Pomaganie wcale nie czyni Cię lepszym od innych, naprawdę

Mam mnóstwo znajomych, którzy przeszli chorobę nowotworową. Znają to wszystko od podszewki, wiedzą jak wspierać, znajdą proces leczenia, zdają sobie doskonale sprawę z tego, co przechodzą inni. A jednak w żaden sposób nie chcą się angażować w personalną pomoc, face to face, akcje i inne przedsięwzięcia. Po prostu nie potrafią. Zbyt dużo kosztuje ich powrót do pewnych wydarzeń, przeżywanie wszystkiego od początku. I ja ich doskonale rozumiem i w życiu nie wymagałabym, żeby wbrew sobie brali udział w akcjach promujących profilaktykę lub ku przestrodze opowiadać o nowotworze na spotkaniach. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś kazał im to robić, bo tak wypada, bo tak mogą spłacić dług wobec losu – żyją, więc niech teraz pomagają innym. Nie muszą tego robić. Nie mają obowiązku. Mogą pomagać w taki sposób, w jaki czują i na taką skalę, jaka im odpowiada.

Pomaganie to piękna sprawa. Sama staram się robić to w miarę swoich możliwości, uczę tego moje dziecko. Daleka za to jestem od wydawania wyroków, że ludzie, którzy nie angażują się w akcje charytatywne są gorsi od tych, którzy robią to regularnie. Że Ci, którzy przelewają pieniądze dają tak naprawdę mniej, bo nie poświęcają swojego czasu. Bo widzisz…

Problem z pomaganiem zaczyna się wtedy, kiedy wymagasz od innych, żeby także poświęcali się pomocy potrzebującym. Kiedy krytykujesz, że zamiast na drogie wczasy, mogliby oddać cześć pieniędzy na cele charytatywne. Kiedy jedziesz autem, zatrzymujesz się, a przez pasy przechodzi dziewczyna z włosami do pasa. Patrzysz na nią i z żalem mówisz sama do siebie: „Oddałabyś te włosy na perukę. Przecież Ci odrosną.”

Moja koleżanka Agatka oddała jakiś czas temu swoje długie, piękne włosy na perukę. I jestem z niej bardzo dumna, albo i jeszcze bardziej! Znam wiele kobiet, które z takich peruek korzystało/korzysta i wiem, jakie to dla nich ważne. Wiem, jak istotną rolę te niby tylko włosy odegrały w budowaniu od nowa ich kobiecości i poczucia własnego piękna. I pewnie dlatego, że wiem, jakie to jest ważne, nigdy nie wymagałabym od kobiet, aby oddawały swoje włosy. Bo znam właśnie wiele dziewczyn, które przez lata szukały swojej kobiecości i dopiero właśnie te niby tylko długie włosy pozwoliły im się poczuć w 100 procentach kobieco.

Problem jest wtedy, kiedy chodzisz jako wolontariusz do domu samotnej matki i namawiasz innych, żeby robili to samo. Z wyrzutami wytykasz im, że zamiast kolejną godzinę na siłowni czy z książką, mogliby w tym czasie zrobić coś dobrego i komuś pomóc. I o ile w mówieniu o potrzebie pomagania nie ma nic złego, o tyle krytykowanie za niewspieranie i robienie komuś z tego powodu wyrzutów już mi się nie podoba… Czasem słyszę, jak ktoś komuś wytyka, że jemu łatwiej dać pieniądze, niż poświęcić czas na projekt charytatywny. Widzisz, to nie do końca jest tak.

W liceum przez dwa lata byłam wolontariuszką. Dwa razy w tygodniu chodziłam po zajęciach do domu dziecka, żeby pomagać dzieciakom w lekcjach. Miałam z tego powodu mnóstwo radości i wracałam tam z uśmiechem na ustach, pełna energii. Moja koleżanka odwrotnie. Za każdym razem, kiedy stamtąd wychodziła, była załamana. Płakała całą drogę do domu, 25 minut. Raz za razem. Nie była w stanie tego udźwignąć. Po czasie razem uznałyśmy, że to nie jest dla niej. Po prostu. Uwierzcie, łatwiej było jej odmówić sobie nowej torebki, pieniądze przeznaczyć na jakąś zbiórkę, niż poradzić sobie psychicznie z tym, że tych dzieci nikt nie chce. I nie było w tym nic złego.

Czasem tak myślę, że zamiast na siłę pomagać, po godzinach, na oparach adrenaliny lecieć jeszcze do jakiejś placówki, żeby pomóc, bo każdy dziś pomaga,może lepiej skupić się na czymś innym? Może na tym, żeby w końcu ułożyć swoje życie, mieć czas dla męża i na zabawę z dzieckiem, wnieść sąsiadce zakupy na drugie piętro, pomóc w przygotowaniu balu szkolnego, posprzątać z kolegą podwórko, jakie zniszczyła mu wichura poprzedniego dnia. A podczas WOSP wrzucić kilka monet do puszki.

A może by tak po prostu skupić się na byciu… dobrym człowiekiem? To nie jest mało, to nie jest pójście na łatwiznę. Gdyby każdy zaczął pomagać od pomocy sobie, bliskim i dalszym, czy nie byłoby nam wszystkim łatwiej? Nie musisz robić spektakularnych akcji dobroczynnych. Możesz po prostu zdjąć kotka z drzewa starszej pani i naprawić dziecku latawiec. Możesz po prostu zauważać małe rzeczy, które są obok. To nie TYLKO tyle, to zdecydowanie AŻ tyle.

I zamiast namawiać innych do pomagania i robienie im wyrzutów, że mogliby więcej, pokaż jak Ty to robisz, pokaż ile masz z tego radości. Nie wymagaj. Inspiruj.