Dziennik z kwarantanny #1

12 marca 2020 roku

Nie ukrywam, że to co dzieje się teraz na świecie, bardzo mnie z jednej strony martwi, a z drugiej interesuje. Jako zjawisko społeczno-socjologiczne. Ostatni raz pandemia ogłoszona była w 2009 roku z powodu świńskiej grypy A/H1N1. Pamiętam to dość dobrze, te komunikaty w telewizji, informacje ze świata. Jednak co istotne – w tamtym wypadku nie było aż tylu ofiar śmiertelnych. W związku z tą sytuacją, mam duży dylemat odnośnie tekstów na blogu, które chwilowo wstrzymałam. Zapytałam Was nawet na Instagramie, czy pisać na poważne tematy, czy macie ich już dość i wolicie coś lekkiego – odpowiedzi były niemal równe. Nie chcę pisać o koronawirusie, bo każdy informacje śledzi, a z drugiej strony – jest to coś, co warto pamiętać na lata, coś co da nam ogromną lekcję i po opanowaniu pandemii wiele się zmieni. W funkcjonowaniu świata, rządów, służby zdrowia, w naszych życiach. Chcę gdzieś zachować te emocje, te wydarzenia, bo jakby nie było, jest to część bardzo ważnej historii, która odgrywa się na naszych oczach.

Żeby nie spamować Was codziennie informacjami o koronawirusie, wymyśliłam najlepsze rozwiązanie, tak mi się wydaje: będę prowadziła tak zwany dziennik z kwarantanny (od wczoraj są zamknięte szkoły, mamy zrobione zapasy i rozpoczynamy dwutygodniowy pobyt w domu z ograniczonym wychodzeniem do ludzi, sklepów).  I… normalnie publikowała zaplanowane teksty. Dziennik jest pewnie bardziej dla mnie pamiątką – jeśli zechcecie poczytać, zapraszam. Jeśli nie, zapraszam na normalne teksty 🙂 U nas jest to szczególnie istotne, ponieważ w domu mieszkają dziadkowie, a ja jestem osobą po nowotworze, czyli w potencjalnej grupie ryzyka. Cieszę się niesamowicie, że cała moja rodzina podeszła do tematu bardzo poważnie i wyrozumiale – mój mąż z tatą postanowili ograniczyć kontakt z klientami i zdecydowaną większość spraw w miarę możliwości załatwiać telefonicznie i online. Kochani, wszystko da się zorganizować, a w tym momencie zdrowie jest najważniejsze.

To jest też taki moment, kiedy przestają śmieszyć żarty na temat koronawirusa. Sama jestem daleka od paniki, ale muszę Wam szczerze przyznać, że zwyczajnie się boję. O siebie, dzieci, męża, rodziców, dziadków i pozostałą rodzinę. Nasz region, patrząc na mapę, jest najbardziej oblężony przez zakażonych. Co więcej, w obrębie kilkunastu kilometrów powstają przynajmniej dwa szpitale zakaźne – to jednak trochę stresu dodaje. Wczoraj jeszcze przeziębił nam się Kacperek, więc podzieliliśmy się z mężem, że ona będzie z synem, ja zostanę z córką – żeby zminimalizować ryzyko zarażenia się. Jak wiemy, warto ograniczyć teraz wizyty u lekarzy, więc dmuchamy na zimno. Odwołuję też wszystkie wizyty lekarskie swoje i dzieci, które nie są pilne. Rezygnuję z chodzenia do kościoła – jestem osobą wierzącą, ale skoro Watykan odwołał msze i dał informacje, że zdrowie najważniejsze, a pomodlić można się w domu, stosuję się do tego. W kościele wirus ma łatwe pole manewru – ludzie siedzą blisko i przynajmniej godzinę ramię w ramię. I Wam radzę to samo.

ZAPASY I KWARANTANNA

Jeśli robicie zapasy – unikajcie zatłoczonych marketów. Lekarze mówią, że to najgorsze miejsce i najlepsze dla rozprzestrzeniania się wirusa. Kupcie tyle, żeby Wam starczyło na tydzień, max dwa. Zawsze można wyskoczyć do osiedlowego sklepiku i dokupić coś. My też tak zrobiliśmy. Będziemy się starać siedzieć cały czas w domu, a jeśli czegoś nam zabraknie skoczymy do naszego sklepu na wiosce. To o wiele bezpieczniejsze!

Ważna informacja – koniecznie zróbcie sobie zapas leków. Apteki mają być otwarte cały czas, ale! Jeśli chorujecie przewlekle, tak jak ja – nie mam tarczycy i codziennie przyjmuje leki, miejcie zapas na kilka tygodni. Wiele komponentów do leków produkowanych jest właśnie w Chinach i być może przez zaistniałą sytuację przez chwilę będzie ich brakowało. Absolutnie nie sieję paniki, bo tak WCALE NIE MUSI BYć. Ja czuję się bezpieczniej mając zapas.

Mam do Was jedna wielką prośbę – zachowajcie kwarantannę. To tylko dwa tygodnie. Można w tym czasie nadrabiać czas z rodziną, grać w gry planszowe, oglądać seriale, czytać książki, zrobić remont, razem gotować, uczyć się nowych rzeczy, dziergać sweter na drutach. To nie jest czas dodatkowych ferii – nie chodzimy na dyskoteki, do restauracji, do CH, nie spotykamy się z przyjaciółmi. SIEDZIMY W DOMACH. Da się i to wcale nie jest trudne. Po leczeniu raka tarczycy dwa razy byłam poddana kwarantannie – miałam o wiele trudniej, bo byłam sama. Nie mogłam z nikim przebywać, do kogo się przytulić. Ale dawałam radę. Tutaj było tak, jak teraz – wychodząc nie zrobiłbym sobie krzywdy, ale innym. Dlatego zachowajcie kwarantannę w obawie przed narażeniem na niebezpieczeństwo innych. Waszych dziadków, rodziców, sąsiadów. Bądźcie odpowiedzialni za siebie i innych.

Śledząc na bieżąco sytuację, polecam Wam kilka miejsc:

  • tasteandtravel – moja koleżanka Agnieszka jest we Włoszech, w czerwonej strefie. Codziennie relacjonuje, co tam się dzieje. To ogromna lekcja dla nas i nadzieja, że jak ją odrobimy, nie powtórzymy strasznego scenariusza, jaki rozegrał się właśnie we Włoszech. Aga tłumaczy też artykuły włoskich gazet, wywiady z lekarzami. Koniecznie zajrzyjcie.
  • mama.i.stetoskop – Kasia nagrywa filmiki na temat aktualnej sytuacji w Polsce, odpowiada na pytania. Mówi bardzo dużo na temat profilaktyki. Jest lekarzem z ogromną wiedzą, a prywatnie mamą dwóch chłopców.
  • mamaginekolog – Nicole dużo opowiada o aktualnej sytuacji, o profilaktyce, o sytuacji w szpitalach. Co ważne, mówi o koronawirusie w ciąży i sytuacji na porodówkach. Jeśli oczekujecie dziecka, posłuchajcie.
  • emergency_quenn – u Julii mnóstwo historii z SORu. Dużo o obecnej sytuacji, profilaktyce. Bardzo wartściowy kanał i codziennie aktualizowany na bieżąco.

STAN PACJENTÓW NA 12 MARCA 2020:

  • 51 zarażonych,
  • 1 osoba zmarła,
  • Chiny mówią, że moment szczytowy epidemii już za nimi.
  • we Włoszech prawdopodobnie szczyt epidemii 🙁

Do jutra!