Dziękuję

Napisanie ostatniego tekstu było dla mnie naprawdę trudne, do końca nie wiedziałam, czy dobrze robię publikując go. Biłam się z myślami przez długi czas, bałam się jak zostanie odebrany. Bałam się tego, przed czym ostrzegam innych – nie patrz na innych, nie zwracaj uwagi na to, jak zostaniesz odebrany. Rób swoje. I zrobiłam.

Kiedy w moim życiu zaszły poważne zmiany, szykowało się dłuższe L4, szukałam miejsca, które będzie dla mnie odskocznią od problemów. Bloga chciałam założyć zawsze, ale nigdy nie miałam wystarczająco czasu i odwagi. Teraz czas się znalazł – paradoksalnie w najtrudniejszym momencie mojego życia, kiedy tego czasu było najmniej. Tutaj ogromne dziękuję dla Kasi, która rzuciła na chwilę swoją pracę i postawiła na nogi mojego bloga, dzielnie znosiła wszystkie moje uwagi i poprawki. I Paulinie, która robiła zdjęcia, aby wszystko wyglądało tak, jak sobie wymarzyłam. Początkowo pisanie bloga było dla mnie trochę jak terapia, teraz wiem, że zostanie ze mną już na długo.

Odetchnęłam
To co napisałam przedwczoraj naprawdę pozwoliło mi odetchnąć. Wczoraj obudziłam się wypoczęta i zrelaksowana. Nie byłam zmęczona, co towarzyszyło mi od dłuższego czasu i tłumaczyłam to sobie niskim TSH – obecnie musi być na poziomie nadczynności tarczycy. Publikując ten tekst zrzuciłam z siebie ogromny ciężar. Wyrzuciłam to, co siedziało gdzieś głęboko w głowie. Pozbyłam się tego. Wygrałam kolejną walkę.

Oczywiście nie byłoby to możliwe bez Waszego pozytywnego odbioru tekstu. Nie spodziewałam się tylu słów wsparcia, tylu życzeń zdrowia i pozytywnej energii. Nie spodziewałam się, tylu prywatnych wiadomości z Waszej strony, w których otworzyliście się. To było wzruszające, bardzo wzruszające. Tekst napisałam egoistycznie, aby pomóc sobie. Teraz wiem, że pomogłam też Wam – i z tego bardzo się cieszę. Nawet nie wiecie jaki zastrzyk energii dostałam!

Ból siedzi głęboko
To wszystko pokazało mi, jak bardzo boimy się mówić o tym, co nas dotyka. O ile chętnie dzielimy się radościami z innymi, o tyle ze smutkami i przeciwnościami losu już nie. Sama mam tak samo i zastanawiam się, dlaczego tak jest. Czy nie chcemy zasypywać innych naszymi problemami? A może nie potrafimy o tym mówić? Może się wstydzimy? Zamykamy się z problemem i udajemy, że jest dobrze. Uśmiechamy się, mówimy, że już jest dobrze. A w środku toczymy walkę sami ze sobą. Powiem Wam na swoim przykładzie – dopiero jak się wygadałam, jak wyrzuciłam z siebie wszystko co boli, naprawdę odetchnęłam. Czasem wystarczy właśnie takie wygadanie się, czasem lepiej udać się do specjalisty. Psycholog, dobry psycholog naprawdę może pomóc. Znam osoby, które długo zwlekały i nie chciały z tej pomocy skorzystać, bo uważały, że są „normalne”, a psycholog jest dla „nienormalnych”. W końcu poszyły – po kilku sesjach poczuły się lepiej. Niektórym wystarczyło jedno spotkanie. Nie bójmy się prosić o pomoc.

Pamiętajcie, że choroba i poronienie nie są powodem do wstydu, nie są czymś złym, czymś co powinniśmy ukrywać. Bo kiedy zaczynacie o tym mówić okazuje się, że wokół jest mnóstwo osób, które przeszły to samo. Osób zmagających się z różnymi schorzeniami, takich które także straciły ciążę… Ale o tym nie mówią. Szkoda, bo podobne doświadczenia pozwalają łatwiej przejść przez trudne chwile i oswoić się z sytuacją. Nawet nie wiecie jak kojące jest milczenie w towarzystwie osoby, która wie co się przeszło, bo sama tego doznała. Której nie trzeba tłumaczyć, bo ona wie. Jest ciężko, szczególnie na początku… tego się nie zapomina, ale można nauczyć się z tym żyć. Ja dopiero po kilku miesiącach jestem w stanie otwarcie mówić o pewnych sprawach, potrzebowałam czasu…

Badajmy się!
Tekst był też ważny z innego powodu – mnóstwo z Was poprosiło o namiary do endokrynologa i obiecało, że pójdzie się przebadać. Pójść tylko po to, żeby przekonać się, że wszystko jest dobrze. Profilaktyka jest bardzo ważna. A źle funkcjonująca tarczyca jest bardzo uciążliwa – powoduje złe samopoczucie, wahania wagi, problemy z zajściem w ciążę, senność, zmęczenie i wiele innych dolegliwości.

Obserwujmy, nie oceniajmy
W Waszych wiadomościach zaniepokoiło mnie coś jeszcze. Ocenianie Was przez innych. To jest coś, z czym bardzo ciężko walczyć. Szczególnie, kiedy mieszka się w małej społeczności, gdzie każdy każdego zna. Każdy chce wiedzieć o drugim jak najwięcej, a czego nie wie, to sobie dopowie. Niektórzy nie mogą zrozumieć, że nie każdy ma ochotę mówić o swoich problemach i tłumaczyć się ze swoich decyzji życiowych, ze swojego postępowania. I że nie wolno ich za to krytykować, a już na pewno oceniać. A czemu nie masz dziecka? A czemu nie chodzisz do pracy? A skąd masz pieniądze? A czemu zrobiłaś tak, a nie inaczej? Czasem wydaje się, że ktoś wiedzie cudowne życie, na pierwszy rzut oka nie ma żadnych problemów. „Co on może o życiu wiedzieć?” – czasem myślimy. A ten ktoś może wiedzieć więcej, niż jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Dlatego nie oceniajmy innych, obserwujmy, ale nie oceniajmy. Bo możemy kogoś bardzo skrzywdzić.

Dziękuję Wam za to, że tutaj jesteście. Ten tekst pokazał mi, jak cudownych mam Czytelników i że to, co robię, ma sens. Pięknego dnia!