Wybacz, ale nie wiesz, co jest dla mnie najlepsze

Spotykasz się z przyjaciółką. Ona opowiada Ci o swoich problemach. Zwierza się z wszystkiego, co ją trapi. Opowiada, płacze i mówi Ci, jakie znalazła rozwiązanie dla swojej ciężkiej sytuacji. Mówi Ci o nim, a Ty słuchając kompletnie się z nią nie zgadzasz. Nie możesz uwierzyć, że wpadła na taką absurdalną rzecz. I tylko czekasz, aż skończy swój monolog, żeby jej powiedzieć: „To nie jest dobre rozwiązanie. Ale pomogę Ci. Wiem, co będzie dla Ciebie najlepsze w tej sytuacji”.

Przyznaję się na starcie. Wiele razy tak myślałam. Kiedy ktoś mi coś opowiadał, mówił z entuzjazmem co wymyślił, mi uparcie cisnęło się na język „To nie jest dobre. Ja wiem, co będzie dla Ciebie najlepsze”. Dziś jestem z siebie dumna, że choć wiele razy chciałam to zdanie powiedzieć, najczęściej z tego rezygnowałam. Bo można wypowiedzieć swoje zdanie, można podpowiedzieć rozwiązanie, ale nie można negować czyjejś decyzji i uważać, że wie się lepiej, co będzie dla niego dobre. Bo nie wiemy tego.

Ile wiesz o czyimś problemie?
O problemach bliskich, przyjaciół czy rodziny wiemy tyle, ile oni sami nam o nich powiedzą. Jedni są bardziej wylewni, inni mniej. Jeszcze inni mówią nam, że coś się dzieje dopiero wtedy, kiedy znajdą już gotowe wyjście z sytuacji. Jakim prawem możemy więc uważać się za ekspertów, którzy podważają ich decyzje i wmawiają im, co będzie dla nich dobre. Przecież oni doskonale przemyśleli wszystkie za i przeciw, poświęcili na to wiele nocy. Poza tym, problem problemowi jest nierówny. Nie zachowujmy się jak ignorancji, egoiści i przemądrzalcy, którzy pozjadali wszystkie rozumy. Wybaczcie, ale naprawdę nie wiecie, co jest dla innych najlepsze. Bo jeśli podobna sytuacja zdarzyła się Tobie, to pamiętaj, że była ona PODOBNA. Tylko podobna. Miała inne podłoże, inne okoliczności, Ty jesteś inna. Nie uważaj się na eksperta, bądź wsparciem.

Nie uważaj się za mądrzejszego
Jakiś czas temu moi przyjaciele stanęli przed bardzo trudną decyzją. Decyzją, która ma zaważyć na ich życiu. Wiele razy wcześniej o tym rozmawialiśmy, aż w końcu któregoś dnia powiedzieli, że podjęli decyzję. Później często rozmawialiśmy o tym z mężem. Zastanawialiśmy się, analizowaliśmy wszystko. Aż w końcu doszliśmy do absurdalnego momentu, w którym zaczęliśmy mówić o tym, czy decyzja jaką podjęli jest faktycznie dla nich najlepsza. Wtedy nas olśniło. I zrobiło nam się zwyczajnie wstyd. Wstyd, że uznaliśmy, iż wiemy lepiej, co będzie dla nich najlepsze. Przecież oni przemyśleli swoją decyzję z każdej możliwej perspektywy, poświęcili jej mnóstwo dni i nieprzespanych nocy. Są dorośli, świadomi i bardzo mądrzy. A my? A my wiemy tyle, ile nam powiedzieli. Nic więcej. Dlaczego więc dajemy sobie prawo do lepszej decyzji? Nie powiedziałam im nigdy o tym, dowiedzieli się teraz – i w tym miejscu bardzo Was za to przepraszam. Za to, że przez moment zastanawiałam się, czy Wasza decyzja faktycznie jest najlepszą z możliwych.

Powiem Ci, jak powinnaś żyć
Kiedy zachorowałam, mnóstwo ludzi prześcigało się w radach, jak powinnam teraz żyć. Mnóstwo ludzi radziło mi, żebym odpoczęła, żebym nie pracowała, żebym dała sobie czas na wszystko. Ja tego nie chciałam. Dość szybko pozbierałam się i przewróciłam życie do góry nogami. Bo to było dla mnie najlepsze.

Kiedy straciłam ciążę, kiedy ktoś mi bardzo bliski stracił ciążę, ludzie powtarzali nam, że powinnyśmy przestać się załamywać i żyć dalej. Wrócić do pracy, do obowiązków i choć na chwilę odciąć się od problemów. I może to faktycznie był dobry pomysł, bo z czasem same do tego doszłyśmy. Ale potrzebowałyśmy czasu na płacz, na samotność, na pogodzenie się ze stratą. Same wiedziałyśmy, co jest dla nas najlepsze.

Wiem lepiej, z doświadczenia
Moja pierwsza ciąża była trudna. To była ciąża wysokiego ryzyka – od 8 tygodnia przyjmowałam już leki na podtrzymanie, pojawiały się skurcze, później doszła cholestaza, hipotrofia. Bardzo szybko musiałam pójść na L4, choć zakładałam, że będę pracowała przynajmniej do 7 miesiąca ciąży. Nie musiałam leżeć, za to prowadzić oszczędny tryb życia, nie przemęczać się, unikać stresowych sytuacji. Wiele osób powtarzało mi, że źle robię. Że będę miała trudności z naturalnym porodem, że dzieci kobiet aktywnych w ciąży rodzą się zdrowsze, że jestem leniwa, bo tak szybko poszłam na L4 i przez takie jak ja, później pracodawcy patrzą krzywo na ciężarne. Nie wiem, skąd w ludziach brało się przekonanie, że wiedzą lepiej, co może mi pomóc. Kiedy ja walczyłam o każdy dodatkowy dzień mojego dziecka w brzuchu, oni mówili mi, że źle robię, że wiedzą lepiej, co będzie dla mnie najlepsze w takiej sytuacji. Nie lekarz, nie ja. Bo X miał tak samo, dlatego dobrze mi radzą.

Popatrzmy na to z drugiej strony – znam przypadki, gdzie ciąża była trudna, ale ruch i aktywność jej nie zagrażała. I dziewczyny nadal chodziły do pracy. Po pierwsze dlatego, że mogły, a po drugie dlatego, żeby nie rozmyślać o problemach. Oczywiście znalazło się gro osób, które wiedziały lepiej. Dlaczego nie siedzisz w domu, skoro ciąża nie przebiega książkowo? To jest zabawne, bo pewnie gdyby lekarz kazał którejkolwiek z nich iść na zwolnienie, każda by to zrobiła. Nikt normalny nie rezygnuje z L4 i świadomie nie naraża zdrowia i życia swojego dziecka. Dlaczego więc pojawiają się ludzie, którzy traktowali te dziewczyny jak głupie, nieświadome przyszłe matki? Skąd mieli przeświadczenie, że wiedzą lepiej?

A jeśli faktycznie wiesz lepiej?
I jest to całkiem prawdopodobne, że wiesz, co powinna zrobić w danej sytuacji osoba borykająca się z kłopotami. Patrzysz na wszystko trzeźwym okiem, bez emocji, może spotkałaś się już z takim problemem. Naprawdę wierzę, że możesz wiedzieć.  I jeśli ktoś zapyta Cię o zdanie, o radę – jak najbardziej podziel się swoimi przemyśleniami. Ale nie wymagaj, żeby rozmówca się do nich dostosował. Pozwól, żeby on sam podjął decyzję – czasem zajmie mu to dłużej, czasem i tak na końcu dostosuje się do Twojej rady, ale zrobi to sam w swoim czasie. Droga na około wcale nie jest gorsza. Rozwija, uczy i niesie kolejne, cenne doświadczenia.

Wiemy lepiej. Lepiej myślimy, znamy lepsze rozwiązania na wszystkie problemy. Najczęściej nie swoje. Dajmy innym szansę na samodzielne podejmowanie decyzji, nie negujmy ich i nie mówmy, co naszym zdaniem będzie dla nich lepsze. Bo tego nie wiemy. Każdy z nas jest inny, każdy jest na swój sposób wyjątkowy, każdy ma swój własny rozum i swoje własne życie, doświadczenia. Każdy ma swoją interpretację do różnych sytuacji. Dla każdego najlepsze jest inne rozwiązanie. Bo nigdy nie wiesz, co jest dla innych najlepsze. Ewentualnie możesz się domyślać.