Co można, a czego nie wolno po raku tarczycy?

Kiedy dowiedziałam się, że jestem chora, nie wiedziałam co powinnam zmienić w swoim stylu życiu. Nigdy nie odżywiałam się źle. Od dzieciństwa mieszkałam na wsi, mieliśmy swój ogródek, swoje warzywa i owoce. Mama codziennie gotowała dwudaninowy obiad, na zimę robiła marynowane i kiszone ogórki, a mięso zawsze kupowaliśmy od lokalnego dostawcy. I to wszystko było w porządku, ale kiedy zachorowałam, chciałam zmienić wszystko na jeszcze lepsze. Weszłam w internet, poczytałam i już wiedziałam co mam zrobić – totalne kuchenne rewolucje! Wymieniłam wszystko – mąki, cukier, kupiłam same super foods – chia, jagody goji, amarantus, karob i mnóstwo innych produktów. Do tego dorzuciłam aktywność fizyczną – od razu z grubej rury, czyli skalpel Chodakowskiej.

I klapa.

Po tygodniu byłam zła, zmęczona, sfrustrowana. Nie miałam pojęcia jak wykorzystywać składniki w codziennym gotowaniu, a po tygodniu ćwiczeń z Ewą, bolało mnie dosłownie wszystko. Wtedy odpuściłam, bo zwyczajnie nie dawałam rady. Zdrowy rozsądek wrócił chwilę później, kiedy trafiłam na Doktor Anię, dzięki której otworzyły mi się oczy. Ania, doktor nauk farmaceutycznych pokazuje, jak powoli zacząć zdrowe życie. I słowo „powoli” jest tutaj słowem kluczem, zdecydowanie! Bo nie krytykuje, pozwala na błędy i przede wszystkim jest przeciwna rewolucji z dnia na dzień. Wszystko powoli ma się odbywać, bez pośpiechu – utrwalać zdrowe nawyki, a przede wszystkim mieć świadomość tego, jak jeść i dlaczego. Zapisałam się do Ani na kurs o podstawach żywienia i od tej pory zrobiłam ogromny progres – i zrozumiałam, że naprawdę dobrze się żywiłam. Trzeba było wprowadzić dodatkowe składniki – i nie, nie drogie superfoods, ale nasze polskie składniki, które często są zwyczajnie niedoceniane, a są skarbnicą witamin i minerałów. I kosztują naprawdę grosze. A zmiana ogromna, mówię Ci. I tak jest słuchaj ze wszystkim – warto zmiennić styl życia, ale nic na siłę, nie od razu. Na wszystko potrzeba czasu. Dlatego pozwól, że poprowadzę Cię troszkę po moich doświadczeniach i pokażę, jak to zadziałało u mnie. Ty może znajdziesz inną drogę, i super! Bo każda jest dobra, jeśli prowadzi do zdrowia.

Zdrowe odżywianie, czyli co mam robić?

Najważniejsze, to chcieć zmian i mieć świadomość, że zdrowe żywienie ma ogromny wpływ na nasze życie, na zdrowie oraz na samopoczucie.

Czytaj etykiety
To jedna z najważniejszych zasad. Robiąc zakupy nie sugeruj się opinią producenta, nazwą marki czy poleceniom znajomym. Zawsze, ale to zawsze przeczytaj skład. Pamiętaj, im krótszy, tym lepszy. Początkowo faktycznie zajmuje to dużo czasu, ale potem rzucasz okiem i wiesz, co kupujesz. Ja łapałam się za głowę, kiedy okazało się, że moja ulubiona śmietana jest zagęszczona mąką, jogurt ma 4 łyżeczki cukru, a czekoladki zawierają same E. Czytaj wszystkie etykiety – woda, to ma być woda. A nie woda z dodatkiem aromatu i cukru. Śmietana, to ma być tylko śmietana, masło – 82 procent tłuszczu. Zwracaj uwagę na wędliny, ile mięsa i jakiego użyto do wyrobu szynki. Czy nie ma tam czasem MOMU (mięsa odzielonego mechanicznie, czyli kostek, chrzątek i innych perełek)? Wiesz, że kupując wędlinę w mięsnym możesz poprosić o jej skład i sprzedawca bez przewracania oczami Ci go poda? Zobacz, co zawiera Twój ulubiony jogurt, czy gotowe serki to sery, czy wyroby seropodobne? To naprawdę bardzo ważne! Pamiętam, jak ostatnio odwiedziłam ciocię, która jest na diecie. Wyjmowałam coś z lodówki i rzuciły mi się w oczy jogurty. Wielkie napis „0 procent tłuszczu” bił po oczach. I faktycznie, tłuszczu nie miał. Ale był dosłodzony 4 łyżeczkami cukru – na 150 g jogurtu. Pokazałam to cioci, na co ona zrobiła wielkie oczy – dlatego ciężko się odchudzić. Bo jeśli coś nie ma tłuszczu, może mieć mnóstwo cukru.

Unikaj przetworzonych produktów
I wcale nie chodzi mi o to, że gotowce są złe. Czasem trzeba je kupić, bo nie ma się czasu, siły ani ochoty gotować. I to jest całkiem w porządku – ale zawsze przeczytaj etykietę, co znajduje się w danym produkcie. Dzisiaj na rynku jest mnóstwo gotowych zup i dań z bardzo przyzwoitym składem, przez co spokojnie można się nimi ratować. Nie kupuj za to rzeczy, które mają długie składy, mnóstwo zagęstników, aromatów i konserwantów. Unikaj produktów przetworzonych, bo to nic zdrowego dla Ciebie. I jeśli mogę podpowiedzieć – pierwsze co, zrezygnuj z margaryny i produktów, które mają w składzie utwardzony olej palmowy.

Postaw na polskie produkty
Tak, na nasze polskie produkty. Wprowadź do diety kiszonki – kiszone ogórki, kapustę. To same witaminy, które genialnie działają na układ odpornościowy. Jeśli lubisz sok z kiszonej kapusty – pij na zdrowie. Do tego kasze, len, otręby, płatki owsiane. Wszystko ogólnodostępne, tanie. Nie musisz porywać się na światowe produkty, bo nasze lokalne są pyszne i bardzo zdrowe.

Mięso jest ok, ale postaw na więcej warzyw
Nie ukrywam, że jem mięso i lubię je jeść. Ale od kilku lat staram się je ograniczać na rzecz warzywnych dań. W sieci jest mnóstwo przepisów na jarskie potrawy, które świetnie sprawdzają się na śniadania, obiady i kolacje. My zaczęliśmy od past warzywnych – fasolowe, z ciecierzycy, z ogórków kiszonych. Do tego pasty na bazie jaj i ryb – jeśli masz problemy z wapniem, wprowadź do diety szprotki, sardynki, bo mają dużo wapnia. Zupy z soczewicy, kotlety z kalafiora, zapiekanki warzywne. To wszystko jest banalne do przygotowania, sycące i dostarcza organizmowi wielu potrzebnych witamin.

Słodycze tak, ale zdrowe
Czasem można poszaleć, bo we wszystkim warto mieć umiar. Ja za słodyczami nigdy nie przepadałam, więc było mi łatwo je ograniczyć niemal do minimum. Tobie polecam czytanie składów przede wszystkim, ale i spróbowania robienia własnych, domowych słodkości. Są banalne w wykonaniu, a słodkie… bez dodatku cukru. Np. rafaello – szklanka ugotowanej kaszy jaglanej, szklanka wiórek kokosowych, miód. Formujemy kuleczki, obtaczamy w dodatkowych wiórkach lub kakao. Pyszne!

Soki owocowe
Świeżo wyciskane soki lub smothie fajnie zastępują posiłek, są lekkie i sycące. U mnie doskonale sprawdzały się, kiedy miałam podrażnione po leczeniu gardło. Możesz zmieszać wszystko, na co masz ochotę.

Woda
Pij dużo wody. Nawadnia, ale i pomaga pozbyć się toksyn z organizmu. Mi nigdy nie chce się pić, więc zawsze mam ze sobą póltoralitrową butelkę, bo wiem, że tyle musze wypić dziennie. I tak się pilnuję, żeby to się udało.

Jedz mniejsze porcje, ale częście
Optymalnie to 5 posiłków dziennie. Śniadanie, drugie śniadanie, obiad, podwieczorek i kolacja. Wiem, że w trakcie leczenia apetyt nie zawsze dopisuje, ale jeść trzeba. Regularne posiłki są teź bardzo ważne w kontekście utrzymania stałej wagi – zanim gospodarka hormonalna się ustabilizuje, możesz tyć, albo chudnąć. Regularne jedzenie zapobiega napadom głodu, podjadaniu, sięganiu po niezdrowe, kaloryczne przekąski.

Morfologia, jak wspomóc organizm?

W trakcie leczenia i zaraz po organizm dostaje mocno po tyłku. Nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie zmiany w morfologii były widoczne gołym okiem. Jeśli lekarz zapisał Ci suplementy, bierz je regularnie. Ja podpowiem Ci, co możesz zrobić sama w domu, za pomocą diety, żeby poprawić morfologię i odporność organizmu. Co więcej, większość tych składników wykazuje działanie antynowotworowe, więc tym bardzie warto włączyć je do diety.

Zakwas z buraków
O mamo, ile ja się z nim nasiłowałam. I powiem Ci, że daję radę. Całkiem nieźle. Można zrobić sobie kurację kilkutygodniową, trochę przerwy i znowu pić. Świetnie poprawia morfologię, wspomaga układ immunologiczny, podnosi poziom hemoglobiny.

Natka pietruszki
Pietruszka to moja zmora. Nie lubię i chyba nigdy nie polubię – ale kiedy zauważyłam efekty jedzenia jej, jakoś daję radę. Przeważnie wyciskam sok z pęczka natki, bo tak po zmieszaniu z innymi owocami nie czuje jej smaku. Ale jeśli lubisz natkę, dodawaj jej do makaronów, kanapek, zapiekanek, surówek. Im więcej, tym lepiej.

Kurkuma
Działa antynowotworowo.

Zielone warzywa
Mnóstwo witamin, w tym żelazo i kwas foliowy. Brokuły, sałata, szczypiorek, fasolka szparagowa, szpinak – wszystko co zielone. Nadaje się do koktajli, ale i do obiadu, kanapek, zup.

Zioła do picia
Na morfologię polecam przede wszystkim pokrzywę – zawiera żelazo, oczyszcza organizm z toksyn, obniża poziom cukru. Do tego melisa, czystek, rumianek itp.

Spirulina i chlorella
Zawierają kwas foliowy, witaminy z grupy B, witaminę C, żelazo. Idealnie nadają się do koktajli.

Ciemne kakao
Dużo żelaza.

Pomidory
Zawierają dużo witaminy C, przez co zwiększają przyswajanie żelaza. Przetworzone zawierają dużo likopenu, przez co działają np. przeciwnowotworowo.

A także: Suszone morele, pestki dyni, czosnek, buraki, produkty zbożowe.

A co z suplementami?
Chciałam Ci jeszcze powiedzieć o jednej rzeczy. Suplementy. Niestety, kiedy zachorowałam, zaczęło się do mnie odzywać wiele osób sprzedających suplementy. Suplementy, które miałyby mi zagwarantować zdrowie, wyleczyć z raka, zapobiec nawrotom. Ja już nie chcę wnikać w to, że szukanie osób chorych i traktowanie ich jako łatwego łupu jest nieetyczne z każdego punktu widzenia. To jest to wyjątkowo smutne. A chory człowiek jest łatwym łupem – bo jest w stanie uwierzyć we wszystko, byle być zdrowym. I wydać każde pieniądze. A większość suplementów kosztuje ogromne pieniądze i… są Ci zupełnie niepotrzebne. Naprawdę. Suplementy są jak najbardziej w porządku, witamina D, którą warto brać od jesieni do wiosny. Jeśli masz spadek wapnia, musisz go pilnować – ale zawsze skonsultuj to z lekarzem. Nie bierz wapnia na zapas, bo to może być niebezpieczne. Koniecznie zrób badania – jeśli masz niedobory, lekarz przepisze Ci odpowiednie witaminy. Jeśli ich nie masz, wydaj pieniądze na zdrową żywność i karnet na siłownię. To będzie dużo lepsza inwestycja!

Sport i zabiegi kosmetyczne. Kiedy mogę wrócić do ćwiczeń? Co ze SPA?

Rozmawiając z dziewczynami, które przeszły raka tarczycy wniosek mam jeden – zawsze przedyskutuj sprawę ze swoim lekarzem i dobrze wsłuchaj się w swój organizm. Ja wróciłam do spokojnej jazdy na orbitreku 3-4 tygodnie po operacji, kiedy pozbyłam się wrażenia, że odpadnie mi głowa. Jeśli chodzi o jod radioaktywny – tutaj nie miałam spadku formy i mogłam wrócić do aktywności fizycznej niemal od razu.

Z zabiegami kosmetycznymi jest tak, że ZAWSZE przed zabiegiem należy zgłosić kosmetyczce, że jesteś po raku tarczycy. To ona zdecyduje, czy konkretny zabieg może Ci wykonać, czy też nie. To samo dotyczy masaży – zanim się zapiszesz, porozmawiaj z lekarzem, a przed każdym zabiegiem powiedz o przebytej chorobie fizjoterapeucie. To bardzo ważne!

Ciąża po raku tarczycy

Pamiętam do dziś, jak jedna z pielęgniarek powiedziała mi, że rak nie wyklucza ciąży. Że tarczyca na szczęście nie jest nam potrzebna do rodzenia dzieci. I fakt, nie jest. Ale jednak hormony muszą być w normie. Zanim zdecydowaliśmy się na dziecko, konsultowałam się z kilkoma lekarzami. Dla własnego komfortu psychicznego. Wiedziałam, że musi minąć minimum sześć, a najlepiej to dwanaście miesięcy, od zakończenia leczenia jodem radioaktywnym. Dla bezpieczeństwa dziecka – po roku w organizmie z pewnością nie ma już nic, co mogło by zagrozić rozwijającemu się maluszkowi. To jednak mi nie wystarczało.

Znalazłam lekarza endokrynologa, który pracuje w centrum onkologii – jest to dla mnie podwójny komfort, ponieważ cokolwiek by się działo, ten lekarz ma kontakt z innymi lekarzami, a poza tym, niemal codziennie spotyka się z chorymi, z taką historią jak moja. To lekarz, na którym mogę plegać i któremu bardzo ufam. Znalazłam ginekologa, który prowadził wcześniej takie ciąże jak moja. Co miesiąc badam poziom hormonów tarczycy, żeby były odpowiednie dla dziecka i dla mnie, zgodnie z zaleceniami centrum onkologii. Ciąża to był nasz wybór w porozumieniu z lekarzami.

I w pełni rozumiem to, że chcesz też, ale się wahasz. I tutaj Cię nie uspokoję. Bo…

Ciąża po raku to strach. Każda ciąża to troszkę strach, bo uczymy się dbania o siebie, nie tylko dla siebie. W końcu od dwóch kresek na teście mamy w sobie dwa serduszka. Serduszko, które kocha się, zanim zobaczy się je na monitorze w gabinecie lekarskim. Każda mama się boi, czy wszystko będzie dobrze, czeka do magicznego drugiego trymestru, który daje odetchnąć, w końcu co najgorsze, to za nami. U nas był strach dodatkowy: to ciąża po raku i ciąża, po wcześniejszym poronieniu.

Strach jest i zawsze będzie. Ale to nie zmienia faktu, że… Ciąża po raku to szczęście, to niewyobrażalne szczęście. Kojarzysz moment, kiedy marzyłaś o czymś cały rok, kiedy wiedziałaś, że raczej to niemożliwe do spełnienia, nawet już tego nie oczekujesz, tylko gdzieś tak w głębi serca masz to pragnienie. Ale nie oczekujesz? Ja dawno przestałam oczekiwać od życia czegokolwiek. Zaczęłam wszystkiego się spodziewać. Przestałam myśleć kurczowo o tym, że chciałabym mieć kolejne dziecko, bo zwyczajnie bym zwariowała. Zaczęłam żyć, spełniać marzenia, realizować kolejne plany. Kiedy lekarze powiedzieli, że możemy starać się o dziecko, ostrzegli że to może długo potrwać. Naprawdę długo. I kiedy życie przyspieszyło, a jak życie przyspiesza, to na każdej płaszczyźnie, kiedy było najwięcej na głowie, wtedy… na teście pojawiły się dwie kreski. Wiesz co zrobiłam? Odsunęłam wszystkie plany na bok, bo moim planem na kolejne miesiące był mały człowieczek – szczególnie na początku, kiedy potrzebuje najwięcej troski. A ja spokoju i wypoczynku. To też powód, dlaczego było mnie tak mało w marcu i kwietniu. Dałam sobie czas na odpoczynek.

Wiesz, jaka jest ciąża po raku? Taka sama, jak każda inna wyczekana ciąża. To się niczym nie różni. Tak samo mam wizyty lekarskie, tak samo przyjmuję suplementy i muszę pilnować, żeby nie spadło mi żelazo. Tak samo, muszę o siebie dbać jeszcze bardziej, pilnować zdrowej diety, snu i wypoczynku. Tak samo siadamy wieczorem i mówimy do brzucha, głaszczemy go i przyjmujemy wszystkie coraz mocniejsze kopniaki. Każdego dnia cieszymy się, że się udało! Nie myślimy o nieprzespanych nocach, ale o tym, że będziemy tulić maluszka. Nie myślimy o tym, że pewnie będzie pluł zupką – trzeba będzie, to będziemy robić samolociki, żeby zjadł. Nie myślimy o tym, że pewnie pierwszy rok będzie wyjęty z życia – wiedzieliśmy, na co się decydujemy i wiemy, że damy radę. Bo tego bardzo chcieliśmy. Ciąża po raku to przede wszystkim okiełznanie strachu, jaki mamy w głowie. Strachu przed tym, co pewnie nigdy się nie wydarzy, ale nasze myśli piszą swoje scenariusze. Ciąża po raku, to uwierzenie w to, że cuda się zdarzają, a ja jestem nosicielką jednego z tych cudów. Czy to nie cudowne? Ciąża po raku, to niewyobrażalne szczęście i przewartościowanie życia od nowa.

Fragment ebooka: Rak tarczycy. I co dalej?

 

Znajdź mnie na instagramie: @kinka_karolina_wilk