Gość przed czasem, pani domu w nerwach

Kiedy przychodzimy w gości przed czasem

Spóźnianie się na imprezy i uroczystości często nazywane jest poważnym nietaktem. W końcu gospodyni czeka, goście się niecierpliwią a jedzenie stygnie. A ja powiem Wam coś innego – moim zdaniem, dużo gorzej jest przychodzić w gości przed umówioną godziną.

Myślicie, że zwariowałam? Nie. Po prostu uważam, że przychodzenie na imprezę czy domówkę przed czasem jest nietaktem. Dlaczego? A już tłumaczę. Zapraszam gości na imprezę w domu na godzinę 19.00. Jest godzina 18.15 – stół przygotowany, kolacja gotowa, ciasto pokrojone. Pozostała chwila na ubranie się i doprowadzenie do stanu używalności. Wiecie o co chodzi, makijaż, fryzura i te inne bajery po zrobieniu których kobieta czuje się jak milion dolarów i od razu jest milsza dla męża 🙂 Więc uradowana idę do łazienki i nagle słyszę domofon. Pytam męża, czy zamawiał jakąś przesyłkę, bo może to kurier. A może sąsiadka? Naraz blednę, kiedy mąż informuje mnie, że to już pierwsi goście. 45 minut przed czasem. Zastanawiacie się pewnie, co zrobiłam? Chwilę biłam się z myślami. W końcu goście przyszli, trzeba ich przywitać, kawę podać itp. Ale z drugiej strony pomyślałam tak – nie powiadomili mnie, że będą dużo szybciej, ja jestem niegotowa i czuje się źle. Cały dzień spędziłam w kuchni i zwyczajnie czułam się niekomfortowo. Dlatego pomyślcie co chcecie, ale nie poszłam do gości. Poprosiłam męża, żeby się nimi zajął. Ja w tym czasie zajęłam się sobą. Do gości dołączyłam jakieś 20-25 minut później.

Jeśli wybieracie się na domówkę, urodziny czy imieniny i zapraszający jasno określił godzinę, nie przychodźcie przed czasem. A jeśli macie taki zamiar – uprzedźcie o tym gospodarzy. Nawet jeśli chcecie zrobić im niespodziankę pomyślcie o tym, jak poczuje się pani domu, która przywita Was w wałkach na głowie i fartuszku. Wczujcie się w ich sytuację.

Rozumiem, kiedy ktoś przychodzi 10 minut wcześniej. Super, jest punktualny. To niemal przyjście na czas. Nie ma problemu. Tyle przed czasem to raczej każdy jest już gotowy. Ale godzinę przed czasem? Nie, nie róbcie tego.

Dlatego wiecie co? Ja zawsze się spóźniam, przyznaje się bez bicia. Niemal na każde spotkanie przychodzę z ponad kwadransem opóźnienia. Nie żebym się nie wyrobiła wcześniej… Ja po prostu nie chcę denerwować Pani domu 🙂

*zdjęcie – Paulina Młynarska