Grudzień w zdjęciach

Grudzień minął mi bardzo szybko. Był pełen emocji, wrażeń, strachu i nadziei. Czekałam na niego od czerwca, odliczałam dni, kiedy w końcu nadejdzie 30 listopada – wtedy miałam przejść kolejny etap leczenia. A dziś proszę, zaczynamy już drugi tydzień stycznia. W obiektywie grudzień, mimo pobytu w szpitalu, minął kolorowo.

Szpitalne jedzenie, którym się z Wami dzieliłam, nie było takie straszne. W sumie na Instagramie publikowałam Wam same „smaczki”. Zupy były bardzo dobre, drugie dania też. Natomiast śniadania i kolacje pozostawiały wiele, oj bardzo wiele do życzenia. Pierwszego dnia dostaliśmy chleb i dwie kiełbaski – mąż dowiózł mi sałatkę. I powiedzmy, że był wartościowy posiłek. Kolejne dni nie były już tak różowe, ponieważ nie mogliśmy przyjmować gości. I tak oto dopływ dodatkowej żywności się skończył. Kiedy dostałam na kolację kaszankę z cebulą, zjadłam tylko chleb. Przeżyłam. Dwa kilogramy na minusie, ale jestem.

15043592_1048127721965301_852153453198180352_n

15048136_148062055670391_5111454447418998784_n

 

 

 

 

 

 

Spokojnie, w czasie świąt wszystko nadrobiłam. Starałam się. Bardzo się starałam.

15539028_149637065522445_4064753295132983296_n

Po wyjściu ze szpitala czekał mnie tydzień regeneracji, odwiedzin przyjaciół i błogiego lenistwa. Żeby lepiej mi się odpoczywało, dostałam fantastyczną książkę Agnieszki Maciąg i cudowne, cieplutkie skarpetki. Zrobiłam też wianek adwentowy. Później się rozchorowałam.

15276494_378072532528138_368673155100704768_n

15251628_977781479032599_3864615232252936192_n

15338333_343852479316393_5878041496266997760_n

Czym byłby grudzień bez pieczenia kolorowych ciasteczek? Upiekliśmy ich z młodym naprawdę dużo. Najwięcej frajdy Kacper miał z dekorowaniem, zwłaszcza reniferków.

15403458_172382803228860_9088051472922312704_n

15258743_1645743742385166_5294250600588902400_n

img_8136

Jako że w kuchni oszczędnej pani domu nic nie może się zmarnować, z pozostałych z ciastek białek upiekliśmy bezy. Gdyby komuś spadł poziom cukru w trakcie świąt, lekarstwo jest pod ręką. Tfu! Przecież te bezy nawet świąt nie doczekały!

15338279_827836334025085_8497494126852308992_n

Pozostały przedświąteczny czas upłynął nam pod znakiem remontu. Skończyliśmy w piątek, 23 grudnia o 21.00. To były święta! A jakie czyste 🙂 Właśnie się zorientowałam, że nie pokazałam Wam jeszcze zdjęć po remoncie. Nadrobię.

15624289_200612893734095_6290082250415407104_n

15624027_363295337372865_3624371396123033600_n

 

 

 

 

 

 

 

Bym zapomniała! Dwa dni przed świętami odwiedziła nas przyjaciółka i przyniosła takie prezenty, jakie najbardziej lubimy – własnoręczne. Śliczne pudełko z ciasteczkami i coca-colę reniferka. Ciocia Marta – przez te Twoje ciastka moje już nie są najpyszniejsze dla mojego syna 🙂

15535559_1718149231836176_7134159906671689728_n

A święta? Minęły spokojnie, radośnie i rodzinnie. Razem. Spokojnie. Bez pośpiechu.

img_8395

Miłym akcentem był prezent od Le Petit Marseillais, dzięki któremu moja skóra wróciła do dawnej, dobrej formy.

15624195_572733489591299_3696074023998849024_n

Pod koniec grudnia zafundowaliśmy młodemu prezent z serii niematerialnych. Taki, który dzieci cieszy najbardziej. Naładowany emocjami i wrażeniami. Zabraliśmy go do salonu Mercedesa. Dziadek w interesach, a wnuczek na wycieczkę. Największe wrażenie zrobił na nim oszklony warsztat, gdzie mógł podglądać serwis samochodów.

15625099_168075043669155_3742795936670154752_n

15623884_193804901083353_6123170131846627328_n

A ja? W końcu zaczęłam realizować gwiazdkowy prezent – szkolenie dla blogerów. Wszystko po to, żeby lepiej pisać, lepiej zarządzać i być lepszym blogerem. Dla siebie. Dla Was.

15625568_373675479663634_6451519415258185728_n

Jeśli chcecie być na bieżąco z tym, co się u nas dzieje, śledźcie nas na Instagramie – @kinka_blog. Tu jesteśmy 🙂

Udanej niedzieli!