Najlepszy sposób na rozwiązywanie konfliktów w związku

Konflikty są rzeczą naturalną. Pojawiają się nawet w zgranych i idealnych związkach. Każdy z nas ma swoje zdanie, swoje przemyślenia na dany temat. Różnie reaguje na zaistniałe sytuacje. I wtedy pojawiają się konflikty. Konflikty, z którymi można sobie w prosty sposób poradzić.

Nie wiem, czy już kiedyś Wam o tym pisałam, ale mam zapędy psychologiczne. Gdyby nie dziennikarstwo, z pewnością wylądowałabym na wydziale psychologii. Niesamowicie mnie to kręci! Choć na studia nie poszłam, bardzo dużo czytam książek psychologicznych i oglądam programy o takiej tematyce. Lubię to.

A jeszcze bardziej lubię słuchać innych. Analizować ich problemy, pomagać znaleźć rozwiązanie. Daje mi to ogromną satysfakcję. Lubię to.

Często, kiedy rozmawiam ze swoimi przyjaciółmi lub znajomymi, kiedy obserwuje otaczającą rzeczywistość skupiam się na konfliktach. Kłótnie małżeńskie, sprzeczki, krzyki i płacz. Ona mówi tak, on tak. Bomba wybucha! Mówimy wtedy to, co nam ślina na język przyniesie. Kiedy nie mamy już argumentów, sięgamy w głąb naszej głowy i wyciągamy stare sytuacje, stare problemy, żeby pokazać, że mamy rację. Później cisza. Ciche dni. Mija czas. Czasem godzina, czasem dzień, tydzień. Co bardziej zawzięci nie odzywają się do siebie nawet przez miesiąc, a w domu jest wyjątkowo napięta atmosfera, którą wyczuwają wszyscy.

Przeczytałam dużo artykułów na temat kłótni, sprzeczek, ostrej wymiany zdań. Poznałam mnóstwo porad jak radzić sobie z sytuacją po kłótni, kiedy niemal nienawidzimy partnera. Opisano triki jak przetrwać ciche dni. I wiecie co? Nie przekonują mnie.

Jak dla mnie, jest tylko jeden sposób, aby rozwiązać konflikt w związku.

ROZMOWA

Trzeba usiąść, porozmawiać, wyjaśnić sobie wszystko i wybaczyć. Zapomnieć. Nie wracać do tego w przyszłości.

Wiem, że to nie jest proste rozwiązanie. Emocje buzują, iskierki w oczach płoną, złość narasta. Nawet w wyjątkowo trudnej sytuacji trzeba usiąść i porozmawiać. Nierozwiązane problemy narastają. Dochodzą do tego dopowiedzenia, przemyślenia, brak słowa przepraszam. I niby wszystko po czasie bez rozmowy się ułoży. Na chwilę. Bo to wróci przy następnym konflikcie.Z większą siłą.

Czy kłócę się z Radkiem? Nie. Czy się sprzeczamy? O tak! Często! Zazwyczaj o pierdoły, ale niemal zawsze każde z nas powie o jedno słowo za dużo. Czy się na siebie obrażamy? Nie. Rozmawiamy. Siadamy i rozmawiamy. Wyjaśniamy sobie wszystko. WSZYSTKO.

Nie jest sztuką machnąć ręką i przeczekać burzę. Sztuką jest usiąść i własnymi siłami rozgromić chmury. W dwójkę jest łatwiej. Wiem co piszę, jestem z mężem od blisko 12 lat!

Kiedyś przeczytałam fajną wypowiedź papieża Franciszka:

„Ja zawsze radzę nowożeńcom:
kłóćcie się, ile chcecie, niech latają talerze,
ale nigdy nie kończcie dnia bez zgody”

I tego się trzymamy.