Po co wyprawiać urodziny?

Uwielbiam wyprawiać przyjęcia, uwielbiam spotykać się z ludźmi, dlatego łatwo można się domyślić, że uwielbiam urządzać urodziny. I robię je co roku – swoje, męża, dziecka. Podobnie członkowie mojej bliższej i dalszej rodziny. Zawsze mam wtedy w domu ok. 30 osób, dwa dni się przygotowuję, a później? Cudownie się bawię z moimi gośćmi! Znam jednak gro osób, które urodzin nie wyprawiają… Dlaczego?

Najczęściej słyszę trzy powody, z których dwa są dla mnie niezrozumiałe, a z trzecim nie polemizuje.

  1. Po co świętować, mam się cieszyć, że jestem coraz starsza?
    Tak, własnie dlatego. Że minął kolejny rok – nigdy nie jest cudownie, zawsze zdarzają się gorsze chwile, słabszy czas, a młodsi już nigdy nie będziemy. Ja nie świętuje tego, że jestem rok starsza ale to, że minął kolejny pełen wrażeń i doświadczeń rok.
  2. Szkoda pieniędzy i czasu na urodziny
    Wyprawienie urodzin i zaproszenie kilkunastu osób jest kosztowne, zazwyczaj pochłania kilka „króli”, jak to na pieniądze mówi mój syn. Nigdy nie rozpatrywałam urządzania urodzin w kategorii „Czy to się opłaca”, tak samo nie wyprawiałam dużego wesela licząc, że mi się pieniądze zwrócą.
  3. Nie mam potrzeby urządzania urodzin
    Z tym nie dyskutuję. Choć nie powiem, trochę mi przykro, kiedy ktoś mówi, że nie ma potrzeby spraszania gości do domu, kiedy ja jestem jednym z tych potencjalnych gości.

Wiecie po co ja urządzam urodziny? Po co zapraszam raz rodzinę, a raz znajomych, dwa dni siedzę w kuchni i pichcę do nocy? Wiecie po co to robię? Mam nadzieję, że z tego samego powodu co Wy – trochę Was już poznałam 🙂

Po to, żeby spotkać się z ludźmi, których bardzo lubię. Którzy są dla mnie ważni. Zapraszam ich do siebie, żebyśmy mogli wspólnie spędzić wieczór, biesiadować przy pysznościach i rozmawiać i śmiać się do nocy. Po to to robię. Żeby być z nimi. Zapytacie, dlaczego nie spotykamy się tak po prostu na kawę, bez okazji? Spotykamy się, ale ciężko zgrać całą ekipę w jedno miejsce, w jednym czasie.

W dzisiejszych czasach każdy się gdzieś spieszy, każdy ma mnóstwo zajęć, praca wypełnia po brzegi kalendarz, a po powrocie do domu jeszcze czeka kolejne milion obowiązków. Każdy ma swoją rodzinę, dzieci, zobowiązania, problemy. Swoje życie. I nie ma czasu, żeby się często spotykać. Z rozrzewnieniem słucham opowieści rodziców, jak to kiedyś wszyscy się często spotykali, co niedzielę chodziło się do rodziny na kawę i ciasto, bez zapowiedzi w tygodniu przyjeżdżało się do cioci lub latem rodzina przyjeżdżała do nas i spontanicznie robiło się ognisko i piekło kiełbaski na kijkach. Dziś tego nie ma. Bo życie nabrało większego tempa, każdy goni jak szalony.

Na spotkanie z przyjaciółką umawiam się z tygodniowym wyprzedzeniem, choć mieszkamy 2 km od siebie. Podobnie z moimi kuzynkami. Żyjemy w biegu. W takim biegu, że czasem nie ma kiedy do cioci na kawę pojechać albo do koleżanki, żeby posiedzieć beztrosko, zamówić pizzę i gadać do nocy.

Dlatego robię urodziny – bo każdy stara się wtedy, żeby przyjść. Bo o ile na takie spontaniczne wypady czasu nie ma, na urodziny każdy sobie wolne zaplanuje. I dzięki temu widujemy się przynajmniej raz w miesiącu. Wszyscy razem, w komplecie.

I nie chodzi o to, żeby nagotować jedzenia wykwintnego i w ilości jak dla armii. Chodzi o to, żeby się spotkać. Po prostu. Spędzić razem miło czas. Może być przy kawie i ciastku, może być przy pizzy, a nawet przy słonych paluszkach. Jest mi to obojętne. Dlatego tak bardzo się cieszę, że mojej rodzinie, moimi kuzynkom, ciotkom czy przyjaciółkom chce się urządzać przyjęcia – bo wtedy mamy okazję spotkać się w komplecie.

i ja właśnie tak odbieram urządzanie przyjęć urodzinowych – jako fajną okazję do spotkania się w większym gronie i spędzenia miło czasu! A Wy?