Dlaczego tkwisz w tym związku? “Bo życie, to nie bajka”. Aha.

Pamiętam tę rozmowę dość dobrze, choć nie byłam jej częścią. Minęło kilkanaście lat, a do dziś pamiętam jak brzmi dźwięk rezygnacji, obojętności, pasywności i bezradności. Do dziś dźwięczy mi w uchach melodia rezygnacji z życia. Bo jedną z najgorszych rzeczy w życiu, jaką możemy sami sobie zrobić, jest właśnie rezygnacja. Rezygnacja z życia. Co oznacza nic więcej, jak rezygnację z… siebie.

Tego dnia, miałam naprawdę ciężki dzień w pracy. Było szkolenie, w międzyczasie musiałam przygotować rubryki rodzinne do wydania weekendowego i ewidentnie coś zaczynało mnie rozkładać – w domu okazało się, że gorączka sięgała 38 stopni. Wybiegłam, a raczej wyczołgałam się z redakcji tuż po 17.00. Na szczęście nie musiałam długo czekać na tramwaj, bo nie dość, że szybko podjechał, to jeszcze w połowie pusty. Szczęście w nieszczęściu była awaria i podstawili dodatkowy. Usiadłam, zamknęłam oczy w nadziei, że tabletka przeciwbólowa szybko zadziała i ból głowy zniknie. I wtedy usłyszałam fragment rozmowy dwóch chłopaków, jak się później okazało, mężczyzn, bo byli bliżej 40tki, niż 30tki. Ja miałam wtedy niespełna 25 lat, byłam świeżo po ślubie i to co usłyszałam, było zupełnym zaprzeczeniem tego, jak wyobrażałam sobie życie w związku.

– Stary, normalnie Cię nie poznaję. Dlaczego Ty z nią nie porozmawiasz, nie wyjaśnicie sobie wszystkiego?
– Wiesz co, ja już nie mam siły. Jest jak jest i trudno. Ludzi mają gorzej. A my się nie zdradzamy, także nie jest najgorzej. Właściwie to my się nawet nie kłócimy.
– Bo prawie w ogóle się nie widujecie, to jak niby macie się pokłócić?
– Ej o co Ci chodzi? Jesteśmy zarobieni.
– O to, że straciłeś całą energię, jakąkolwiek radość. Chłopie, pamiętasz jak było na studiach? Pamiętasz, jak imprezowaliśmy, pamiętasz jak cieszyliśmy się z naszych prac, jak się wspieraliśmy, jak wyjeżdżaliśmy w weekendy, jak dzwoniłeś po pracy i opowiadałeś? Chłopie, miałeś wtedy 100 razy mniej, niż masz dzisiaj i potrafiłeś się tym cieszyć. A teraz zachowujesz się jak staruszek! Przecież gołym okiem widać, że Ewa Cię niszczy chłopie, niszczy!
– Weź, już skończ. Nie chce mi się gadać.
– To jest Twoje życie, spoko. Jesteś dorosły, robisz jak chcesz. Ja po prostu nie mogę patrzeć już na to, co Ty nazywasz związkiem. Co Cię przy niej trzyma? Chłopie, ludzie się rozwodzą, rozstają i układają sobie życie na nowo. Ostatnie pytanie i obiecuje, koniec z tym. Jesteś z nią szczęśliwy?

…Cisza. Długa cisza. Cisza, tak jakbyś bardzo chciała okłamać kumpla, ale nie potrafisz tego zrobić.

– Dlaczego tkwisz w tym związku?
– Bo życie to nie bajka.


Bo życie, to nie jest bajka. To taki sam fakt jak to, że nie wszystkie związki przetrwają ze sobą do późnej starości. I to jest ok. Miłość czasem się wypala, ludzie tworzący związek się zmieniają, życie doświadcza w różny sposób. Naiwnym trzeba być żeby wierzyć, że tak jest. Życie tyle razy rzucało mnie na łopatki, że doskonale znam smak bezradności i rozczarowania. I choć na wiele aspektów życia nie miałam wpływu, na wiele innych miałam. W tym na to, jak wyglądał i wygląda mój związek. Bo prawdziwa miłość, prawdziwy związek, prawdziwa relacja powinna uskrzydlać, dodawać siły energii i radości, wspierać, a nie komplikować wszystko, powodować złość, frustrację, rozczarowanie życiem, odbierać energię i radość życia. A to się zdarza. Niestety często.

Dlaczego więc ludzi tkwią w związkach bez przyszłości? Pomijając aspekty przemocy, a skupiając się po prostu na nieudanych związkach?

Bo się wstydzą, że im nie wyszło
Tak, wstydzą się przed samym sobą i innymi, że im nie wyszło. A przecież miało być perfekcyjnie. Piękny dom, wymarzona praca, drogi samochód, egzotyczne wakacje, wszystko jak z podręcznika. Tylko miłość, zrozumienie, wsparcie, przyjaźń, ciepło, radość z przebywania razem… gdzieś to wszystko uciekło z czasem. I to jest w porządku – tak się zdarza i nie jest to niczyją winą. To, że jeden związek nie wyszedł nie oznacza, że drugi też nie wyjdzie. To, że nie potrafiłeś być szczęśliwy przy kimś nie oznacza, że gdzieś nie czeka na Ciebie ktoś, kto uszczęśliwi Cię najmocniej na świecie. To, że ludziom nie wychodzi, jest zupełnie normalne. Ale to, że tkwią latami w związku, który ich męczy, jest… smutne.

Bo uważają rozwód za porażkę
A przecież, nie jest porażką to, że nie wyszło. Porażką może być tkwić w związku, który wiesz, że dawno się skończył… A Ty tkwisz w nim, odbierając sobie szansę na szczęśliwą relacją.

Bo się boją opinii otoczenia
To przykra sytuacja, ale z wiadomości, jakie dostaje, okazuje się częstą. Ludzie boją się, że otoczenie ich wykluczy, nie wesprze. Że kiedy przyjdą do domu rodzinnego i powiedzą: “Rozwodzę się”, zamiast ze wsparciem spotkają się ze złością, krzykiem, nierozumieniem. Że zamiast poznać powody takiej decyzji, będą namawiać do pogodzenia się i nie rozstawania. Że będzie “tym złym”. Opinia innych nie jest warta zmarnowania sobie życia.

Bo są dzieci.
“Nas uczono, że trzeba być razem dla dobra dzieci” – tak mówiła babcia mojej koleżanki, kiedy jej rodzice się rozstawali. I do dziś pamiętam słowa koleżanki, która później podkreślała: “Zaczęłam mieć szczęśliwe dzieciństwo wtedy, kiedy rodzice się rozstali”. Bo skończyły się kłótnie, krzyki, obrażanie, skończyło się wybieranie jednej ze stron, skończyło się patrzenie na dwoje nieszczęśliwych ludzi każdego dnia.

Bo są uzależnieni finansowo
Czasem jest tak, że związek się powoli rozpada. Ale jedno z partnerów jest uzależniono finansowo od drugiego – i albo nie chce odejść do momentu, aż uzbiera kapitał albo… jest mu tak wygodnie.

Bo nie mają już siły walczyć
To jest moment, kiedy rezygnujesz z siebie, z życia. Akceptujesz sytuację, w której się znalazłaś i lecisz na autopilocie. Ty jesteś osobno, Twój partner jest osobno – dla świata tworzycie związek, dla siebie – żyjecie pod jednym dachem, ale nie ze sobą, a obok siebie. Jeśli masz w swoim otoczeniu osoby, które taką radość życia straciły i widzisz, że ich związek je przytłacza, bądź obok. Taka osoba być może nie potrafi wyjść z toksycznej relacji, która z zewnątrz może wyglądać całkiem zdrowo, i będzie potrzebowała pomocy specjalisty.

Bo życie, to nie jest bajka.

Bo życie w odróżnieniu od bajki jest historią, którą piszesz sama i od Ciebie zależy, jak ona się potoczy.
Bo życie to nie bajka. Nie się go przeżyć raz jeszcze, tak jak możesz wielokrotnie przewracać strony ulubionej bajki.

I wbrew wszystkiemu, warto o to zawalczyć.

Bo to Twoja historia. Nie czyjaś bajka.