Ostatnie 17 dni… I wtedy się zacznie

Mam wrażenie, że to deja vu. Że już to przeszłam. Tylko… nie epidemie, nic takiego. Mam wrażenie, że byłam już w tym stanie, kiedy chciałam to wszystko przespać i obudzić się, kiedy będzie po wszystkim. Kiedy dowiedziałam się o chorobie, miałam mnóstwo marzeń i planów. Miałam 29 lat, męża i czteroletnie dziecko. Prowadziłam firmę, fajne projekty. To był piękny początek roku i wiedziałam doskonale, jak wykorzystać potencjał kolejnych miesięcy – to miał być mój czas, czas spełnionych marzeń. Wtedy życie zachichotało – najpierw straciłam ciążę, później padła diagnoza: „nowotwór złośliwy”. Wszystkie plany poszły w odstawkę… Kiedy już się pozbierałam psychicznie, znów zaczęłam marzyć i planować co zrobię, kiedy już wyzdrowieję. Tak jak Ty teraz, bo planujesz prawda?

Kiedy tylko ten koszmar się skończy…

Nauczę się w końcu angielskiego. Tyle lat to odkładam, a teraz nie ma zmiłuj się. Życie daje nam jakby drugie życie, nie wolno tego spartaczyć. Zapiszę się na kurs, będę oglądała seriale po angielsku i do końca roku angielski mam w małym palcu. Niech już tylko to się skończy! (Klaudia, 27 lat)

Obiecuję nie siedzieć tyle w robocie. Będę wracał o normalnych porach, żeby posiedzieć z dzieciakami. Teraz nadgonię jeszcze trochę zdalnie, ale jak tylko to wszystko się skończy, koniec z nadgodzinami. Praca to nie jest sens życia. (Piotrek, 35 lat)

Zapiszę się na siłownię. Będę zasuwała na tych wszystkich dziwnych sprzętach i jeszcze zrobię formę do lata, musi mi się udać. Teraz poodpoczywam, siłownię zapewniają mi dzieciaki. Ale po wszystkim biorę się za swój brzuch i uda, bo już dawno tak źle z nimi nie było. (Wiola, 31 lat)

Wezmę się za zdrowe odżywianie. Teraz to jemy jak jemy, bo w tej kwarantannie to ciężko o zdrowe produkty, ale jak tylko będę mogła swobodnie chodzić do sklepów, będzie zdrowo! (Justyna, 19 lat)

Zacznę sprzedawać personalizowane produkty dla dzieci. Uwielbiam to robić i czas przekuć hobby w pracę. Wyremontujemy garaż, kupie porządne maszyny, bo na tych to wstyd pracować. Poszukam może dotacji, może jakiś kredyt wezmę. Zobaczy się w praniu, póki jest pandemia, nie ma co się zastanawiać i gdybać. Jeszcze chwila, wszystko się skończy i wtedy ruszę z kopyta. (Ala, 29 lat)

…a jeśli to wszystko potrwa dłużej?

Nie 2 tygodnie, nie 4 tygodnie, może 2 miesiące, a może nawet 3? Co wtedy?

Wpadłam w tę samą pułapkę, co Ty prawdopodobnie teraz. I znów musiałam wziąć zimny prysznic. Wiedziałam, że jestem chora. Wszystkie plany odłożyłam na moment „jak będę zdrowa”, „jak leczenie się skończy”, „jak będzie po wszystkim”. Teraz to trzeba jakoś przetrwać ten czas, a życie zacznie się potem, jak będę zdrowa. Dzisiaj wiem, że to było naiwne. Bo ja byłam chora, ale życie płynęło dalej, dzień leciał za dniem, czas uciekał. Czas, który nigdy nie wróci.

Pamiętam doskonale dreszcz, jaki przebiegł mi po plecach, kiedy ponad 3 lata temu, lekarz patrzył na mnie wzrokiem: „rozgryzłem Cię” i powiedział mi tak oczywistą oczywistość, że usiadłam przerażona.

Rak to choroba przewlekła. Nie możemy się z niej całkowicie wyleczyć i nikt nie da Ci gwarancji, że ona za 30 lat nie wróci. Nie ma takiej opcji. Ale też nikt nikomu zdrowemu nie zagwarantuje, że za 5-10 lat nie zachoruje. Z chorobą nowotworową jest jak z cukrzycą albo wrzodami żołądka – można mieć nad nią kontrole i nauczyć się z nią żyć.

Patrzyłam na niego z niedowierzaniem i zastanawiałam się, o co mu chodzi. Jeśli chciał mnie pocieszyć, to mu nie wyszło. Kompletnie, nie wyszło. Jeszcze bardziej mnie zdołował.

Ale doktor kontynuował swój monolog. Powiedział coś bardzo ważnego. Coś, co powtarzam każdemu, kto myśli i działa tak, jak ja kiedyś.

Z chorobą trzeba wygrać w głowie. Pogodzić się z tym, że ona jest. I żyć z nią. Albo inaczej – żyć mimo niej. Nie uzależniać swoich planów od tego, co może się stać. Bo to NIE MUSI się stać. Wpisać każdą kolejną wizytę w Instytucie w kalendarz, obok wyjazdów, spotkań i innych ważnych rzeczy do zrobienia. Traktować to jako coś naturalnego. I nie pozwolić, żeby to choroba zdominowała życie. Nie myśleć o niej cały czas. Robić swoje. Skoro dobrze się czuje, mam plany i marzenia, to mam je realizować. A dodatkowo się leczyć. Nie czekać aż się wyleczę całkowicie, bo nikt mi gwarancji na życie nie da. Działać w takich okolicznościach, jakie są. Teraz.

Wiesz co chce Ci powiedzieć? Nie rezygnuj z planów, nie próbuj przespać tego czasu. Wykorzystaj go najlepiej jak potrafisz, zrób kilka kroków do swoich marzeń – teraz masz na to czas. A kiedy ten sen się skończy, Ty będziesz gotowa wcisnąć ten najważniejszy guzik „Start”. Miej odwagę, ten czas, choć mało łaskawy, jest dobry.

Niech to nie będzie 17 ostatnich dni do końca koszmaru. Niech to będzie ostatnie 17 dni do początku.

Twojego początku.