Uczę się angielskiego… nie ucząc się

Uczę się angielskiego… nie ucząc się

Moja przygoda z angielskim trwa! I choć początkowo myślałam, że będę spędzała przed komputerem większość czasu, rzeczywistość okazała się zupełnie inna! Zakładałam dzień w dzień uczyć się na platformie ESKK online. Nie wyszło… A jednak zrobiłam ogromny postęp w nauce. Jak to możliwe? Na dwa sposoby!

Ucząc się nie tylko języka, ale i każdej innej nowej umiejętności, jest tylko jeden klucz do sukcesu – regularność. A z tą jak wiadomo, jest różnie. Szczególnie, jak ilość zajęć się piętrzy i z tej wysokiej piramidy staramy się wyrzucić to, co w danej chwili jest nam niepotrzebne. I ja miałam kilka takich ciężkich dni, kiedy to angielski sobie odpuściłam. Ale nie na długo. Wiem, że jest mi potrzebny, więc starałam się wypracować taki system, żeby iść cały czas do przodu. Z przyjemnością. I choć początkowo zakładałam, że skupię się na wersji kursu online, w rzeczywistości dużo lepiej idzie mi nauka w wersji offline, czyli z podręcznikiem i płytą ze słuchankami.

Ale od początku: jak wiecie, w kwietniu rozpoczęłam naukę angielskiego ze szkołą językową ESKK. Wybrałam opcje dla zaawansowanych.Do nauki otrzymałam podręczniki, płyty oraz dostęp do platformy, na której oprócz kursu i audiobooków jest słownik, jest biblioteka, wsparcie lektora, gry i ćwiczenia. Przez dwa miesiące wypracowałam sobie swój system nauki.

Przerabiam daną część lekcji, słucham i rozwiązuję zadania. Następnie wypisuję sobie wszystkie słówka i zwroty na małych karteczkach tzw. fiszkach. Biorę kartę A4, wycinam z niej 24 male prostokąciki i zapisuję. Możecie je czasem zobaczyć na moim INSTASTORIES, gdzie relacjonuje przebieg nauki. Z jednej strony po polsku, z drugiej po angielsku. I wieczorem przed snem 10-15 minut powtarzam słowa i zwroty. Tym sposobem przerobiłam już prawie 4 lekcje. Lekcji jest 16, więc wymyśliłam, że co 4 będę siadała do wersji online, rozwiązywała wszystkie zadania raz jeszcze i tym samym utrwalała wszystko, czego się nauczyłam. Nie wiem, czy to dobry system, ale mi odpowiada. A co najważniejsze, widzę postępy w nauce. Nie będę Was ściemniała, że siadam do takiej nauki dzień w dzień. Nie oznacza to jednak, że kiedy mam gorszy dzień totalnie odpuszczam. Staram się wtedy obejrzeć jakiś serial w języku angielskim, przeczytać bloga anglojęzycznego albo książkę. W ESKK mam dostęp do biblioteki online. Albo… mogę odpalić audiobooka i uczyć się, nie ucząc się. Taki myk!

I to podoba mi się najbardziej. Włączam audiobooka, powtarzam słówka, słucham dialogów i uczę się wykonując codzienne obowiązki np. gotując, prasując, albo leniuchując na dworze, czy też jeżdżąc rowerem czy autem. Jak wiecie, w środy jeżdżę na 1,5 godziny na angielski stacjonarny.

Dzięki temu mogę porozmawiać z innymi osobami i wykorzystuję to, czego uczę się w domu. W drodze zamiast radia… słucham audiobooka 🙂 Podoba mi się ten sposób nauki, bo nawet nie powtarzając słówek, bardzo dużo zostaje. Audiobooki wykorzystuję często ćwicząc na orbitreku – słuchawki do uszu i zasuwam. 2 w 1, żeby maksymalnie wykorzystać czas.

 

Skąd audiobooki? Wraz z kursem ESKK dostałam płytę z audiobookami. Są one też dostępne na platformie w wersji mp3 i można je sobie zgrać na komórkę. To ponad 16 godzin przeróżnych nagrań do słuchania. Możecie je włączać dosłownie wszędzie. U mnie sprawdza się tak jak pisałam wyżej – samochód, rower, gotowanie, prasowanie i sprzątanie. Zamiast muzyki, słucham rozmówek po angielsku. Ile zapamiętam, tyle jestem do przodu. Wyobraźcie sobie 500 minut dialogów i ćwiczeń przygotowanych przez rodowitych Anglików – oprócz nowych słówek, można osłuchać się z językiem, wymową, akcentem. A czasem nie problem jest w zrozumieniu słowa, ale w tym, żeby zrozumieć o jakie słowo chodzi. Ostatnio zdałam sobie sprawę, że gdybym odpuściła kurs i została tylko przy audiobookach, stopniowo nauczyłabym się… aż 2000 nowych słówek i zwrotów. Wow!

Takie słuchanki są idealne teraz na lato, kiedy nie chce się siedzieć w domu, a angielski sam się nie nauczy 🙂 Ale co tam – TUTAJ możecie wypróbować darmowych audiobooków!

A Wy, jaki macie patent na naukę języków?

Tekst powstał w ramach współpracy z marką ESKK.