Są brzydkie i śmierdzą. Czy dlatego kobiety malują się i perfumują?

Stworzył Pan Bóg rośliny. Patrzy na nie zadowolony i pęka z dumy, że takie piękne wyrosły. Później stworzył zwierzęta. I znów się cieszy. Następnie stworzył mężczyznę. Idealny wyszedł! Zadowolony z siebie poszedł dalej – i stworzył kobietę. Patrzy na nią, patrzy. Patrzy i mówi: – Ty to się będziesz musiała malować… 

Znacie to? No właśnie. Ja też.

Nocowałam kiedyś u X. Rano po wstaniu, jak zwykle udałam się do łazienki i wykonałam lekki, staranny makijaż. Z X spotkałyśmy się w kuchni przy śniadaniu – ja umalowana i zaczesana, ona tak jak wstała. Wzięła kubek kawy do ręki, głęboko odetchnęła, po czym powiedziała z ulgą:

– Jak dobrze, że dziś sobota. Nie muszę się malować ani włosów układać.
Popatrzyła na mnie i pyta:
– A Ty to zawsze się malujesz? Nawet jak masz wolne?
Nieco zmieszana odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że tak – maluje się niemal zawsze.
– Ja to lubię siebie taką jaka jestem, maluję się tylko do pracy.

Po powrocie do domu zaczęłam się zastanawiać, czy to, że niemal zawsze jestem pomalowana oznacza, że nie lubię samej siebie. Otóż nie – lubię siebie taką jaka jestem. Ale lubię też dobrze wyglądać, co gwarantuje nawet lekki, starannie wykonany makijaż. Dodaje mi to pewności siebie, pewnie jak niejednej z Was. Lubię oglądać się w makijażu, koniec i kropka.

Po tej rozmowie zastanowiło mnie coś jeszcze. Otóż z mojej rozmowy z X wynika, że gro kobiet maluje się… dla innych. Ktoś nawet powiedział, że kobiety malują się dla innych kobiet, bo nie ma lepszego uczucia niż zazdrość w oczach konkurentki 🙂

Makijaż potrafi zdziałać cuda. W Internecie co rusz możecie trafić na zdjęcia kobiet przed i po wykonaniu makijażu – czasem aż trudno stwierdzić, że to jedna i ta sama osoba. Ale my skupmy się na zwyczajnym, lekkim makijażu, który nie sprawia, że po nocy mężczyzna zastanawia się jakim cudem kobieta z którą przyszedł do mieszkania w nocy wyszła i kiedy przyszła ta druga. Makijażu, który jest uzupełnieniem codziennej toalety. Który podkreśla urodę.

Z ciekawości postanowiłam podpytać znajome, koleżanki i przyjaciółki o to, dlaczego się malują. Jeszcze raz zaznaczam – mowa o lekkim makijażu podkreślającym urodę, a nie kilogramie tapety, którą wieczorem zdejmuje się szpachelką z castoramy.

Oto co usłyszałam.

Dlaczego się malujesz?

Marta, nauczycielka: „Jak jestem pomalowana, to czuję się bardziej pewna siebie. Mogę ukryć niedoskonałości i podkreślić swoje atuty. Czuję się wtedy bardziej zadbana i kobieca. Maluję się od zawsze, więc to też kwestia przyzwyczajenia”.

Sylwia, dziennikarka: „Wyjdę od słów Coco Chanel, które brzmią: „Nie ma brzydkich kobiet, są tylko kobiety zaniedbane”. Dla mnie jest to święta prawda, bo przecież każda z nas jest piękna, a makijaż pomaga nam to piękno wydobyć. Kobieta zadbana jest pewna siebie, dowartościowana, radosna, pełna chęci do życia i godząca obowiązki domowe z zawodowymi. Poza tym wykonywanie makijażu to czas tylko dla mnie, to chwila kiedy każdego dnia mogę pobyć sama ze sobą. A kupowanie kosmetyków to czysta przyjemność poprawiająca humor”.

Iza, ekspedientka: „Nie uważam się za brzydką. Denerwuje mnie, kiedy ktoś zarzuca mi, że maluję się, bo nie akceptuję swojego wyglądu. Akceptuję. I lubię podkreślać swoje atuty – tuszuję i tak już długie rzęsy, zaznaczam kości policzkowe i obowiązkowo pomadka ochronna. Makijaż jest lekki, naturalny. Czuję się z nim dobrze, dlaczego więc miałabym z niego rezygnować?”.

Agnieszka, kierownik dużej firmy: „Dbam o siebie. Zarówno o rozwój, jak i wygląd. Nie wiem dlaczego utarło się, że pewne siebie kobiety znające swoją wartość nie muszą się malować. Ja uważam wręcz przeciwnie. Jestem wykształcona, zarządzam ludźmi, mam duże doświadczenie w tym, co robię, czyli jestem pewna siebie i znam swoją wartość. I nigdy nie przyszłam do pracy bez makijażu podkreślającego mojej atuty. Dobrze wykonany makijaż jest uzupełnieniem stroju. Nie mam zamiaru z niego rezygnować”.

Dlaczego ja się maluję?

Uważam, że makijaż to przywilej. W końcu kobiety przez lata walczyły, aby móc go wykonywać. Już Egipcjanki podkreślały linię oczu oraz uwydatniały kości policzkowe. Później Rzymianki wybielały skórę… stosując kredę! Przypomnijcie sobie tylko historię Coco Chanel i jej rewolucje związaną z czerwoną szminką. I ja maluje się niemal zawsze, przynajmniej zawsze mam wytuszowane rzęsty – natura poskąpiła mi długich i gęstych, dlatego jakoś radzić sobie muszę. Dobrze wyglądam, dobrze się czuję. I nie zamierzam z tego rezygnować. Dobre samopoczucie ponad wszystko.

I pamiętajcie – kobiety nie malują się i nie perfumują dlatego, że są brzydkie i śmierdzą, jak to powiedział syn mojej znajomej. Makijaż dodaje pewności siebie, odejmuje lat, pomaga podkreślić urodę, kryje mankamenty i niedoskonałości, poprawia humor, sprawia, że czujemy się zadbane. Za pomocą makijażu podkreślamy swój indywidualny styl.

Lubię makijaż.

A Ty, malujesz się?

zdjęcie: astistudio.pl