Życie z terminem ważności

Ostatnio dużo się dzieje na świecie. Ciągle docierają do nas sygnały o zamachach i atakach, w których giną niewinni ludzie. Ludzie, którzy mieli całe życie przed sobą. Mieli plany, marzenia, mieli przed sobą fantastyczną przyszłość. Ktoś właśnie awansował, ktoś dostał szansę pracy w wymarzonej firmie, ktoś się dowiedział, że zostanie ojcem, a ktoś inny jechał na randkę z ukochaną. Ich życie się skończyło w sekundzie.

Byli też pewnie wśród nich ludzie, którzy trochę nieśmiało podchodzili do szans, które dawało im życie. Bojąc się niepowodzenia, wyrzucali z głowy plany i pomysły na nowy biznes, nie pisali książki, na którą scenariusz od dawna mieli w głowie, nie poszli do programu kulinarnego, bo przecież jeszcze tak dobrze nie gotują. Byli też ludzie, którzy na wszystko mieli czas. Tkwili w pracy, której nie lubią, bo jeszcze trochę się przemęczą i ją zmienią. Nie realizowali swoich pasji i nawet nie starali się ich przekuć w biznes, w sposób na życie, bo na to będzie czas. Kiedyś, jak się dorobią, jak będą na emeryturze. Był może chłopak, który wstydził się zagadać do sąsiadki, bo myślał, że jest zbyt mało dla niej atrakcyjny. Może była dziewczyna, która chciała być modelką, ale zamiast pójść na casting, katowała się dietami. Może była tam babcia, która pokłóciła się przed laty z synem i jeszcze nie widziała swoich wnuków. Byli ludzie, którzy poświęcali się pracy i nie mieli czasu dla rodziny. Była mama, która wolała wziąć nadgodziny, zamiast poukładać z dzieckiem puzzle, był tata, który pojechał na piwo z kolegami, zamiast pójść na mecz syna. Tam mogłam być ja. Tam mogłeś być Ty.

Niestety, nikt z Nas nie wierzy w to, że jego życie ma termin ważności. Zawsze mamy nadzieję, że na wszystko będziemy mieli czas, że jeszcze wszystko zdążymy zrobić – i zrobimy karierę, i rodzinę założymy, i ten obraz namalujemy, i konno nauczymy się jeździć, i upieczemy tę pierwszą szarlotkę. Ale jeszcze nie teraz, za chwilę, będzie przecież czas.

I ja tak cały czas myślałam, dopóki nie zachorowałam i namacalnie przekonałam się, że to życie to ma termin ważności i jest zdecydowanie później niż myślałam. I zaczęłam żyć tak, jak zawsze chciałam, robić to co zawsze chciałam. Okazało się, że można i że to wcale nie jest takie trudne. To wymaga wiele siły, determinacji, wiary w siebie i w to, co robimy. To wymaga wyrzeczeń. I życzę Wam wszystkim, abyście nie czekali na taki impuls, ale już dzisiaj, teraz, rzucili wszystko, co Wam przeszkadza, wszystko co Was blokuje, odcięli się od ludzi, którzy Was tłamszą i podcinają skrzydła. Żebyście znaleźli siłę, aby sięgnąć po to, co daje Wam szczęście. Coś, co pozwala Wam oddychać pełną piersią, patrzeć na siebie w lustrze z poczuciem fajnie skończonego dnia i budzić się z motywacją do działania, z uśmiechem.

Żeby w końcu znaleźć odwagę, żeby żyć, a nie wegetować. Żyć. Po prostu żyć.

Bo życie nie tylko ma termin ważności, ale i nie ma na nie gwarancji.

Dlatego żyjcie. Upadajcie, wstawajcie i żyjcie!