Dlaczego każesz innym źle o sobie myśleć?

Zastanawialiście się czasem nad tym, dlaczego ludzie myślą o Was w taki, a nie inny sposób? Skąd to myślenie się bierze? Nie zawsze ze złośliwości czy zazdrości. Czasem, to my sami nieświadomie mówimy o sobie źle, przez co ludzie tak później o nas myślą. Zrozumiałam to dopiero kilka dni temu.

Od kiedy założyłam bloga, nie do końca byłam przekonana co do nazwy, którą wymyśliłam. Głowiłam się bardzo długo, przeanalizowałam ponad 20 nazw i w końcu stanęło na najbardziej sentymentalnej – co Was pewnie nie dziwi. A tak na marginesie, bo pewnie nie wiecie, skąd nazwa Kinka – tak na mnie mówił bardzo długo brat w dzieciństwie, nazwa bardzo dobrze mi się kojarzy, łatwo wpada w ucho i nie ma polskich znaków. Idealnie. I niby byłam zadowolona, ale chyba nie do końca. Na konferencji dla blogerów, na której ostatnio byłam, poznałam mnóstwo fantastycznych ludzi. Kiedy się sobie przedstawialiśmy, każdy od razu patrzył na plakietkę, na nazwę bloga, z jakiego jesteśmy. Wiadomo, moja nazwa nie jest tematycznie związana z blogiem, jest neutralna. Dużo osób pytało o czym piszę. NIKT nie powiedział mi, że nazwa jest brzydka, głupia, śmieszna czy beznadziejna. Dlatego zastanawiam się, skąd wzięło się to, co powiedziałam na samym końcu. Po ostatnim wykładzie poznałam przesympatyczne małżeństwo, jeszcze bloga nie prowadzą, ale jak zaczną z pewnością ich poznacie. Przedstawiłam się i kiedy zerknęli na moją plakietkę od razu wypaliłam: Blog Kinka. Wiem, beznadziejna nazwa. Taka infantylna. I wtedy oni zapytali, dlaczego taka nazwa, czy myślę o tym żeby ją zmienić.

Wtedy uświadomiłam sobie, że nikt nie pomyślał o tym, że moja nazwa jest głupia, zanim sama nie kazałam im tak o niej myśleć. Jeśli powiedziałabym to kolejnym dziesięciu osobom, w końcu zaczęli by mnie kojarzyć jako Kinkę, tę od głupiej nazwy. A przecież ja uwielbiam nazwę mojego bloga!

Zauważyliście, że w życiu często tak jest? Idę do fryzjera, jestem niepewna fryzury. Spotykam się z przyjaciółką i zanim on coś powie na temat mojej fryzury, mówię pierwsza: Głupią mam fryzurę, prawda? Kompletnie nie pasuje do mojej twarzy. I ten kolor mnie postarza i uwydatnia cienie pod oczami. Przyjrzyj się dobrze. Teraz widzisz? I ona jest zmuszona przyjrzeć się i w końcu doszukać się tych wszystkich defektów! Choć wcale ich nie ma!

I tu nie tylko o fryzjera chodzi, ale o inne aspekty życia. Przyjęcia. Zrobiony pyszny tort. Ale nie do końca jestem pewna, czy on faktycznie taki jest. Gości się zachwycają, a ja zanim zaczną jeść ostrzegam: Nie wyszedł taki, jak w przepisie. Nie jedzcie, jak nie będzie Wam smakował. Chyba za dużo owoców dodałam. Kwaśny ten krem, prawda? No i migdały. Trochę przypalone. Bardzo czuć? Albo wesele. Mam nową sukienkę, witam się z koleżankami i mówię: Kurde, pogrubia mnie, prawda? Widać, że trzy kilo przytyłam? Nie no, uwydatni mi uda, co nie?

Takich sytuacji można mnożyć i mnożyć. Sama złapałam się na nich kilkakrotnie i… staram się już tak nie mówić. Kurcze, przecież jak powiem dziesięciu osobom z rzędu, że ta sukienka mnie pogrubia, w końcu oni się tego doszukają i podadzą to dalej. A potem się obrażę, że tak mówią. I nie pomyślę, że sama zaczęłam ten temat. Znacie ten problem? To się dzieje mechanicznie. Ktoś mówi: Świetna figura! A Ty: Coś ty! Patrz jak tłuszcz mi zwisa z brzucha!

I nie chodzi mi o to, żeby wychwalać się pod niebiosa, ale o to, żeby nie dawać innym dodatkowej pożywki do plotek, jakby nie mieli jej wystarczająco. Oni i tak coś znajdą, dlatego po co im pomagać! Głowa do góry, pierś do przodu – jesteśmy fantastyczne! 🙂