest inaczej, Ty pokazujesz życie takie, jakim jest. I bez kolorowych filtrów macierzyństwo, jakie u Ciebie oglądamy, jest jak dla mnie perfekcyjne.

Dziękuję. To dla mnie ogromny komplement. Często piszą do mnie mamy: „mam tak samo”, „to o mnie”, „jak ja cię rozumiem!”, „wspaniale, że jest nas więcej”. I nie mówię tego po to, by się chwalić, ale myślę, że to twardy dowód na to, że potrzebujemy takiego realnego obrazu mamy, zwłaszcza na instagramie.

Wiele kobiet zaraz po porodzie, w pierwszych miesiącach życia dziecka, albo i później wstydzi się powiedzieć, że są wykończone, zmęczona, wstydzą się poprosić o pomoc, bo uważają to za oznakę słabości. No i ludzie powiedzą, że jestem złą mamą. Co byś powiedziała takiej mamie?

Proszenie o pomoc jest oznaką niezwykłej odwagi, nie słabości. W czasach, gdy wszyscy przemy do przodu, chcemy być postrzegani jako niezłomni, przyznanie się do zmęczenia i zniechęcenia jest naprawdę odważne. Ciągle powtarzam, że życie powinno być wspaniałe, fascynujące, przynoszące radość, a tłumiąc swoje prawdziwe uczucia sprawiamy, że zamykamy się bańce smutku, frustracji i przemęczenia. Szkoda życia. Zbierz się na odwagę i proś o pomoc. To nic złego.

Nie masz wrażenia, że ukrywanie przed dziećmi swoich słabości, stawianie siebie w idealnym świetle, zaburza ich światopogląd? Mama nigdy nie popełniała błędów, to i ja muszę być idealna. A porażki są nieodzowną częścią naszego życia, zawsze były i będą.

To prawda. Widzę to zwłaszcza w mamach, które wychowują córki. Nie lubię generalizować, ale rzeczywiście, gdy mamy małe kobietki w domu, chcemy pokazać im jak świetnymi jesteśmy osobami. To podejście u mnie również jest inne. Pokazuję swoim córkom, że popełniam błędy. Kiedy krzyknę potrafię przeprosić i powiedzieć, że zareagowałam zbyt ostro. Dla wielu obraz mamy przepraszającej własne dzieci jest nie do pomyślenia. A ja uważam, że właśnie w ten sposób pokazujemy: „hej, nie jestem idealna. Nie muszę być.” To samo tyczy się ocen w szkole. Moja najstarsza córka jest bardzo zdolną dziewczynką, ale rzeczywiście więcej czasu musi poświęcić matematyce niż innym przedmiotom. Wciąż powtarzam, że wcale nie musi mieć samych piątek. Nie musimy być dobrzy we wszystkim co robimy. Zwłaszcza kiedy w jej przypadku, ewidentnie wdała się w mamę i jest typową humanistką. Ja do dziś nie rozumiem praw fizyki. I wcale nie czuję się przez to gorsza.

Po porodzie młoda mama staje w ogniu tysiąca rad i wskazówek, bo przecież jest niedoświadczona i trzeba jej pomóc. Jak sobie z tym radzi0ć?

Wiem jakie to trudne, ale trzeba postawić jasną granicę. „Dziękuję za twoje rady, ale pozwól, że sama o nie poproszę, gdy będzie taka potrzeba”. Nie ma innej drogi, by się od tego odciąć.

Bliska osoba powiedziała mi, że zdecyduje się na dziecko wtedy, kiedy już wszystko w życiu osiągnie, bo po porodzie, to już tylko pieluchy i koniec życia, same obowiązki. Zrobiło mi się jej żal, a potem pomyślałam, że faktycznie wiele kobiet uważa, że życie kończy się wraz z urodzeniem dziecka. Czytając Twój blog człowiek ma wrażenie, że dzieci nie dość, że nie przeszkadzają w życiu zawodowym, to mobilizują i determinują do działania!

Kochana, gdyby nie moje dzieci to pewnie nie chciałoby mi się rano wstać z łóżka. A tak na serio, to przecież bez nich nie byłoby mojego bloga i Nieperfekcyjnej Mamy. Nie byłoby książki, moich sukcesów. Oczywiście, pierwsze tygodnie są bardzo trudne. Nowe obowiązki, nowa sytuacja, poznawanie się  z maluszkiem. Ale potem? Dzieci naprawdę dodają skrzydeł. Wiele razy bym się już poddała w życiu, gdyby ich nie było. One są największą motywacją. Patrzysz na nie i wiesz, że musisz spiąć tyłek. Obowiązków jest wiele, odpowiedzialność ogromna, ale radości i satysfakcji ogrom! Kiedy okazało się, że druga ciąża jest bliźniacza byłam przerażona. No, bo jeśli z jednym dzieckiem „udało” mi się nie zamknąć w domu to z trójką już na pewno się nie uda… Voila! Nie ma rzeczy niemożliwych. Podróżuję, wyjeżdżam na konferencje blogerskie, eventy, współpracuję z dużymi markami. A kiedy wracam do domu lub zamykam laptop po skończonej pracy, jestem mamą. Najpiękniejsza rola w życiu!

Kochać dziecko, zajmować się domem i realizować swoje marzenia – to się przecież nie wyklucza. Wciąż jednak wiele z nas ma z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia. I rezygnuje ze swoich potrzeb, a to poważny błąd, prawda?

Zawsze wtedy powtarzam, że trzeba wyobrazić sobie, że nasze dzieci dorastają i wyfruwają z gniazda. To stanie się szybciej niż myślimy, bo czas przecież zapiernicza jak szalony. Co wtedy? Kim będziesz? Co będziesz miała? Czym będziesz się zajmować, skoro do tej pory jedynym twoim światem były dzieci? Dopiero wtedy zaczniesz szukać siebie? Moim zdaniem, za późno.

Aniu, Twój sposób na życie codzienne. Masz trójkę dzieci, zajmujesz się blogiem, masz swój sklep, jesteś mamą zaangażowaną w życie rodzinne. Jak to wszystko ogarniasz?

Daję sobie dużo luzu. Fakt, w każdy poniedziałkowy poranek robię sobie plany na cały tydzień. Spisuję sobie wszystko co mam do zrobienia, poza takimi oczywistymi obowiązkami jak gotowanie, zakupy itd. Dzielę to sobie na 5 dni, bo weekend jest dla rodziny. Staram się tego trzymać, ale jeśli się nie uda, to nie biczuję się za karę. Trudno. Przepisuję to na kolejny tydzień. Myślę, że słowo „luz” to słowo klucz. Poza tym nie wstydzę się prosić o pomoc. Kiedy muszę wyjechać, a mąż ma swoje sprawy, dzwonię do mamy lub siostry albo szukam innego sposobu na to, by pogodzić opiekę nad dziećmi z pracą. Nie udaję, że jestem samowystarczalna. Nie jestem.

Czego mogą nauczyć nas dzieci? Jakie cechy odkryłaś w sobie zostając mamą?

Właśnie tego luzu nauczyły mnie dzieci. Pierwsze lata macierzyństwa, to było morze wyrzeczeń, na własne życzenie. Kiedy pojawiła się ta młodsza dwójka okazało się, że albo dam sobie siana, albo zwariuję. I nagle dotarło do mnie, że potrafię odpuszczać! Potrafię się wyluzować. Tą wiedzą i doświadczeniem zaczęłam dzielić się na blogu. To była najlepsza rzecz, jaką dla siebie zrobiłam.

Dziękuję Ci pięknie!

 

Ania Dydzik, o sobie pisze tak:
” Na blogu łamię stereotypy. Mama to powinien być ktoś, kto z uśmiechem stoi przy garach, poświęca się w zupełności dzieciom i domowi, żyje po to, by wypełniać rodzicielskie obowiązki. Czyżby? Mamy tu spore, bo ponad stutysięczne, grono fantastycznych mam, tych nieperfekcyjnych, które z uśmiechem czyta podobne teksty. Staramy się być wypoczęte, znaleźć czas na swoje przyjemności i pasje, bez wyrzutów zostawiamy dzieci z tatusiem. Potrafimy głośno powiedzieć, że jesteśmy zmęczone (ba! wykończone) i bez wstydu mówimy o swoich słabościach. A przy tym wciąż kochamy swoje pociechy i w niczym nie jesteśmy gorsze od innych. Oto nieperfekcyjna mama. Kobieta z krwi i kości. Żadna „Matka Polka”, tylko świadoma swoich wartości mama. Kompletnie poza ramami oczekiwań otoczenia. Stop stereotypom. Nazywam się Ania Dydzik. Mam 34 lata i jestem mamą trzech dziewczynek. Gwarantuję Ci, że znajdziesz tu cząstkę siebie. Tę cząstkę codzienną, tę która łączy wszystkie mamy bez względu na sposób rodzenia i karmienia. W 2016r. wydałam książkę „Nieperfekcyjna Mama”.”

Blog: NIEPERFEKCYJNAMAMA.PL 
Facebook: NIEPERFEKCYJNA MAMA
Instagram: NIEPERFEKCYJNAMAMA

 

Zapraszam Cię do naszej fantastycznej grupy Szczęśliwe dziewczyny – drużyna Kinki, gdzie dysutujemy o tym, jak dbamy o siebie w czasie ciąży, połogu, jak radzimy sobie z trudami macierzyństwa, jak spełniamy swoje marzenia, jak dbamy o wygląd zewnętrzny i piękno wewnętrzne. Bo my kobiety, powinnyśmy zawsze się wspierać. Jak to się ładnie mówi, poprawiać sobie wzajemnie korony nie informując przy tym światu, że koleżance ta korona się osunęła. Wspierajmy się i dbajmy o siebie!

To był ostatni odcinek z serii #dbam_o_siebie. Wszystkie teksty z serii znajdziecie TUTAJ!