Nie było Cię, Mamo…

Nie było Cię, Mamo…

Nie było Cię Mamo…

Nie było Cię Mamo… kiedy dziecko wydało pierwszy krzyk, wtedy kiedy był czas na kongurowanie i przytulanie z całych sił, żeby pocałować i zapewnić, że ten maleńki człowiek jest teraz całym Twoim światem. Nie było wzruszenia i łez niezdarnie wycieranych z buzi dziecka, jakie zazwyczaj zalewają jego małe, delikatne czółko, bo mama nie może się uspokoić ze wzruszenia…

Nie było Cię Mamo… żeby uprasować pierwsze śpioszki i tej czapeczki, tej kolorowej, którą kazali zakładać w szpitalu, żeby maluszkowi nie przewiało uszek… I nie zostawiłaś w łóżeczku małego misia, którego dzieci wspominają jeszcze na studiach, jako pierwszą zabawkę…

Nie było Cię Mamo… kiedy noworodek rozpłakał się w nocy, nie przyszłaś poprawić mu kołderki, żeby mu się lepiej spało…A kiedy miał kolki, Ty nie przyszłaś żeby go całą noc nosić i zapewniać, że jutro będzie lepiej… Tak jak wtedy, kiedy pojawiła się pierwsza gorączka. Nie siedziałaś przy łóżeczku, nie sprawdzałaś co 5 minut, czy czasem temperatura nie rośnie. Nie robiłaś okładów i nie przytulałaś z nadzieją, że zabierzesz chorobę na siebie, żeby tylko ten maleńki organizm przestał się męczyć…

Nie było Cię Mamo… kiedy maluszek pierwszy raz uśmiechnął się świadomie i zaczął odkrywać świat… Albo wtedy, kiedy wykrzyczał z całych sił „MAMA”. Nie biłaś brawo, kiedy nieporadne małe nóżki postawiły pierwsze kroki i przeszły trzy kroki. Nie było Cię, żeby podbiec, podnieść go z trawy i podmuchać w kolanko, żeby nie bolało. W końcu buziak mamy to najlepsze lekarstwo. A Ciebie nie było…

Wiesz? Jestem z Ciebie dumna

Walczyłaś Mamo…

Walczyłaś Mamo… o to, żeby te małe rączki kierowały się w Twoją stronę i nie oglądały się za siebie. Żeby wiedziały, że Ty jesteś ich centrum wszechświata.

Walczyłaś Mamo… żeby budować zaufanie w oczach małego człowieka, choć nie było Cię wtedy, wtedy kiedy on potrzebował Ciebie… Kiedy wołał Cię w nocy, kiedy chciał się przytulić, kiedy potrzebował pomocnej dłoni i kogoś, żeby uwierzył, że zawsze może na Ciebie liczyć…

Walczyłaś Mamo… żeby zatrzeć wszystkie złe wspomnienia, które gdzieś kłębiły się w małej główce.

Walczyłaś Mamo… żeby mimo trudnego startu, wszystko było możliwe.

Walczyłaś Mamo… bo wiedziałaś, że miłość mamy może pokonać wszystko, może dokonać niemożliwego, a Twoje przytulenie ma moc większą niż cokolwiek innego…

Walczyłaś Mamo… bo dla Ciebie nie było znaczenia, kiedy maluszek powiedział pierwsze słowo, albo zrobił pierwszy krok. Nie pytałaś, czy maluch był karmiony piersią, czy mlekiem modyfikowanym…

Walczyłaś Mamo… chociaż nie było łatwo, ale Ty się nie poddawałaś. Ty wiedziałaś, że serce Mamy nie może się mylić.

Walczyłaś Mamo… bo po prostu kochałaś i wiedziałaś, że dziecko potrzebuje czasu i miłości.

Walczyłaś Mamo… bo potrafiłaś dać to, z czym wiele mam ma problem.

Wiesz? Jestem z Ciebie dumna

Jesteś Mamo, już jesteś…

Jesteś Mamo… kiedy dziecko woła, Ty jesteś zawsze przy nim. Kiedy maluszek nie może sięgnąć po zabawkę, tę na najwyższej półce, nie musi się wspinać, wie że może Cię zawołać… Tak samo jak wtedy, kiedy boli go brzuszek, idzie co Ciebie, bo wie, że mu pomożesz.

Jesteś Mamo… kiedy maluch biega po trawie i kibicujesz mu z całych sił, gdy uda mu się strzelić tatusiowi gola. A potem rozkładasz koc i przygotowujesz pyszności, w końcu obowiązki domowe mogą poczekać. I z radością i troską wycierasz malutką buzię umorusaną czekoladą, a potem przymykasz oko, kiedy pyta Cię, czy może jeszcze kawałeczek.

Jesteś Mamo… kiedy uda się złożyć nowy model samolotu. I kiedy gotujesz w kuchni zupę, a malutki człowiek woła Cię z pokoju i z dumą pokazuje arcydzieło, jakie namalował na dopiero co wyczyszczonych kafelkach.

Jesteś Mamo… kiedy na dzień Mamy odbierasz laurkę, a wierszyk płynie prosto do Ciebie. I kiedy te małe rączki szukają Cię, bo chcą się przytulić, Ty jesteś obok.

Jesteś Mamo… bo kiedy maluszek jest chory, potrafisz siedzieć całą noc przy jego łóżku i sprawdzać, czy wszystko jest w porządku. A kiedy ma koszmary, przeganiać je.

Jesteś, kiedy maluszek Cię potrzebujE.

Jesteś Mamo… bo kochasz.

Wiesz? Jestem z Ciebie dumna

Już jesteś Mamo, jesteś… Mamą. Być może mówisz o sobie mama adopcyjna, ale to nie ma znaczenia. Nie, nie napiszę Ci, że jesteś moją bohaterką, choć żadnej innej mamy nie podziwiam tak, jak Ciebie. Jesteś Mamą, prawdziwą mamą, bo kochasz z całych sił, bo dajesz miłość, jaką może dać tylko mama. Bo dajesz czas, dajesz siebie… I kiedy patrzę na Ciebie, żal mi tych wszystkich mam, które biorą udział w tym chorym wyścigu i kłócą się o to, czy lepszy poród naturalny, czy cesarskie cięcie, czy karmiłaś piersią, a jeśli nie, to jesteś złą matką. I kiedy dziecko powiedziało pierwsze słowo, czy raczkowało i jadło metodą BLW. Żal mi ich, bardzo. A Ty? A Ty nigdy nie czuj się gorsza, bo nikt nie ma prawa nikogo oceniać, a tym bardziej Ciebie. A Ty, choć Twoje dziecko urodziło się w sercu nie w brzuchu, Ty wiedziałaś, że ono potrzebuje do szczęścia i życia tylko dwóch rzeczy – miłości i czasu. I Ty to wszystko dajesz.

Wszystkiego najlepszego Mamo adopcyjna.

Nie.

Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Matki… MAMO.

Po prostu MAMO.

Wiesz? Jestem z Ciebie dumna