5 sposobów, które pozwalają mi ogarnąć życie, od kiedy jestem podwójną mamą. Absolutnie genialne!

Bycie mamą to jedna z najlepszych ról w życiu, jakiej przyszło mi stawić czoła. Kocham moje dzieci nad życie, jednak nie zmienia to faktu, że to życie jest często wywrócone do góry nogami 🙂 I choć podwójne macierzyństwo to nie lada wyzwanie – wprowadziłam w życie kilka decyzji, które ułatwiają mi znacznie ogarnąć codzienność. Bo umówmy się, urlop macierzyński z urlopem ma  niewiele wspólnego, a wszystkie zabiegi pozwalające wypić ciepłą kawę, a nie odgrzewaną 5 razy w mikrofalówce, są na wagę złota. Bo szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko!

Planowanie posiłków

Pamiętam, jak któregoś dnia przyszła do mnie koleżanka i zobaczyła na lodówce wielką kartkę. Przyglądała się jej chwilę, upiła łyk kawy i powiedziała: „Tobie to musi się nudzić, skoro masz czas na planowanie posiłków i to na cały tydzień”. No właśnie jest zupełnie odwrotnie – ze względu na to, że nie mam czasu, planuję posiłki. Robię tak już bardzo długo i Tobie także polecam. Planowanie posiłków, przede wszystkim obiadów, to ogromna oszczędność czasu. I nerwów 🙂 Siadam np. w piątek, wyciągam kartkę i spisuję, co będę gotowała każdego dnia. Dzień później jadę na zakupy, kupuję wszystkie produkty i gotowe. Każdego dnia wiem, co zrobię do jedzenia, mam też wszystkie składniki pod ręką. Pozwala mi to też mieć pewność, że dostarczam rodzince wszystkich ważnych składników odżywczych, bo kiedy planuję, to dbam, żeby było różnorodnie. Uwielbiam gotować, mogłabym to robić godzinami. Jednak patrząc realnie, przy małym dziecku czasu na to nie ma. Dlatego planując obiady, wymyślam takie dania, które udaje się zrobić w tak zwanym międzyczasie. Tak maksymalnie do pół godziny. Zupy zawsze planuję na dwa dni, drugie dania na jeden – mój Kacper nie zje obiadu z dnia poprzedniego, i nic z tym nie poradzę 🙂

Proszenie o pomoc

Kiedy urodziłam pierwsze dziecko, chciałam wszystko sama robić. Ugotować obiad, zaopiekować się dzieckiem, posprzątać dom i do tego cudownie wyglądać. Co prawda udawało mi się to, ale wieczorem byłam wykończona, a kawę piłam litrami. Któregoś dnia zapytałam sama siebie: „W imię czego tak się poświęcam?”. Czy moja rodzina jest naprawdę szczęśliwa, że wszystko jest na tip-top, a ja jestem wykończona? Czy takie macierzyństwo mnie cieszy? Czy to jest jakiś sukces wyglądać jak zombie i być zmęczonym, ale z poczuciem, że wszystko zrobiło się samemu? Dzisiaj wiem, że nie. Dzisiaj, przy drugim dziecku nauczyłam się czegoś bardzo ważnego: nauczyłam się prosić o pomoc. To było trudne, bo zawsze byłam Zosią Samosią. Teraz, kiedy widzę, że nie dam rady czegoś zrobić, proszę kogoś o pomoc. Dzwonię do mamy, żeby przygotowała nam obiad, proszę ją o opiekę nad dziećmi, kiedy mam jakiś projekt. Dzwonię do teściowej, żeby upiekła mi ciasto na imprezę. Nikt nie traktuje tego w kategoriach, że mi się nie chce, że sobie nie radzę – każdy jest szczęśliwy, że może mi pomóc. A ja jestem z siebie dumna, że przełamałam się i nie traktuję proszenia o pomoc w kategoriach porażki, a swojego osobistego sukcesu. Nie wysługuję się innymi, a daję sobie pomóc. Takie zdrowe podejście, którego uczyłam się przez lata. Dać sobie pomóc. Uwierz mi, że macierzyństwo, kiedy masz na kogo liczyć, masz pomoc o którą nie boisz się prosić, jest dużo fajniejsze.

Zakupy na zapas

Dzieci rosną w zastraszającym tempie. Zanim urodziłam Kacperka stresowałam się tym, skąd będę wiedziała, że on już teraz potrzebuje nowych ubrań – wierz mi lub nie, ale nie mając wcześniej do czynienia z małymi dziećmi, właśnie to spędzało mi sen z powiek. Bo może naraz się okazać, że spodenki już przykrótkie, sweterek za ciasny, a kurtka ledwo się dopina. I co wtedy? Odetchnęłam i wyznając zasadę, że nie ma głupich pytań, podzieliłam się swoimi obawami z koleżankami. Nie śmiały się, co mnie bardzo zaskoczyło, a zdradziły „sekret” zakupów ubraniowych dla maluszka. I wtedy mnie olśniło, że to takie proste. „Karola, musisz mieć zawsze rzeczy w dwóch, a nawet trzech rozmiarach. Wtedy masz pewność, że jak skoczy z wagą w jeden miesiąc, to będziesz miała w co go ubrać na kolejną wizytę do lekarza, bez wszczynania alarmu domowego :)” Przy Polci właśnie tak zrobiłam – kupiłam rzeczy w rozmiarze 50, 56 i 62. Teraz cały czas pilnuje, żeby mieć rzeczy w aktualnym rozmiarze i jednym większym. Z Kacperkiem robię tak samo, zwłaszcza jak wpadnę do SMYKA i akurat mają wyprzedaż. Biorę wtedy mnóstwo rzeczy na zapas dla dzieci – w końcu nie zepsują się jak jedzenie, a są świetne jakościowo i po co szukać gdzie indziej. No i bezapelacyjny plus – zawsze są wszystkie rozmiary! I bądźmy szczere – z dwójką dzieci, w tym z niemowlakiem, moje zasoby czasowe są mocno ograniczone i tak planuję zakupy, żeby wszystko kupić w jednym miejscu. Więc biorę koszulki na WF, śliniaki, bo akurat w promce, a za miesiąc rozszerzamy dietę, wiatrówkę na wiosnę i skarpetki, dorzucam do każdych zakupów (u Was też ich wiecznie brakuje?:), szkoda że nie mają męskich, bo mojemu mężowi też wiecznie mało :)) torba papierowa na zakupy, która później w domu robi jako kosz na pampersy – jak to mówi Kacperek: „sprytna mamusia” 🙂

Kupuj online

Zdecydowanie przekonałam się do zakupów online. Jeszcze kiedyś rozmyślałam, czy faktycznie opłaca się wydawać na kuriera, czy może lepiej podjechać do miasta. Teraz takich dylematów nie mam, a wręcz dziękuję temu, kto wymyślił przesyłki kurierskie. Przy małych dzieciach takie zakupy to niesamowita oszczędność czasu – nie trzeba szukać opieki do maluchów, nie trzeba się spieszyć, nie trzeba narażać dzieci na niepotrzebne chuchanie i dmuchanie innych, na niepotrzebne zarazki.  Ja tego przy maluszku pilnuję. Czas, przy małych dzieciach to słowo kluczowe. Nauczyłam się kupować online dosłownie wszystko. Jedynie owoce, warzywa i mięso kupuję osobiście – a właściwie to wysyłam męża, kiedy wraca z trasy. Mam taki sposób, że otwieram sobie stronę sklepu i przez kilka dni wrzucam rzeczy do koszyka – nie zamawiam od razu, bo kiedy tylko zatwierdzę zakup i zapłacę za niego, to przypomni mi się coś, o czym zapomniałam. Sposób, jaki mam teraz jest fajny i polecam Ci go – po kilku dniach kupuję, i za dzień, dwa mam przesyłkę w domu. Robię tak z rzeczami spożywczymi, chemią czy zakupami dla dzieci. Wybieram też sklepy, w których kupię więcej różnych rzeczy, żeby wszystko poszło w jednej przesyłce np. w SMYKU. Kupuję ubrania, butelki, zabawki i co tam akurat potrzebuję.

Minimalistyczna przestrzeń

Można lubić sprzątać, można nie lubić – to nieważne, kiedy masz maluszka w domu. Wtedy trzeba jednak dbać o to, żeby tego kurzu za dużo nie było. Schowałam wszystkie kurzołapy, kiedy urodziła się Pola. Nie ma ich. Wiem, wiem one dodają mieszkanku klimatu. I ja ten klimat kocham, ale nie lubię kurzu, zwłaszcza przy małym dziecku. Każdy wie, jak z czasem jest. Jak już zaplanuje sprzątanie, to dzień wygląda tak, że Pola chce cały czas oglądać świat z pozycji rąk. Moich rąk. A Kacper akurat ma dużo zadania domowego. Sprzątanie musi być ekspresowe i dokładne. Im mniej kurzołapów, tym szybciej ściera się kurze – wystarczy przejechać ściereczką i gotowe. A tak to tu podnieś świecznik, tam przesuń wazonik i kolekcję porcelanowych słoni. Tak samo z myciem podłogi – bez zbędnych rzeczy na podłodze umycie ich to kwestia kilku minut mopem. Zmiany nastąpiły też w kuchni. Wyspa co prawda zawsze tonie w przydasiach, ale od jakiegoś czasu dbam, żeby składała się z blatu i kosza z owocami. Utrzymanie czystości jest bardzo proste! W końcu czas mamy jest na wagę złota, co nie?

Mata edukacyjna – SMYK
Ciepła kawa – lata doświadczeń i eksperymentów lub powyższe punkty w praktyce! 🙂

… i życzę zawsze ciepłej kawy Mamusie 🙂

*Mój tajemny przepis na ciepłą kawę bez użycia mikrofalówki poznaliście w ramach współpracy z marką SMYK 🙂