Biopsja tarczycy – czy to boli?

Wiele z Was pyta, jak wyglądała biopsja tarczycy i zadaje kluczowe pytanie – Czy to boli? Sama, kiedy dowiedziałam się, że czeka mnie biopsja byłam okropnie zestresowana i szukałam pomocy w Internecie, głównie na forach, co było dużym błędem, bo tylko niepotrzebnie się nakręciłam. Zanim przejdę do tekstu, od razu odpowiem Wam na pytanie tytułowe – BIOPSJA TARCZYCY NIE BOLI!

Ale zacznijmy od początku. Wróćmy do wydarzeń z kwietnia 2016 roku.

Kiedy doktor powiedział mi, że czeka mnie biopsja, byłam przerażona. Niesamowicie się bałam momentu wkłucia. Do tego stopnia panikowałam, że nawet zapytałam, czy może wcześniej dać mi znieczulenie. Pamiętam, że wtedy się tylko uśmiechnął i powiedział, że znieczulenie jest bardziej bolesne niż biopsja, która trwa kilka sekund. Niby uwierzyłam. Ale nie do końca – w domu zaczęłam przeszukiwać Internet w poszukiwaniu wsparcia.

I to był mój błąd. Trafiłam na przeróżne fora, gdzie ludzie wzajemnie się nakręcali. Opowiadali sobie wzajemnie, jak było strasznie, jak bolało i że lekarze kłamią twierdząc, że biopsja cienkoigłowa jest bezbolesna. Wiecie jak ja się nakręciłam?

Po przyjeździe do kliniki czekałam w poczekalni na swoją kolejkę. Bladłam za każdym razem, kiedy kolejna osoba wychodziła z gabinetu z ogromnym plastrem na szyi. Dobrze, że był tam ze mną mąż, bo inaczej bym uciekła, słowo daję. I jak już miałam zwiewać, z gabinetu wyszła żona doktora i dała mi dokumenty do podpisania. Przeczytałam na czym polega biopsja, coś o skutkach ubocznych i dalej już nie czytałam, bo mąż kazał mi podpisać i nie panikować – i tak musiałam się poddać zabiegowi. Po 10 minutach zostałam zaproszona do gabinetu. Blada jak ściana przekroczyłam próg. Zbladłam jeszcze bardziej, kiedy doktor poinformował mnie, że biopsję zrobimy z dwóch guzów, a nie z jednego, jak cały czas myślałam. O matko! Ledwo oswoiłam się z jednym wkłuciem, a tu naraz mają pojawić się DWA? Dwa? O nie! Wyglądałam jak trup! Ale to nic! Popatrzyłam na niego z niedowierzaniem i wydukałam: Dwa wkłucia? A on spokojnie odpowiedział: Jeśli uda nam się pobrać materiał za pierwszym razem, inaczej będziemy musieli zrobić więcej wkłuć. Nie zawsze udaje się pobrać materiał za pierwszym razem. I mówię Wam, gdyby nie żona doktora, cudowna, zabawna i niezwykle spokojna kobieta, pewnie bym zwiała.

Niepewnie położyłam się na łóżku. Pan doktor spokojnie wytłumaczył co będzie robił, żebym się mniej denerwowała. Ha! Mniej denerwowała, dobre sobie! Następnie przekazał głowicę USG Pani Agnieszce, a sam poszedł po sprzęt do biopsji. Jeśli powiem, że byłam przerażona, skłamię – bałam się niesamowicie. Za to Pani Agnieszka głaskała mnie po głowie i uspokajała. Doktor poprosił, żebym sekundę nie przełykała śliny, spryskał szyję środkiem odkażającym, ja zamknęłam oczy, zaczęłam się modlić  i… doktor wykonał biopsję.

Nic nie bolało. Nic. Rozumiecie? N I C !

Później okazało się, że za mało materiału się pobrało, dlatego zabieg musiał być powtórzony. Także tego dnia miałam wykonane trzy biopsje. Żadna nie bolała. Mój strach był zupełnie niepotrzebny. ZUPEŁNIE. Powiecie pewnie, że mam wysoki próg bólu. Nieprawda. Kiedy tylko coś mnie boli, biorę tabletkę – nie lubię się męczyć. A tu nic.

A co z plastrem? Po biopsji Pani Agnieszka przykleiła mi taki sam duży opatrunek i powiedziała, że dzisiaj mogę brać resztę na litość, bo jestem po biopsji i stąd ten duży plaster. Bardzo mi się to spodobało. Za to przerażenie męża w oczach, kiedy wyszłam z tym plastrem – masakra!

Po biopsji warto udać się na lody – podobno dzięki takiemu zimnemu okładowi można uniknąć siniaka. U mnie niestety po kilku dniach siniak się pojawił. Ale też niebolesny 🙂

Nie bójcie się biopsji i nie czytajcie bzdur w Internecie. Nakręcicie się niepotrzebnie. A panikę sieją zazwyczaj te osoby, które są jeszcze przed zabiegiem. Igiełka jest tak cienka, że niemal się jej nie czuje. Badanie krwi w porównaniu do biopsji jest bolesne albo szczepionka. Nie ma co się bać, serio!

W IO w Gliwicach powtarzali mi biopsje. Ale szłam już spokojnie – nie bałam się, bo wiedziałam, że nie ma czego. Spokojnie! Dacie radę!

Biopsja cienkoigłowa – co to takiego?

Biopsja w skrócie nazywana jest BACC, co oznacza biopsja aspiracyjna cienkoigłowa celowana pod kontrolą USG.

Zdecydowana większość guzków, jakie pojawiają się na tarczycy ma charakter łagodny, jednak żeby się o tym przekonać należy przeprowadzić biopsję cienkoigłową. Jest to najlepsza technika, za pomocą której możemy zbadać charakter zmiany – potwierdzić bądź wykluczyć nowotwór.

Biopsję przeprowadza się w gabinecie – przeprowadza ją albo endokrynolog prowadzący leczenie albo lekarz wykonujący biopsję, patomorfolog wraz z radiologiem. Kiedy radiolog przytrzymuje głowicę USG, patomorfolog wbija igłę i pobiera materiał do badania. Pacjent kładzie się na łóżku, a szyję opiera na specjalnym wałku, żeby była dobrze wyeksponowana. Pod kontrolą USG w miejsce guzka wprowadzana jest bardzo cienka igiełka (od 0,4 do 0,6 mm), którą pobierany jest materiał. W razie konieczności, próbę można powtórzyć. To wszystko. Po zabiegu mogą wystąpić niewielkie krwawienia, czasem opuchlizna.

Do biopsji nie trzeba się szczególnie przygotowywać. Nie trzeba odstawiać leków, chyba że lekarz zdecyduje inaczej.

Pobrany materiał trafia do badania – na jego podstawie można określić, czy zmiana jest łagodna, złośliwa lub podejrzana. Można też stwierdzić stan zapalny w tarczycy.

Jeśli wybieracie się na biopsję tarczycy – spokojnie, bez paniki. Jeśli potrzebujecie, wsparcia, pocieszenia, przytulenia na odległość lub chcecie o coś dodatkowego dopytać – piszcie śmiało! Odpowiadam na wszystkie wiadomości!

fot. Paulina Młynarska

PS. Przemycam Wam na zdjęciu trochę ciepełka 🙂

PS 2. Jak się dobrze przyjrzycie, na zdjęciu widać moją bliznę – po lewej stronie, od tarczycy prawie pod ucho. Zdjęcie było robione w sierpniu 2016, wtedy byłam dwa miesiące po operacji.