Jak mój mąż powiedział mi… że jestem w ciąży! Najlepsze pomysły, na oznajmienie ciąży!

Tak, absolutnie nie pomyliłam się w tytule tego tekstu. O swojej ciąży dowiedziałam się właśnie od mojego męża. Ktoś mi kiedyś powiedział, że u nas to nic nie może być standardowo – no nie może, ale nie ubolewam nad tym jakoś szczególnie, bo życie to jednak pisze najlepsze scenariusze. Ale bądźmy szczere – nie tak chciałam oznajmić tę radosną wiadomość mężowi, bo umówmy się, ona wymaga ogromnej oprawy, fajerwerków, konfetti i mnóstwo brokatu. Choć jak pomyślę o tych iskierkach w oczach męża oznajmiającego mi, że jestem w ciąży (tak, zdaję sobie sprawę z absurdu tej sytuacji :)) to mogę z satysfakcją powiedzieć, że fajerwerki były większe niż w Sylwestra.

Planowałam ten moment długo, właściwie to od chwili, kiedy podjęliśmy decyzję, że będziemy starać się o drugie dziecko. Bo ta ciążą jak dobrze wiesz, była wyczekana, wychuchana, wymodlona. Ja to jestem bardzo sentymentalna, przywiązuję ogromną wagę do takich szczególnych wydarzeń w życiu, robię zdjęcia, zbieram drobiazgi przypominające o danym wydarzeniu. Mam oczywiście testy ciążowe, pierwsze USG, całą dokumentację ciąży, opaski ze szpitala dzieci. Prowadziłam w każdej ciąży specjalny kalendarz samopoczucia swojego i fasolki, czytałam o rozwoju dziecka w każdym miesiącu i oczywiście miałam zawsze w telefonie zapisaną stronę, gdzie na bieżąco możesz łatwo sprawdzić, w którym tygodniu ciąży jesteś – bo umówmy się, kogokolwiek się nie spotka, każdy zadaje to kultowe pytanie: „A który to tydzień?”.

Zależało mi bardzo, żeby drugą ciążę oznajmić tak wyjątkowo, zwłaszcza że o pierwszej powiedziałam mężowi smażąc pierogi i umówmy się, jedynymi fajerwerkami był strzelający olej, bo podniósł mnie z radości, a ja upuściłam te nieszczęsne pierogi. Rodzicom powiedzieliśmy w 7. tygodniu, podarowaliśmy im dziecięce buciki. Dalszej rodzinie i znajomym pochwaliliśmy się w 4. miesiącu ciąży – czyli jakby w bezpiecznym czasie, po skończonym 12 tygodniu. Pamiętam jak dziś, kiedy robiłam zdjęcie testu z napisem „Hej ciociu i wujku” i wysyłałam do przyjaciół. Także wszyscy mieli efektowane przekazanie wiadomości, poza moim mężem, którego minę pamiętam do dziś… znad pierogów. Ruskich.

No dobra, ja tu gadu gadu, a tu taka historia czeka! Tym razem z bliskimi podzieliłam się wiadomością dużo później. Powodów było wiele – najważniejszym chyba strach, czy wszystko będzie dobrze. Dlatego dopiero w 5. miesiącu ciąży, kiedy emocje mocno opadły, strach był coraz mniejszy, świadomość zdrowia dziecka coraz większa, moje samopoczucie naprawdę dobre, postanowiliśmy powiedzieć o tym głośno. Większość dostała nasze zdjęcia z brzuszkiem, moim rodzice dowiedzieli się szybko, bo niestety dolegliwości ciążowe były bardzo widoczne i nie chciałam ich martwić, że dzieje się ze mną coś niedobrego. Radkowi chciałam powiedzieć wyjątkowo, najlepiej zabrać na kolację i podarować małe skarpeteczki lub ładnie zapakowany test. Miałam też na uwadze kultowy rysunek na brzuchu ładującej się baterii z wymownym napisem „baby in progress”. Finalnie nie musiałam się tym głowić, bo jak zawsze, najlepszy scenariusz napisało nam życie…

To były walentynki 2019 roku. Pojechaliśmy na kilka dni w góry, żeby odpocząć. Dlaczego niczego się nie spodziewałam? Bo odpuściliśmy temat – nie będę wchodziła w szczegóły, ale postanowiliśmy na jakiś czas odpuścić. Obudziłam się rano, około 5.00. Z przyzwyczajenia zrobiłam ostatni test ciążowy, ostatni. Nawet więcej już ich nie miałam. Scenariusz jak poprzednim i jeszcze poprzednim razem. Nic nie  drgnęło – jedna kreska, nic więcej. Zapomniałam go wyrzucić, został na szafeczce przy umywalce. Wróciłam do łózka, wtuliłam się cichaczem w ramię męża i zasnęłam.

Po dwóch godzinach budzi mnie Radek:

– czemu mi nie powiedziałaś?

– o czym?

– o ciąży.

– a kto jest w ciąży?

– no Ty jesteś w ciąży.

– ja jestem w ciąży?

Okazało się, że kilka minut później, na teście pojawiła się druga kreska. Radek zauważył go rano i był święcie przekonany, że specjalnie go tam zostawiłam, żeby zrobić mu niespodziankę. I tak teraz myślę, że zrobiliśmy sobie niespodziankę oboje.

A właściwie, to zrobiła nam ją Pola 🙂

A Ty, jak dowiedziałaś się o ciąży i powiedziałaś o niej partnerowi?

*Do tych pięknych wspomnień wróciliśmy dzięki allegro.pl 🙂