Rola życia

Rola życia

Anioły istnieją, wiedziałaś? Ja nawet je poznałam, rozmawiałam, podtrzymywałam się na ich ramieniu, wypłakiwałam się im i czułam ich obecność. A mówią, że na ziemi ich nie ma. A one są, mówię Ci. Są ciche, bardzo serdeczne i ciepłe, trzymają za rękę, łapią kiedy się potykasz i ocierają łzy, kiedy płaczesz. Są.

Kiedy pierwszy raz trafiłam na onkologię, byłam przestraszona. To jest jakby trafić do innego świata. Wiesz, że tutaj znajdziesz ludzi, którzy każdego dnia walczą o życie, a często mimo ogromnej woli życia, ta walka jest bardzo nierówna. Niemal słyszysz, jak echo niesie po korytarzach pogłos pstryczka, jaki los znów dał komuś w nos. Im dalej w głąb, tym jesteś bardziej przerażona. Idziesz, trzymasz się kurczowo męża za rękę, a paznokcie wbijasz mu ze strachu w dłoń. A on zaciska tylko zęby, bo mijając kolejną osobę w chustce na głowie i widząc mnóstwo coraz to młodszych osób, sam się boi. I moment rozstania, kiedy to puszczasz jego rękę i wtedy… doznajesz dotyku anioła.

Szpitale nie kojarzą się dobrze. Pewnie masz jakieś doświadczenia związane z tym specyficznym miejscem. Gwarno, głośno, krzyk, niemiły personel i jedzenie. O matko! O szpitalnym jedzeniu to można elaborat napisać. Bo o ile jedzeniem można leczyć, tak samo jedzeniem można się rozchorować. Tak, szpitale to bardzo specyficzne miejsca. Ale nie ten.

Kiedy weszłam na oddział, przerażona, smutna, zagubiona… wtedy podeszła ona. Wysoka blondynka, z pięknie pomalowanymi ustami na różowo, w białej sukience. Uśmiechnęła się do mnie, zaprowadziła do pokoju, pokazała wszystko. Jak się później okazało, to miejsce było pełne takich aniołów. Cudownych kobiet, które od rana do wieczora biegają wokół pacjentów. Pamiętam, jak wiozły mnie na salę operacyjną. Najpierw przyszły zapytać jak się czuję, czy potrzebuję tabletkę na uspokojenie i zapewniły, że będą mnie operowali najlepsi lekarze, więc mam się nie martwić, bo za kilka godzin się widzimy. Później poprosiły o wejście na łóżko i jechaliśmy tym długim korytarzem, a ona śpiewała piosenkę z „Na dobre i na złe”. Kiedy zostawiły mnie przed salą operacyjną, długo nie byłam sama. Bo podeszła druga, anioł-stażystka, założyła mi wenflon, przytuliła i życzyła wszystkiego dobrego. Na sali zapytała, czy zaśpiewać mi kołysankę do narkozy. A kiedy się obudziłam po kilku godzinach na sali wybudzeń, ledwo podniosłam oczy, a one już były obok i z pięknym uśmiechem oznajmiły, że mąż już czeka i czy make-up mają mi zrobić, ale zresztą po co, skoro tak pięknie wyglądam!

Anioły są ciche, niepozorne, ale wiedzą wszystko. Kiedy nie było lekarza, który mógłby powiedzieć mojemu mężowi, co ze mną, ona zabrała go ze sobą do kantorka. I powiedziała wszystko, czego udało jej się dowiedzieć. Bo widziała, że mąż się denerwuje, że chciałby wiedzieć. Zrobiła to. Nie musiała, ale chciała. Ot, taki odruch ludzki.

Bo anioły mają ludzkie odruchy. Tak po prostu, z serca. Kiedy obudziłam się w nocy, szukałam włącznika wzywającego pielęgniarkę. Musiałam pójść do toalety. Nie zdążyłam go znaleźć, a ona była już w sali. W końcu jest na dyżurze i chodzi od sali do sali sprawdzać, czy u pacjentów jest wszystko w porządku. Jakie to proste prawda? A ja się dziwiłam. Tak samo jak się dziwiłam, kiedy spokojnie wysłuchiwały narzekań na służbę zdrowia, na to że ktoś wzywa, a one przychodzą dopiero za 3 minuty – na oddziale jest kilkadziesiąt pacjentów i zaledwie kilkanaście pielęgniarek. Piją zimną kawę, jedzą kanapkę w 5 ratach i cały dzień są na nogach. Pomagają się ubrać, przebrać, podają leki, pomagają korzystać z toalety po operacjach, zmieniają opatrunki, zmieniają pościele, podają baseny, są przy najbardziej intymnych czynnościach i patrzą na Ciebie bez wstrętu, obrzydzenia, a z ciepłem i czułością. Traktują po ludzku, są pełne współczucia, empatii i zrozumienia.

Wiesz ile zarabiają pielęgniarki? One swoją pracę wykonują najlepiej jak potrafią, całą sobą, chcą pomagać, chcą to robić i robią to świetnie. Nie poszłabyś do takiej pracy, za taką stawkę? Widocznie jest Ci pisane coś innego. Każdy z nas ma inną rolę życia i najważniejsze, to wykonywać ją całym sercem. Skończyłam studia dziennikarskie, mieszkałam we Wrocławiu, pracowałam w ogólnopolskim dzienniku i świat dziennikarski stał przede mną otworem, kusząca zapraszał. Lubiłam to, co robiłam. Ale to nie było to.

Jestem mamą, pełnoetatową menadżerką do spraw zarządzania domem, a pracę zza redakcyjnego biurka zamieniłam na pracę zza domowego biureczka. Zamykam laptopa wieczorem, włączam zmywarkę, ścieram z blatu kuchennego okruszki chleba z kolacji zjedzonej z rodziną, idę do pokoju syna, przykrywam go kołderką, daję buziaka w czoło i siadam na kanapie obok męża. Jestem szczęśliwa. To jest moja rola życia.

A Ty? A Ty możesz teraz czytać ten tekst siedząc na 36 piętrze budynku, w którym pracujesz i ze spełnieniem popijać kawę patrząc na panoramę miasta. Możesz kręcić pozdrowienia dla przyjaciół ze słonecznej Australii, bo zdecydowałeś się zakończyć pracę w korporacji i razem z narzeczoną wyruszyć w świat i pisać poradniki o nieznanych dla turystów zakątkach kuli ziemskiej. A możesz też po pracy biec do Domu Małego Dziecka i przez kilka godzin w tygodniu zajmować się przytulaniem niemowlaków, które nie mają nikogo bliskiego, a Ty chcesz im pośpiewać, przytulić i dać trochę ciepła. Nie wiem dlaczego, ale przyzwyczailiśmy się nadawać ważność temu co robimy tylko pod względem kryteriów zarobków. A to błąd. Żadna z tych ról nie jest ważniejsza, żadna nie jest lepsza, żadna nie jest gorsza. Jest po prostu inna. A „inna” to tutaj słowo klucz.

Wiesz czemu? Nie trzeba zarobić miliona dolarów, żeby się spełnić. Nie trzeba zrobić zawrotnej kariery, żeby się spełnić. Nie trzeba mieć tytułu miss świata, żeby się spełnić. Nie trzeba mieć dobrego męża, mądrych dzieci i domu z basenem, żeby się spełnić. Tak samo jak można mieć milion dolarów i się nie spełnić. Można zrobić zawrotną karierę i się nie spełnić. Można zdobyć tytuł miss świata i się nie spełnić. Można mieć dobrego męża, mądre dzieci i dom z basen i się nie spełnić. Bo to, co dla jednych jest pełnią szczęścia i spełnieniem marzeń, dla innych może być zupełną pomyłką.

Bądź wspaniałą mamą – to nie jest bycie tylko mamą, nie daj sobie nigdy wmówić, że nic nie robisz tylko siedzisz w domu. Sama wiesz, jak ciężko pracujesz. Bądź wspaniałą księgową – to nie jest bycie tylko księgową, nie daj sobie wmówić, że cały dzień tylko siedzisz w papierkach i grzejesz tyłek na ciepłym stołku. Sama wiesz, że trzy dni bez Ciebie w pracy i nikt nie może połapać się w tych cyferkach i papierkach. Bądź wspaniałym strażakiem – to nie jest bycie tylko strażakiem, nigdy nie daj sobie wmówić, że nic nie robisz tylko grasz w karty na dyżurach i dostajesz pensję za nic, nie wspomnę o wysokiej emeryturze. Sam wiesz, jak poświęcasz życie jadąc na akcję, jak ratujesz ludzkie życia. Bądź wspaniałą panią na kasie – to nie jest bycie tylko panią na kasie, nie daj sobie wmówić, że nic nie robisz, tylko kasujesz towary. Sama wiesz, że bez Ciebie nikt by niczego nie kupił, nie znalazł towaru, starsza pani nie doczytałaby etykiety z gwarancją. Możesz wykonywać to co robisz z sercem, a możesz na odwal. Możesz uważać, że to co robisz nic nie jest warte, a możesz być najlepszym w swoim fachu. Możesz pogardzać pracą, bo jest dla Ciebie przejściowa, a kiedy odejdziesz, trafi na Twoje miejsce ktoś, dla kogo będzie ona spełnieniem marzeń. Bo to będzie jego miejsce. Jego rola życia.

Możesz próbować dorównać oczekiwaniom innym, a możesz spróbować dorównać swoim oczekiwaniom. Bo coś, co dla jednych jest czymś bezsensownym, dla innych jest sensem życia. Coś, co dla jednych jest spełnieniem marzeń, dla innych mogłoby nie istnieć. Coś, co dla jednych jest stratą czasu, dla innych jest spełnieniem. Ważne, żeby iść w stronę, w którą pcha Cię serce. Bo nie ważne, jaką rolę odegrasz w życiu. Ważne, żeby zrobić to prawdziwie, z sercem, pasją, z miłością. Dlatego nigdy nie porównuj tego co robisz, z czymś, co robi ktoś inny. Nie wiesz, co jest dla niego celem i spełnieniem. To, że robisz coś inaczej, nie znaczy że nie masz ambicji. I nie musisz się nikomu z tego tłumaczyć. Widzisz, moją ambicją jest zdrowie i szczęśliwa rodzina, bo wiem że z tym, jestem w stanie spełniać swoje marzenia. Marzenia których wielu może nie rozumieć, marzenia które dla wielu są niczym wielkim, marzenia na wspomnienie których ktoś puka się po głowie i pyta: „A po co Ci to?” Po to, że to moja ścieżka i moja rola, którą wybrałam w życiu. Bo pamiętaj: „Życia nie mierzy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach” Maya Angelou.

A Ty, jaka jest Twoja rola życia?