Poznaj sekret motywacji… mojego męża!

Ostatnio miałam gorszy czas lub jak niektórzy to nazywają, spadek formy. Leczenie, kwarantanna, później wakacje i tysiące emocji – to wszystko sprawiło, że nie potrafiłam wrócić na dawne tory. Niby bez balastu, niby wypoczęta, ale kompletnie niezorganizowana. Z pewnością zauważyliście, że ostatnio było mnie mniej niż zawsze na blogu. Teksty nie pojawiały się z taką częstotliwością, jak kiedyś, a Instagram… szkoda gadać. Moja motywacja nie podołała…

To był ewidentny spadek formy, a organizm definitywnie domagał się odpoczynku po tym wszystkim, co się ostatnio działo. Dlatego na wakacje nie zabierałam ani laptopa ani tableta – postanowiłam odpocząć. Zwyczajnie odpocząć. Nabrać sił, zresetować się i przemyśleć wiele kwestii. W tym motywacji. Bo każdy ma z nią problem, ja też. Na wakacjach rozmawiałam dużo na temat motywacji z mężem, który… wydaje mi się, że nie ma z nią żadnego problemu.

To, co mi powiedział, dało mi dużo do myślenia. Na tyle dużo, że od jutra wracam do pracy na pełny etat – spisuję wszystkie cele, zaczynam planować tydzień i znów w głowie zaczynają się pojawiać konkretne pomysły. I wiecie co?Zdradzę Wam ten sekret – mam nadzieję, że tak jak mi, da Wam dużo do myślenia i Wasze problemy z szukaniem motywacji nie tyle skończą się, ale będą pojawiać się sporadycznie.

Oto, co motywuje mojego męża do pracy:

  1. Rachunki i zobowiązania.
  2. Lista marzeń do spełnienia.
  3. Świadomość tego jak było, jak jest i jak może być.

Można szukać motywacji, bo się faktycznie chce coś zrobić i zmienić, a można jej szukać tylko dlatego, że… to jest modne. Jeśli nie chcesz czegoś robić, NIC Cie nie zmotywuje. Jeśli chcesz to zrobić, zmotywujesz się SAM. Bo prawdziwą motywacją powinniśmy być sami dla siebie. A nie dlatego, że ktoś coś robi i wypadałoby, żebym i ja coś zrobił. Potrzebę zmian trzeba czuć. Tak samo, jak trzeba czuć, co dzięki zmianie i pracy można osiągnąć.

I mi się szczerze przez jakiś czas przez ten spadek formy nie chciało. Zwyczajnie. Ale kilka dni temu doszłam do tego, że jeśli nie wrócę do tego, co sobie założyłam, będę dalej stała w miejscu. Wiem co chcę osiągnąć, wiem do czego dążę i co najważniejsze, wiem że bez codziennej pracy i bez kolejnego małego kroku NIGDY nie dojdę do punktu, w którym chcę się znaleźć. NIGDY.

Jeśli sama się nie zmotywuję, jeśli nie wezmę do serca rad osób, które mnie motywują – niczego nie zrobię.

Odpoczynek w drodze do celu jest ważny, bo pomaga nabrać sił, odetchnąć, przemyśleć pewne kwestie. Czasem, żeby zrobić krok do przodu niezbędne są dwa kroki do tyłu. Ale trzeba działać, podejmować wyzwania, upadać, podnosić się i wiedzieć, do czego się dąży. I odnaleźć swoją wewnętrzną motywację, która będzie działała i wtedy kiedy się chce, i wtedy kiedy się nie chce.

Motywacja jest bardzo ważna, ale bez ciężkiej pracy, bez podjęcia działania, jest mało warta. Bo to tak, jak byś był zmotywowany schudnąć, znałbyś całą teorię, ale wciąż siedziałbyś na kanapie i klikał pilotem.

Motywację, kiedy już znajdziesz, przekuj w działanie. I działaj – przecież jest o co walczyć, prawda?