Prawie zemdlałam z bólu. A jak wyglądał Twój poród?

„Uczucie, jakby Cię rozrywało od środka, jakbyś miała granat w tyłku! Uczucie, jakby ktoś Ci autem po brzuchu przejechał i walił młotkiem w kręgosłup. W trakcie porodu powiedziałam, że ja idę do domu, że tego bólu nie wytrzymam, jakby mnie rozrywało! A potem trzy dni chodzić nie mogłam, tak rwało.” Ciebie też straszyli porodem i niewyobrażalnym bólem? Witaj w klubie!

W tym roku zostanę ciocią razy cztery! Dwa razy przed wakacjami i dwa razy tuż po rozpoczęciu roku szkolnego. Niesamowicie się cieszę z tego powodu! I w końcu będę miała kogo postraszyć tym strasznym i wyczerpującym porodem, po którym ledwo przeżyłam… Żartuje oczywiście! Nikogo straszyć nie zamierzam. Wystarczy, że mnie tak nastraszyli, że przychodząc na oddział zapytałam pielęgniarkę, czy to będzie tak straszny ból, że zemdleję. Serio.

Tak mnie młode i starsze mamuśki nastraszyły, naopowiadały, jakie to porody są okropne, straszne, że boli, że ktoś popękał i że chodzić nie mógł przez tydzień. I ja, taka wystraszona dotarłam na tę salę porodową. Nie dość, że z zagrożoną ciążą, przed terminem, to jeszcze z głową napakowaną durnotami. Choć powiem Wam, że był jeden plus tego straszenia – wyobrażałam sobie tak niesamowicie przeraźliwy ból, że… nie doczekałam się go. Za każdym razem kiedy mąż pytał, jak się czuję, mówiłam, że boli, ale tak umiarkowanie, bo boleć to dopiero będzie. Na szczęście się nie doczekałam. Dlatego ja nikogo porodem nie straszę. Bo po co?

Chcecie wiedzieć jak wyglądał mój poród? To bardzo optymistyczna historia, więc chętnie Wam ją opowiem  – podniesie Was na duchu przed porodem.

Przyjechaliśmy do szpitala ok. 4-5 w nocy. Dostałam lekkich skurczy, a że ciąża była zagrożona, od razu pojechaliśmy na porodówkę. Przyjęła nas miła pielęgniarka, lekarz mnie przebadał i stwierdził, że rozwarcia nie ma, a że do terminu porodu było jeszcze trochę czasu, uznał, że to skurcze przepowiadające, ale na wszelki wypadek mam zostać w szpitalu. Dostaliśmy salę jednoosobową. Po zmianie dyżuru, czyli coś po godzinie 7.00 przyszedł inny lekarz, zbadał mnie i potwierdził tezę o skurczach przepowiadających, po czym się uśmiechnął i dodał – „Wie Pani co, to raczej nie będzie dzisiaj, ale gdyby było, to mam przeczucie, że pójdzie raz-dwa”.

Jego słowa były dla mnie trochę zabawne, bo mnóstwo osób ciągle mi powtarzało, że będę bardzo długo rodziła, bo mało się ruszam w ciąży. Ciekawe jak miałam to robić, skoro każdy dłuższy spacer powodował skurcze i ostatnie miesiące spędziłam prowadząc bardzo oszczędny tryb życia. Wracając jednak do porodu. Około 8 mąż poszedł na zakupy i przyniósł do szpitala śniadanie. Zjedliśmy kanapki z białym serem i polędwicą sopocką, pamiętam jak dziś. A później położyłam się spać. I tak przespałam do godziny chyba 11.00. Wtedy przyszła do mnie cudowna położna, Pani Gabrysia. Obudziła mnie, założyła rękawiczki, zmoczyła rękę ciepłą wodą, żeby badanie było komfortowe i zbadała mnie. To co powiedziała, kompletnie nas zaskoczyło: „Masz 3,5 cm rozwarcia. Będziemy dzisiaj rodzić”.

Wyobraźcie sobie, że leżąc czułam się lepiej niż chodząc, choć mogłam robić co chciałam – piłka, wanna, prysznic, spacery. I tak sobie leżałam i co kilka minut pojawiały się skurcze, bardzo nieregularne – dlatego część personelu przewidywała długi poród. Mąż siedział ze mną, trzymał mnie za rękę i bladł za każdym razem, kiedy widział natężenie skurczu na KTG. A ja jak mantrę, za każdym razem powtarzałam, że boli, ale to jeszcze nic w porównaniu do tego, jak to będzie bolało. Było około godziny 14.00, wtedy poczułam, że boli trochę bardziej. Poprosiłam męża, żeby poszedł do pielęgniarek i powiedział, że chcę znieczulenie – stwierdziłam, że nie będę się męczyła.

Przyszła Pani Gabrysia, mój anioł i powiedziała, że sprawdzi jak duże jest rozwarcie i zdecydujemy, co dalej. Zbadała mnie, znów się uśmiechnęła i z radością w głosie powiedziała do mnie: „Jakie znieczulenie. Mamy 10 cm, zaczynamy rodzić”.

I tak oto zdaniem położnej przeszłam najłatwiejszy poród, jaki można sobie wymarzyć. Przy jednym skurczu partym, wraz w odejściem wód płodowych, urodził się mój syn – w czepku urodzony. Jak to mówiła mi kiedyś jedna z położnych – nie pozwalaj na wczesne przebicie pęcherza płodowego, bo…

wody płodowe działają na rodzące się dziecko, jak WD40 na zardzewiałą śrubę

I to sobie zapamiętajcie 🙂

Widzicie, wszystkie teorie spiskowe dotyczące mojego porodu wzięły w łeb. Że pierwszy porób, to z reguły musi być ciężki, że ja mam niski próg bólu, więc będę ryczała z bólu, że byłam mało aktywna w ciąży, więc nie dam rady urodzić naturalnie.

Dziewczyny, nie słuchajcie tych strasznych opowieści o porodach. Nie wiem, po co ktoś je opowiada i co ma na celu straszenie innych. Przecież każda przyszła mama wie, że poród to nie Spa, że będzie bolało. I nie wmawiajmy bzdur, że tylko słabe kobiety biorą znieczulenie, bo to nieprawda. Nie zgrywajmy bohaterek – jeśli potrzebujesz znieczulenie, poproś o nie. Jeśli potrzebujesz dodatkowego wsparcia, pomocy, czegokolwiek – poproś o to. Poród ma być pięknym wydarzeniem i takim go uczyń.

Uwierz tylko w jedną rzecz – kiedy urodzisz, zapomnisz o bólu. Widok dziecka, jego płacz i cudowny wzrok wynagradzają wszystko.