Optymiści mnie wkurzają, wolę pesymistów-realistów

Całkiem niedawno ktoś mi zarzucił, że ten mój optymizm to mogę sobie w d*** wsadzić, bo guzik wiem o życiu i problemach normalnych ludzi, mąż na mnie pracuje, a ja siedzę sobie w domu jak królowa, paznokcie maluję  i piszę bajeczki o tym, żeby cieszyć się życiem. Stąd też narodziło mi się w głowie pytanie, kto bardziej denerwuje ludzi: optymiści czy pesymiści?

Nie chcę wchodzić w szczegóły tego, co napisałam wyżej, bo chciałabym się skupić na drugiej części wstępu – ludzi denerwują optymiści. To ciekawe, bo mnie osobiście wkurzają pesymiści, którzy w większości nazywają się realistami. Gdybym była tym drugim gatunkiem, pewnie już dawno leczyłabym się na depresję – optymizm, wiara w ludzi i lepsze jutro, chęci do życia i działania dodają mi mnóstwo energii i sił. I ten cholerny optymizm trzymał mnie w dobrej kondycji cały poprzedni rok, po tym jak straciłam ciążę, jak zdiagnozowano mi raka, którego dzięki durnemu optymizmowi już prawie pokonałam, jeśli już go nie pokonałam całkowicie – czeka mnie ostatnie leczenie, które pokaże, czy już naprawdę po wszystkim.

I ja znam tych pesymisto-realistów. Wiecznie jest źle, cokolwiek wydarzy się fajnego, zaraz węszą spisek. Bo wiedzą lepiej, bo życie ich nauczyło, bo nie są naiwni, bo po prostu są mądrzejsi….

OPTYMIASTA 2

Uwielbiam otaczać się ludźmi, którzy cieszą się życiem, którzy dają drugiemu mnóstwo pozytywnej energii. Pozytywne nastawienie do życia i wiara, że można, że się uda, że ciężką pracą da się zrealizować marzenia to wcale nie są naiwne sentencje – to coś, co pozwala ludziom spełniać marzenia, piąć się w górę i zwyczajnie być szczęśliwym. Odkąd zaczęłam robić to co lubię, spotkałam na swojej drodze mnóstwo osób, które mobilizują mnie swoim działaniem, swoją osobą – uczą, poprawiają mi humor i przywracają nadzieję w ludzi.

Denerwuje Cię radość optymisty? Naprawdę myślisz, że jestem na tyle głupia, żeby żyć wyłącznie nadzieją? Nie. Ja tak samo ciężko pracuję, ale w odróżnieniu do pesymistów, wierzę że mi się uda. I to jest moja siła napędowa. Nie poddaję się po pierwszej porażce – wstaję, upadam i znów wstaję. A jeśli się nie uda? Trudno, przynajmniej spróbowałam. Wiem, że różnie się w życiu układa – sama jestem tego doskonałym przykładem. Ale szukam wszędzie pozytywów – zamiast płakać w poduchę i użalać się nad sobą, wolę pracować i cieszyć się tym, co mam. Nie skupiam się na tym, czego nie mam, nie dramatyzuję kiedy coś nie idzie po mojej myśli, a raczej skupiam się na tym, jak problem rozwiązać.

Ludzie mają tyle swoich problemów, że zwyczajnie nie warto ich dodatkowo obarczać swoimi. Kiedy ktoś mówi Ci o swoich problemach, nie ciągnij go w dół swoimi słowami – staraj się pomóc, wesprzeć i wspólnie znaleźć rozwiązanie. Jeśli wolisz ludzi krytykować, sprowadzać ich na ziemię, jak to ładnie niektórzy określają i podcinać im skrzydła, może nie jesteś już nawet realistą ale sadystą?

OPTYMISTA

Ostatnio moja kuzynka opowiadała pewnej osobie, że jej mąż kolejnego dnia jedzie do pracy za granicę. Komentarz jej rozmówcy wbił mnie w ziemię: „U nas jeden też powiedział, że jedzie za granicę ostatni raz i potem będzie szukał pracy w Polsce. I co? Pojechał i nie wrócił. Bilet w jedną stronę. Umarł tam”. Jeśli jesteś do tego stopnia REALISTĄ, to postępuj w myśl zasady, że jeśli nie masz do powiedzenia nic dobrego, nie mów nic. Wyjdziesz na gbura, ale przynajmniej zachowasz twarz.

Na koniec podzielę się z Tobą pewnym moim spostrzeżeniem. Wiesz czym w skrócie różni się optymista od pesymisty? Kiedy jest źle, optymista robi wszystko, żeby było dobrze.  A pesymista nie robi nic. Optymista wie, że po burzy zawsze wychodzi słońce – bierze parasol i idzie. Pesymista wie, że padać będzie już zawsze, dlatego wcale nie wychodzi z domu.

Ja mam parasolkę. A Ty?