To zdanie mojego syna sprawiło, że zaczęłam baczniej przyglądać się naszemu związkowi

Dzieci są doskonałymi obserwatorami. Przekonałam się o tym w zeszłym tygodniu. Na początku byłam troszkę zszokowana tym, co powiedział mi syn. Później byłam wzruszona. I dumna. Dumna z niego i dumna z nas, rodziców. Z nas jako pary.

To był piątkowy wieczór. Oglądaliśmy z młodym wieczorynkę. Mąż był na szkoleniu. Nie pamiętam jaka bajka leciała, ale ktoś komuś dał buziaka w policzek. W pewnym momencie Kacper mówi do mnie:

– Mamusiu, jak się daje komuś buziaczki to znaczy że się go kocha?

– Tak – odpowiadam. I wtedy on powiedział coś, co sprawiło, że zaszkliły mi się oczy.

– To tatuś bardzo cie kocha.

I wrócił do oglądania bajek.

Nie wiedziałam co powiedzieć. Przytuliłam go. Najpierw przeanalizowałam wszystkie sytuacje, w których mógł widzieć jak się całujemy. Później odetchnęłam, bo przypomniałam sobie, że przecież chodzi spać o 20.00, a  do tego czasu to z ręką na sercu tylko buzi-buzi. Nic poniżej szyi (nudni jesteśmy, co nie?).

Uśmiechnęłam się sama do siebie i stwierdziłam, że jest dobrze. Bo to, jak rodzice zachowują się w stosunku do siebie na co dzień jest bardzo ważne w  procesie wychowania małego człowieka. Dziecko widzi jak ze sobą rozmawiamy, jak się do siebie zwracamy, widzi nasze gesty, widzi więź emocjonalną. I widzi, że tata kocha mamę, bo daje jej buziaki, a nie krzyczy do niej i nie lekceważy jej. Dziecko widzi, że się kochamy. I chcę, żeby zawsze to widziało.

Bo dorastać w domu, w którym ludzie się szanują, wspierają i okazują sobie uczucia to jak wygrać w lotka. I takiego domu chcę dla mojego dziecka.