Szukasz pomysłu na prezent Walentynkowy? Oto on – IDEALNY

Prezent Walentynkowy. Musi być oryginalny i wyrażać więcej, niż tysiąc słów. Musi być doskonały i dopasowany do osoby, którą kochasz. Musi być wyrazem miłości. Serduszka, kwiaty, czekoladki, a może komplet seksownej bielizny… Ciężko taki znaleźć, prawda? Dlatego my z mężem nie kupujemy sobie walentynkowych prezentów.

Nie, nie jesteśmy sknerami. Po prostu wymyśliliśmy coś dużo lepszego.

Jesteśmy z Radkiem parą od 12 lat. Taka typowa licealna miłość. Kiedy skończyły się studia i zaczęło życie mieliśmy dla siebie coraz mniej czasu. Ja pracowałam we wrocławskim dzienniku, mąż był przedstawicielem handlowym i wyjeżdżał bardzo często w delegacje. Zaczęliśmy coraz bardziej doceniać każdą wspólną kolację, śniadanie, wypitą kawę i wolny weekend. Zaczęliśmy doceniać czas, który dla siebie mamy. I wtedy nas olśniło.

Ustaliliśmy, że z okazji Walentynek i innych okazji, nie będziemy kupować sobie prezentów. Będziemy co roku dawać sobie ten sam prezent. Prezent banalny, który poniekąd kosztuje najwięcej. To czas. W prezencie dajemy sobie czas, swoją obecność.

Od 6 lat praktykujemy nasze postanowienie. Bo czas, to najlepsza rzecz, jaką możesz dać drugiej osobie. To coś, co wymaga od Ciebie najwięcej poświęcenia i planowania. Rzecz możesz kupić wracając z pracy do domu, zostawić prezent na stole i dalej wrócić do swoich zajęć. A ja mam gdzieś zegarki, biżuterię, kwiaty i bieliznę! To coś, co mogę sobie kupić sama. Za to czas spędzony z ukochaną osobą to towar deficytowy. Dlatego daje tyle radości. Obecność drugiego człowieka to coś najlepszego, co możesz mu dać.

Zamiast prezentu wyjeżdżamy gdzieś razem i spędzamy wspólnie dzień lub wieczór. To nie musi być akurat 14 lutego, może być 13 albo 16. Jeśli zamiast drogiego prezentu mogę iść z mężem do kina, na kolację i długi spacer, podczas którego będę się śmiała do bólu brzucha, przytulała i miała go cały wieczór dla siebie – wybieram tę opcję. Nie potrzebuję rzeczy. Potrzebuję czasu. Czasu z nim. Z wyłączoną komórką, zamkniętym laptopem. Tylko ja i on.

W zeszłym roku z okazji naszej 5. rocznicy ślubu mąż zabrał mnie na najbardziej romantyczny weekend, na jakim kiedykolwiek byłam. Spędziliśmy wyjątkowe dwa dni w Gródku nad Dunajcem i niczego więcej nie potrzebowałam. Bo byłam ja i był on. Nic więcej się nie liczyło. Udało się przełożyć spotkania i zobowiązania, których było mnóstwo. Walentynki też tak spędzamy. Nie ważne gdzie, ważne, że we dwoje.

Fajny film w kinie obejrzany razem. Komedia romantyczna, wyciskacz łez lub coś zupełnie lekkiego – jest mi to obojętne, byle z nim. Kolacja w klimatycznej knajpce albo romantyczna kolacja w domu, przy muzyce i świecach. Jest mi to obojętne, byle z nim. Wspólne rozmowy do późnych godzin nocnych, śmiech. Poczuć się jak kiedyś, kiedy byliśmy nastolatkami. Beztrosko. Czy jakikolwiek prezent mi to wynagrodzi? Nie. Nie ma nic lepszego niż czas, który możesz komuś poświęcić. To z jednej strony najprostszy prezent, a z drugiej – najwięcej kosztuje.

Oboje jesteśmy zajęci, tak samo jak Wy. Ale da się wygospodarować trochę czasu, jeśli się chce. Dogadać termin i ustalić ten, który będzie najbardziej pasował.

Czas. To prezent wyjątkowy, bo z serca. To idealny prezent, bo deficytowy.

…a jeśli do tego dochodzą kwiaty i czekoladki to wcale się nie gniewam 🙂