Kiedy czyjeś życie leży w Twoich rękach

Półfinał projektu “Zmień siebie, daj siebie”

Rzadko biorę udział w konkursach. Są dla mnie stresujące, zwyczajnie. I unikam ich. Kilkanaście lat temu, jeszcze na studiach, wzięłam udział w konkursie Snickersa i wygrałam 20 batoników. Poszłam za ciosem, wysłałam zgłoszenie męża i wygraliśmy drugie 20 batoników. Być może to był znak, żeby zagrać w totka? W każdym razie poczucie szczęścia nie urosło, ale tyłek już tak 🙂 Dwa lata temu przemogłam się i wysłałam kolejne zgłoszenie, tym razem na konkurs na ambasadorkę marki Orsay. Nie, nie było łatwo, bo chciałam się wycofać po pierwszym etapie. Koniec końców konkurs wygrałam, co kosztowało mnie wiele stresu, nie ukrywam. Było warto, oczywiście! Ten konkurs sporo namieszał w moim życiu i rozpoczął wiele cudownych zmian. Wtedy też pomyślałam, że w konkursach stres mają tylko uczestniczki, jurorzy to na lajcie. Kilka dni temu przekonałam się, że bycie jurorem to nie tylko stres, ale ogromna odpowiedzialność, bo możesz dać komuś szansę życia, a komuś ją odebrać. Kilka dni temu byłam jurorem w konkursie, w którym 4 dziewczyny, wygrały wstęp do nowego życia.

Z pełną świadomością mogę Wam powiedzieć, że bycie po stronie jury, wcale nie jest łatwiejsze. Może nawet trudniejsze. Kosztuje zdecydowanie tyle samo stresu, przynajmniej mnie i dziewczyny, z którymi o tym rozmawiałam. Swoje zadanie potraktowałyśmy bardzo poważnie, pewnie dlatego nie spałyśmy już dzień wcześniej, a w trakcie konkursu stresowałyśmy się tak samo, jak uczestniczki. W końcu mogły wygrać metamorfozę wartą 15 tysięcy złotych, w tym zabiegi medycyny estetycznej, wsparcie lekarzy, badania kliniczne, trenera personalnego i dietetyka, a to tylko początek. Jednym słowem – czekało na nie nowe życie.

Spotkaliśmy się w Krakowie, w hotelu Hilton, tuż przy lotnisku.  To właśnie tutaj w październiku odbędzie się gala finałowa akcji “Kobiety dla kobiety. Zmień siebie, daj siebie”. Zanim jednak do tego dojdzie, 10 maja, mieliśmy za zadanie wybrania 4 spośród 10 półfinalistek projektu. Fundacja 3-4 Start pięknie wszystko przygotowała – każdy z nas czuł się tutaj bardzo potrzebny i wiedział, że może dodać swoją cegiełkę do projektu. Zostaliśmy przydzieleni do 3 podkomisji: socjalnej, psychologicznej i wizerunkowej. W jury nie było przypadkowych osób, zarząd fundacji zadbał o to, aby nad decyzją czuwało mnóstwo specjalistów. Wśród kilkudziesięciu osób był Prezes Zarządu Hilton Garden inn Kraków Airport Grzegorz Gogola, Dyrektor Generalna Kaja Wachowska, Rzecznik Prasowy Airport Balice – Natalia Vince, aktorka Karolina Chapko, stylista gwiazd Tomasz Jacyków czy też Anna Jaworska z bloga MumMe.

Ja trafiłam do komisji oceny potrzeb psychologicznych, co było ogromnym wyzwaniem. Po części oficjalnej przygotowanej przez Klaudię Czapkiewicz-Ziółek, vice prezes Fundacji 3-4 Start, poznaliśmy kandydatki. Każda z nich opowiedziała nam o sobie… co wcale nie ułatwiło nam zadania. Dziewczyny były cudowne, każda ze swoją historią, która często nie była łatwa. Wiedziałyśmy, że projekt jest wyzwaniem, starałyśmy się do tego przygotować, ale… zwyczajnie nie dało się. Emocje, zwłaszcza dla takich osób jak ja, zawsze biorą górę. I naprawdę muszę się dwa razy zastanowić, spróbować przekalkulować na chłodno, dopuścić do głosu rozum, nie tylko serce. Tak i było tym razem. Kiedy skończyliśmy rozmawiać z kandydatkami, zaczęła się burza dyskusyjna. I nie, nie kłóciliśmy się. Staraliśmy się przedyskutować wszystkie za i przeciw. To było naprawdę trudne, bo naszym zadaniem było nie tylko zdecydować, kto dostanie metamorfozę wartą 15 000 złotych, ale i kto poradzi sobie bez niej.

Takie wybory to ogromna odpowiedzialność, bo w rękach jury, tym razem w naszych rękach, było czyjeś życie. I nie anonimowych osób, z mailowego zgłoszenia. Życie osób, które mieliśmy okazję poznać, porozmawiać, wejść choć na chwilę do ich świata. Wybory wszystkich komisji były niemal jednogłośne, co utwierdza mnie w przekonaniu, że nie było tutaj przypadku.

Przed finalistkami ciężka praca, ale widząc ich radość i zmotywowanie, wiemy, że doskonale sobie poradzą i wykorzystają szansę, jaką dostały. Bo metamorfoza to nie tylko zmiana wyglądu, zajęcia z trenerem czy pomoc dietetyka. To przede wszystkim przemiana wewnętrzna. I one sobie doskonale dadzą z tym radę, bo są na to gotowe.

Do zobaczenia w październiku dziewczyny, będziecie błyszczały na gali!

Świetną relację z wydarzenia znajdziecie też u Ani, czyli Nieidealnej Anny!

foto. 2fotografki.pl