Dziennik z kwarantanny #4

Uff, dziś mam tyle przemyśleń w głowie, że muszę się wziąć za pisanie. W tym tygodniu powinny pojawić się dwa bardzo fajne teksty, muszę tyko usiąść do tego. Szukam cały czas dobrych wieści z planu boju – Chiny mają na tyle opanowaną sytuację, że wysłali lekarzy do Włoch. Włochy – czy Wam też szkła się oczy, kiedy o nich myślicie? Koleżanka podała dziś informację, że pierwszy raz od dawna, w Lombadrii, spada liczba osób na intensywnej terapii. I choć powinniśmy się cieszyć, mnie to cały czas przeraża. I to bardzo…

A u Nas? Kolejki kilometrowe w marketach. Ludzie nie zachowują odległości, szturmem ruszają do sklepów, a potem godzinami stoją w kolejkach i wdychają zarazki. Moje koleżanki farmaceutki zostały okrzyczane i zwyzywane, że przesadzają i robią cyrki. Inna koleżanka ze sklepu spożywczego mówi, że codziennie przychodzi jedna starsza Pani. Pyta ją któregoś dnia, czemu nie kupi sobie więcej rzeczy, żeby nie wychodzić, „A bo mi się w domu nudzi, a tak na mieście, to z kimś pogadam sobie”. To smutne i jakże nieodpowiedzialne 🙁 Bo nawet jeśli tej Pani nie zależy, to po pierwsze może zarazić kogoś innego, a po drugie, dokłada pracy lekarzom. Boję się, że jak się nie opamiętamy, to będzie jak we Włoszech – do sklepu może wejść kilka osób i warunkiem jest zachowanie kilkumetrowej odległości od siebie. Nikt nie rozmawia ze sobą.

Boję się, że dla ludzi to wszystko jest wciąż odległe, jakby nierealne. We Włoszech doszło do tego, że Policja sprawdza, że osoby przebywające na podwórku mają ku temu UPRAWNIENIA. Pod marketami będą stali lekarze i wyrywkowo badali klientów. Szacuje się, że mnóstwo osób nie ma pojęcia, że są chorzy i tym samym bezwiednie zarażają innych. Ich kwarantanna domowa to już 11 dni. Tyle czasu siedzą w domu, żeby pokonać wirusa i w końcu wyjść na prostą. Jestem pod ogromnym wrażeniem, że mimo tak tragicznego położenia, mają w sobie nadzieję i radość. Wyobraźcie sobie, że każdego dnia o 18.00 kiedy podawane są wiadomości i liczby, ile osób zachorowało, ile umarło, oni… Oni wychodzą na balkony, wyjmują instrumenty, grają i śpiewają hymn państwowy. Solidaryzują się, przybijają piątkę na odległość i pokazują, że razem to przejdą. Za każdym razem chce mi się płakać, nie wiem już czy z radości, czy z żalu.

Pociesza też ludzka solidarność i poczucie, że w końcu zaczynamy rozumieć, że albo wyjdziemy w tego wszyscy, ale nikt. Lekarzom brakuje sprzętów, więc szwaczki szyją maseczki ochronne. Póki nie uda się kupić specjalistycznych. Ludzie przywożą lekarzom jedzenie, żeby mieli siły. Ta lekcja solidarności przyda nam się. Bardzo.

STAN NA DZIŚ:

  • 114 zarażonych,
  • 3 zmarłych,
  • 13 wyleczonych,
  • dobre rezultaty przynoszą leki na RZS, np. Arechin,
  • we Włoszech zarażonych jest blisko 25 000,
  • każdy Polak po przyjeździe do kraju musi poddać się 14 dniowej kwarantannie, za jej złamanie grozi 5 tys. zł grzywny,
  • rząd wysyła samoloty po Polaków, będących za granicą, ponieważ zawieszone są loty,
  • kolejne kraje wracają do granic.