…I życzę Ci wszystkie najgorszego

…I życzę Ci wszystkie najgorszego

Kilka dni temu byłam świadkiem rozmowy. Spotkały się dwie mamy, z córkami. Bliska rodzina o całkiem fajnym kontakcie. Widać, że dobrze się znały i lubiły. Dla uściślenia, mamy dobijały do 70-tki, ich córki były pewnie po 40-tce. Nazwijmy je Pani A i Córka A oraz Pani B i Córka B. Rozmawiały sobie w najlepsze, całkiem miło. Córka A była wyraźnie zaniepokojona zdrowiem Córki B, starała się jej coś doradzić. Niestety, nic Wam nie powiem o Córce A, ponieważ… przez całą rozmowę nikt jej nie zapytał o to, co u niej. Jakiś czas później Panie A pożegnały się serdecznie, umówiły na kolejne spotkanie i pożyczyły dużo zdrowia odchodząc. Normalne spotkanie, prawda? No nie do końca… Kiedy tylko Panie A zniknęły za drzwiami, córka B i z uśmiechem powiedziała mamie:

Niech poczeka jeszcze z dwa, trzy lata. Też wiecznie zdrowa nie będzie. Jesteśmy rodziną, ma takie same predyspozycje żeby zachorować na to, co ja. I będzie gruba. Do tego dojdzie jej przekwitanie. Pewnie z czasem tarczyca jej wysiądzie, dostanie leki, przytyje na bank. Zobaczysz, to kwestia czasu.

Byłam w szoku. I od razu przyszło mi do głowy pytanie:

Czy szczęście jest limitowane?

Nie mam pojęcia, jakim trzeba być człowiekiem, żeby życzyć drugiemu nieszczęścia i choroby. To tak, jakby na urodzinach składać komuś życzenia: „Sto lat! W nieszczęściu i chorobie! I życzę Ci wszystkiego najgorszego”.

Nieszczęścia się zdarzają. Sama to przeszłam. Ale przenigdy nie przyszło mi do głowy, żeby innym życzyć tego samego. Co tam życzyć, nawet myśleć się o tym nie powinno. Można zazdrościć. Sama będąc w szpitalu zazdrościłam, jak ktoś wysyłał mi zdjęcia z wakacji. Ale… cieszyłam się tym, że on tam właśnie jest. Kiedy przeszłam to, co przeszłam… chciałabym uchronić moich bliskich przed wszystkim złym. Właśnie dlatego wysyłam ich na badania profilaktyczne, dlatego dbam o ich dietę i opowiadam, jak łatwo zmienić nawyki, żeby zadbać o zdrowie. Dlatego opowiadam Wam o tym tutaj, na blogu. Żebyście właśnie tego uniknęli. Tak to piszę i myślę, że ta rozmowa powyżej wcale nie jest wynikiem zazdrości, ale zwykłej ludzkiej zawiści, braku szacunku do drugiego człowieka, ślepego patrzenia tylko na czubek własnego nosa i radości z niepowodzenia innych.

Podałam Wam sytuację z chorobą w tle, ale takich sytuacji można mnożyć i mnożyć w nieskończoność. Bo fajnie jest, jak wszystkim nam nie wychodzi. Jak jesteśmy wszyscy niezadowoleni z pracy, zarabiamy za mało i mamy szefów idiotów. Kiedy partner jest jak z kawałów, albo razem nie możemy znaleźć miłości. Problem pojawia się, kiedy jedno z nas zaczyna spełniać marzenia i życie zaczyna układać mu się tak, jak zawsze tego chciał. Bo choć lata temu uczyli mnie, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, dzisiaj jest zupełnie inaczej. Patrząc wokół widzę, że prawdziwych przyjaciół poznaje się po tym, jak znoszą nie Twój sukces, ale powodzenie.

Wiecie co robię, kiedy odwiedzam przyjaciółki i wiem, że coś się u nich wydarzyło? Siadam i mówię: Opowiadaj! Zwyczajnie się cieszę, że im wychodzi. Nawet kiedy mi się wszystko waliło, radość dawało mi poczucie, że moi bliscy są szczęśliwi. A gdyby tak…

…A gdybyśmy tak wszyscy byli nieszczęśliwi? To byłoby dopiero szczęście!

Czasem czytam komentarze pod artykułami o celebrytach i nie wierzę. „A gdybyś tak poszedł do normalnej pracy”, „A gdybyś tak miał piątkę dzieci?”, „A gdybyś tak zachorował?”. A co by to dało, gdyby ktoś miał gorzej? Gorzej niż ja? Nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego ludzie zamiast dążyć do zmiany swojego życia, do lepszego, do zajęcia się sobą i zadbania o siebie, tyle energii i złości poświęcają na rozkładanie na czynniki pierwsze życia innych. I życzenie im najgorszego, bo niby nie zasłużyli na to, co najlepsze. Mam w otoczeniu, na szczęście już dalekim, bo staram się takich ludzi trzymać na dystans – osoby, które bardzo chętnie rozprawiają o porażkach innych. Pastwią się nad nimi, udają dobre dusze i próbują doradzić, nawet pocieszają: „Będzie lepiej, zobaczysz”. A kiedy przyjdzie to „Będzie lepiej” ta osoba odbije się i wróci z dobrymi wiadomościami, nikt nie tyle, że nie chce, ale nie potrafi cieszyć się z jej szczęścia, z jej sukcesu.

Czy ja zazdroszczę innym? Może bardziej podziwiam. I mój mózg się tak napędza – kurcze, jemu się udało, to mi też się uda! Mobilizują mnie inni ludzi. Zamiast życzyć im, żeby spadli z wierzchołka, ja zastanawiam się co zrobić, żeby na ten wierzchołek do nich wejść. Jeśli oni z niego spadną, to mi tak naprawdę nic nie daje… Niektórym pewnie satysfakcję, ale tak realnie? Nic to w ich życiu nie zmieni. Nic. Bo dalej będą tutaj, gdzie byli.

„Zaskakujące jest jak wiele ludzi idzie przez życie nie uświadamiając sobie, że ich uczucia względem innych ludzi są w dużej mierze determinowane przez uczucia wobec samego siebie, a jeśli nie czujesz się komfortowo ze sobą, nie możesz czuć się komfortowo z innymi.” SIDNEY J. HARRIS