Z tego powodu, część rodziców zabiera dzieci na wakacje. Dla mnie jest to nie do przyjęcia!

Lubisz wyjeżdżać z dzieckiem na urlop? Fantastyczna sprawa, prawda? Ja też bardzo lubię. Nie na darmo mówi się, że podróże kształcą. Mój syn ma dopiero 6 lat, a pamięta niemal każde miejsce, w jakim byliśmy. Genialnie kojarzy fakty, zbiera zdjęcia i drobne pamiątki, które później przypominają mu o wycieczkach. A gdyby nawet tego nie pamiętał? I  tak bym go zabierała, bo podczas takich wycieczek może się dużo nauczyć. I co najważniejsze, spędzamy razem czas. To jest dla mnie powód, żeby zabierać dziecko na ferie. Powód, a jakim powiedział mi kolega Krystian, wręcz mnie przeraża.

Umówmy się, w ciągu roku nie ma za wiele okazji do wspólnych podróży. Jest praca, szkoła, obowiązki, zobowiązania – nie da rady urwać się bez konsekwencji na kilka dni. Zostają nam więc wakacje i ferie, i to właśnie wtedy staramy się gdzieś wyskoczyć. Czasem na tydzień, czasem na dwa dni. Ale zawsze to dobra okazja, żeby pobyć razem, zregenerować siły i pokazać dziecku, że odpoczynek jest tak samo ważny, jak ciężka praca. I myślę, że to taki zdrowy powód, do wyjeżdżania na wakacje. Choć okazuje się, że niektórzy ludzie zabierają dzieci na urlopy z całkiem innych powodów. Kilka lat temu, kiedy sama nie byłam jeszcze mamą, miałam dość ciekawą rozmowę z kolegą. Nie wiem, czy to ona odmieniła mój sposób patrzenia na kwestię wyjazdów z dzieckiem, ale z pewnością sprawiła, że przez kolejne lata nie mogłam o niej zapomnieć. Tak, z pewnością miała jakiś wpływ na moje macierzyństwo.

Siedzieliśmy na imprezie. To był koniec sierpnia, dla dzieci Krystiana ostatnie dni wakacji i przygotowanie do szkoły. Wspominaliśmy wakacje. Krystian powiedział, że w tym roku pojechali w trzy miejsca, w tym dwa razy byli zagranicą. Co prawda jeden z wyjazdów był weekendowy, a drugi jednodniowy, no ale zagranicą. Zapytałam, jakie to ma znaczenie:

„Jak to jakie? Dzieciaki wracają do szkoły. Pierwsze dni to opowiadanie o wakacjach, pisanie wypracowania na ten temat, pokazywanie zdjęć. Wyobraź sobie minę dzieciaków, jak Szymek powie, że był dwa razy za granicą kraju i jeszcze tydzień nad morzem. Zrobiliśmy masę zdjęć, żeby miał co pokazywać. Pomyśl sobie, że niektórzy będą opowiadali o wakacjach u babci na wsi, a mój wyskoczy z tymi wczasami poza granicami kraju. Powiedziałem mu, żeby specjalnie się nie chwalił, że to było tak krótko, ma powiedzieć, że byliśmy jakiś czas. Ha! Tak się zdobywa szacunek w klasie! Ma się skupić na tym, że był w trzech miejscach, w tym DWA, DWA razy poza granicami Polski.”

Chwaleniem się i kłamaniem. Bo w końcu najlepiej ma mieć ten, kto ma najwięcej kasy. I możliwości. Bo wakacje nad morzem i dwa wypady zagranicę muszą świadczyć o majętności portfela. Byłam przerażona. Naprawdę. Wtedy też obiecałam sobie, że dołożę wszelkich starań, żeby moje dziecko nigdy nie oceniało innych przez pryzmat tego, co mają i na co ich stać.

Dorośli mnie czasem zadziwiają. Dzieci nie mają w sobie potrzeby chwalenia się, udowadniania sobie nawzajem, że są od siebie lepsze, że mają lepiej. Może to my dorośli nie powinniśmy ich tak nakręcać i uczyć poruszania się w naszym świecie, którego… niepotrzebnie zniekształcamy? Bo przecież jakie to ma znaczenia, kto ile razy gdzie był? Czy to daje mu poczucie bycia fajniejszym? Ja uczę moje dziecko, że wakacje u babci na wsi, czy w hotelu nad morzem, są tak samo ważne. Bo najważniejsze jest to, jak wykorzystamy ten czas, z kim go spędzimy i jak wpłynie na nas. Kłamanie i robienie czegoś tylko w celu pochwalenia się, do niczego dobrego nie prowadzą. Ani na etapie szkolnym, ani dorastania, ani zawodowym. Uczmy, że wartość stanowi to, jacy jesteśmy, a nie to, ile mamy.