Rok temu bardzo się bałam

Rok temu o tej porze pakowałam walizkę do szpitala. Kosmetyki, bielizna, kilka ubrań i mój ulubiony jeżynowy balsam do ciała. Tuliłam synka i chyba z pięć razy ucałowałam go, kiedy zasnął. Za każdym razem powtarzałam w myślach: „Synku, mamusia do Ciebie wróci”. Tej nocy spałam wtulona w męża tak mocno, jak chyba nigdy wcześniej. Kiedy budziłam się w nocy, zerkałam na zegarek, jakbym chciała sama sobie wmówić, że ta noc będzie najdłuższą w moim życiu, że będę z nimi jeszcze bardzo długo. Rok temu wycięli mi tarczycę, a z nią raka.

Wierzcie mi lub nie, ale jak piszę ten tekst, to łzy same kapią mi po twarzy. Rok temu o tej porze pakowałam walizkę i jechałam do Gliwic do Centrum Onkologii na operację wycięcia tarczycy. To nie była dla mnie zwykła operacja. To była moja walka o życie, chyba najtrudniejsza w moim życiu. Wycięcie raka to była jedna sprawa, ale poukładanie sobie tego wszystkiego w głowie i wygranie z psychiką było dla mniej wyjątkowo trudne. To była moja pierwsza operacja w życiu. Bałam się, że się nie obudzę. Bałam się, że nie przytulę więcej synka, że nie powiem więcej mężowi jak bardzo go kocham i nie podziękuję rodzicom za wsparcie, jakie mi dają. To są takie momenty, kiedy przypominam sobie każdą chwilę, w której odmówiłam dziecku zabawy, bo było coś ważniejszego. Bo trzeba było naczynia umyć, bo musiałam tekst dokończyć, bo chciałam po prostu odpocząć. I wtedy wyrzuty sumienia biją w serce jak oszalałe. To chwile, kiedy pamiętasz, jak pokłóciłaś się z mężem o pierdołę. I wtedy nic nie ma znaczenia – brudne gary w zlewie, nieuprasowane ubrania. Wtedy liczy się tylko to, ile się z nimi było i jaki to był czas. Czy dobrze go wykorzystałam. Jak będą go pamiętać. Czy mamę przy zlewie, czy mamę śmiejącą się i bawiącą? Kto będzie wspominał wypucowany na błysk dom? Ja chcę, żeby wspominali mnie inaczej.

Rok temu bałam się strasznie. Bałam się tego, co będzie. Ale wiedziałam, że muszę to zrobić dla siebie i dla tych, których kocham. Muszę być zdrowa. Muszę pokonać tego raka i wrócić do normalnego życia. Mam dopiero 30 lat, jeszcze tyle jest do zrobienia! Na salę operacyjną jechałam spokojna, pielęgniarki się śmiały, że dawno tak spokojnego pacjenta nie miały, nawet tabletki na uspokojenie nie musiały mi dawać. Anestezjolog zapytała, czy zaśpiewać mi kołysankę. Pomodliłam się i zasnęłam.

Kiedy otworzyłam po kilku godzinach oczy, oddychałam, widziałam pielęgniarki i mojego męża. Wtedy wiedziałam, że jest dobrze, że żyję i teraz będzie już tylko lepiej. Te kilka dni w szpitalu to był istny maraton. Nie dla mnie, dla moich bliskich. Mój mąż z moim tatą byli wtedy na dużych targach, na których być musieli – tak to wszystko zorganizowali, że mąż codziennie urywał się szybciej i jechał kilkadziesiąt kilometrów, żeby godzinę ze mną pobyć, potrzymać mnie za rękę, wypić razem kawę. To są takie momenty, kiedy doceniacie nawet nie to co macie, ale kogo macie obok. Wtedy okazuje się, że kochacie jeszcze bardziej i czujecie się jeszcze bardziej kochani. Bo nie ważne ile się ma, ważne z kim się to dzieli. I ja jestem wdzięczna Bogu za to, że postawił na mojej drodze mojego męża, miłość mojego życia. Moją bratnią duszę, moje wsparcie, moją nadzieję. To on prowadził mnie wtedy, kiedy ja płakałam i mówiłam, że dalej nie dam rady. Nigdy nie pozwolił mi się poddać.

To wszystko, co mnie spotkało, to że udało mi się nie załamać, żyć normalnie i z uśmiechem na ustach czekać na ostatnie leczenie, bo wierzę że to już ostatnia prosta, nie udałoby się, gdyby nie ludzie, którzy są obok. Nie na darmo mówi się, że jesteś tak silny jak ludzie, którzy Cię otaczają. Mój mąż i syn, moi rodzice, teściowie, rodzeństwo moje i męża i przyjaciele – to jest moja siła. To są powody, dla których warto walczyć i którzy walczyć pomagają.

Moje życie wywróciło się do góry nogami. Znalazłam w sobie siłę, o której nie miałam pojęcia. Pracuję z jeszcze większą energią i zapałem, spędzam czas z synem bez zerkania na komórkę, a każdą chwilę wolną z mężem celebruję. Kiedyś było „kurcze, nie mam czasu”, dzisiaj jest „oczywiście, że znajdę czas”. Kto chce, szuka sposobu, kto nie chce szuka powodu. Zmieniło się coś jeszcze – nauczyłam się zdrowego egoizmu. Stawiam mocno na swój rozwój osobisty. Zaczęłam spełniać marzenia, piszę bloga, kończę książkę, do końca roku chcę zrobić to, co mnie od dawna uwiera – w końcu nauczyć się swobodnie posługiwać angielskim 🙂 I ja wiem, że to zrobię.

Życie jest piękne. Czasem niesprawiedliwe, ale piękne.

I dlatego warto walczyć, żeby żyć.

Karo_4