Szczęście jest proste

Zawsze uważałam się za szczęśliwego człowieka. Czasem mniej, czasem więcej, ale starałam się nie narzekać na to, co mam. Hipokryzją byłby narzekać na życie, jakie miałam – nie chodziłam głodna, rodzice zawsze mieli dla mnie czas, wyjeżdżaliśmy na wakacje, zaraz po studiach dostałam wymarzoną pracę w ogólnopolskim dzienniku. Było w porządku, choć zawsze mogło być lepiej. Nie zaskoczę Was tym, że choć było naprawdę dużo, cały czas chcieliśmy mieć więcej, lepiej, być bardziej – to chyba całkiem normalne. Wszystko się skończyło w momencie, kiedy najpierw straciłam ciąże, a chwilę później zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy tarczycy.

Paradoksalnie w sytuacji, kiedy straciłam najwięcej, bardzo dużo zyskałam. Wcześniej nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak to możliwe, że ktoś jest chory, a się uśmiecha, nie ma włosów – a zakłada kolorowe chusty i śmieje się do rozpuku, nie zarabia tysięcy miesięcznie – a stać go na pomoc innym. To był moment, kiedy nie miałam nic. Ciąży, zdrowia, pracy. Miałam wokół garstkę ludzi, bo część zwyczajnie odeszła. Miałam dziecko, które codziennie przytulało mnie i bawiło się ze mną, żebym się uśmiechała. Nie rozumiało, co mi jest. Rozumiało, że warto być przy mnie blisko, bo ja też byłam zawsze przy nim, kiedy on był smutny. Miałam męża, który jeździł ze mną na wszystkie badania, znosił mój płacz, moje fatalne samopoczucie i ciągnął mnie za rękę, jak ja już miałam dość. Miałam rodziców, którzy zawsze wspierali, mamę która gotowała chłopakom obiady, jak ja byłam na leczeniu, miałam teściów, którzy zawsze byli obok, brata i przyjaciółki. Miałam rodzinę, która zawsze chciała pomóc. Miałam dom, ciepłe łóżeczko, święty spokój kiedy go potrzebowałam, gorący obiad i kogoś, kto robił mi soki witaminowe, żebym szybciej wróciła do formy. Miałam do kogo zadzwonić, z kim pomilczeć i z kim się pośmiać. Wtedy nauczyłam się czegoś bardzo ważnego.

Być wdzięczna.

Wdzięczność to nic innego, jak docenienie tego co się ma. Trzeba lecieć do przodu, rozwijać się, uczyć nowego, poznawać nowe, a nigdy nie zapominać o tym, co się ma i kogo ma się obok. Nie zapominać o sobie. Moja koleżanka w zeszłym roku dwa razy wylądowała na SORze z przepracowania, a koledze rozpadł się związek. Też z przepracowania. I nie, nie dlatego, że nie mieli za co żyć. Dlatego, że chcieli cały czas więcej i byli pewni, że praca zastąpi im wszystko, bo jest najważniejsza. Bo daje spełnienie, daje możliwości, daje standard, do jakiego dążyli. Sęk w tym, że oni to wszystko dawno osiągnęli, ale przestało ich to cieszyć, nie potrafili tego docenić i lecieli dalej do przodu. Kiedy Ewelina wylądowała w szpitalu, szefowa po telefonie jak się czuje zapytała, czy to coś poważnego, kiedy wraca do pracy, a jeśli bierze L4, to czy będzie jak zawsze pracowała z domu. To był dla niej moment przełomowy, jak dla mnie choroba.

Bo… szczęście jest proste!

Kiedy zaczęłam pisać bloga wiedziałam, że to nie będzie miejsce pełne narzekań, kontrowersji i złości. Choć wiem, że to doskonały pomysł na start, ja wybrałam całkiem inną drogą. Ostatnio spotkałam koleżankę, Ulę, która powiedziała mi: „My to mamy Karola trochę pod górkę, bo dajemy ludziom dobre emocje. Potrzeba dużo czasu, żeby nasz plan naprawdę wypalił. Bo niestety, złe emocje, przepychanki i kontrowersje sprzedają się najlepiej. Ale my damy radę, bo jesteśmy wierne swoim przekonaniom i wiemy, że to wszystko ma głęboki sens.” Tak, ma bardzo głęboki sens!

Od początku pisania bloga staram Wam się przemycać moją filozofię, czyli szczęście jest proste i radość życia. Bo szczęście naprawdę jest proste, wystarczy usiąść na chwilę i rozejrzeć się wokół. I nigdy nie chciałam być patetyczna, nie chciałam Wam bronić narzekania – to normalne! Każdy narzeka, każdy ma gorsze dni, każdy ma czasem ochotę kupić bilet w jedną stronę na Marsa i nie wracać. Codzienność może być fajna.

Wiesz, nikt nie ma z górki. Ciężko jest porównywać swoją sytuację do czyjejś. I naprawdę, nie każdy ma takie kolorowe życie, jak widać to na pierwszy rzut oka. Dlatego zamiast zazdrościć, zamiast porównywać się do innych, warto spełniać marzenia i być zwyczajnie wdzięcznym za to, co się ma! Bo mój blog to miejsce dla ludzi afirmujących właśnie… życie!

Podejmiesz wyzwanie?

Zapraszam Cię do fantastycznego wyzwania! Od dziś, przez cały miesiąc pokażmy innym, że szczęście jest naprawdę proste. Jakiś czas temu robiłam taką akcję i mamy fantastyczne rezultaty, mnóstwo uśmiechów i zabawy. Pokaż, czym dla Ciebie jest szczęście, że jest ono proste! To może być gorąca kawa na tarasie, książka czytana przy kominku, wycieczka rowerowa, godzina spokoju – dla każdego szczęście jest czymś innym i mocno zachęcam do dzielenia się nim. Wrzuć na instastories zdjęcie z hasztagiem #szczęściejestproste i oznacz mój profil, żebym Cię znalazła. Udostępnię zdjęcie na swojej tablicy i wrzucę do relacji wyróżnionych. Pod koniec miesiąca wybiorę trzy osoby, które dostaną fantastyczne nagrody – w końcu szczęście jest proste, więc chcę Wam dać coś fajnego! Podejmiesz wyzwanie? Przecież codziennie celebrujesz chwile radości – zainspiruj innych!

Na Instagramie znajdziesz mnie TUTAJ – kinka_karolina_wilk