Żyjemy w dziwnych czasach, gdzie wszystko przeli- cza się na pieniądze.
Kiedy szykujesz się na urodziny bliskiej osoby, całymi dniami główkujesz, co jej kupić. Funkcjonalne, nietuzinkowe, oryginalne i swoje musi kosztować. Tak samo na święta. Biegasz po sklepach jak szalona, szukasz idealnych prezentów, markowych, drogich, unikatowych… a tak naprawdę one wcale nie są takie doskonałe.
Pamiętasz taką reklamę? Dzieci dostały telegram, że ich ojciec, dziadek ich dzieci, zmarł. Zapłakane przyjechały w Wigilie z różnych stron świata, żeby spotkać się razem w rodzinnym domu. Tam zastały zastawiony stół… i Tatę w fotelu. Rzadko się widywali, coraz rzadziej. I ten staruszek nie potrzebował prezentow wysłanych pocztą, nawet najdroższych. Chciał dostać od dzieci odrobine… czasu.
Bo czas to w dzisiejszych czasach towar deficytowy. Nic nie kosztuje, a tak niewielu stać na podarowanie go bliskiej osobie.
Bo po co nowy ekspres, skoro nie ma z kim napić się kawy?
Po co nowe kijki do spacerowania, skoro nie ma towarzysza wycieczek?
Po co podróż zagraniczna, skoro nie ma osoby, z którą możesz dzielić wspomnienia?
Bo dając czas, dajesz dużo więcej. Dajesz obecność, wsparcie, zrozumienie. Dajesz cząstkę siebie.
Czas i obecność.
Najtańszy, a zarazem najbardziej wartościowy prezent, jaki możesz komuś dać.
Najtańszy, a tak niewielu na niego… stać.
Tutaj kupisz książkę z moimi notatkami





#autoreklama #markawłasna









