Prezenty, które najbardziej rozczarowują dzieci. I nigdy już nie popełnisz tego błędu, obiecuję :)

Prezent dla dziecka jest największym wyzwaniem. Już pomijam fakt, że dzieciaki w dzisiejszych czasach dosłownie wszystko mają… One są też bardzo szczere i kiedy coś im się nie podoba, mówią o tym. No chyba, że wcześniej przejdą lekcję przyjmowania prezentów od mamy i od tej pory będą wiedziały, że zawsze trzeba podziękować, nawet jak się nie podoba, bo osoba, która prezent przyniosła, miała przecież dobre intencje i chciała sprawić przyjemność. Ot, lekcja dyplomacji, która na zawsze się przyda 🙂

Ja niestety nie miałam takiego szczęścia. Pamiętam ten dzień, jak dziś. Kupiłam Zosi fantastyczny zestaw sprzątający, a miała akurat wtedy fazę na sprzątanie. Odkurzacz, mop, deska do prasowania, żelazko, pralka, full wypas! Wszystko na baterie, świecące, brzęczące, zbierające śmieci, pełna imitacji prawdziwych sprzętów. Byłam z siebie bardzo dumna i nie mogłam się doczekać, aż dam jej prezent. Z perspektywy lat, jako mama dwójki wiem, że prezenty grające i świecące są znienawidzone przez rodziców i jest to fakt niepodważalny. Chcesz wkurzyć koleżankę? Kup jej dziecku grający samochodzik. Wtedy jednak byłam święcie przekonana, że skoro gra, świeci i jeździ, to jest to zabawka idealna, a ja jestem ciocią najlepszą pod słońcem. Możliwe, że przeżywałam ten prezent bardziej od Zosi. Tak, to całkiem możliwe. I to mi zostało do dziś – zawsze, kiedy kupuję prezent, musi być trafiony w 100 procentach. Lubię, kiedy obdarowywany otwierając prezent czuje, że nie kupowałam „ot tak”, ale naprawdę o nim myślałam i chciałam szczerze sprawić mu przyjemność.

Oczywiście nie myliłam się. Prezent zrobił furorę…
żeby trzy minuty później wywołać przeraźliwy płacz,
pełen żalu i rozczarowania.

Co poszło nie tak?

Klasyczny błąd!

Zapomniałam o bateriach!

Jak mogłam zapomnieć o tych głupich bateriach! Do dziś widzę ten żal w oczach Zosi. To tak, jakby dali mi ukochaną bezę z bitą śmietaną i powiedzieli, że jutro. Tak, jutro sobie zjesz, a dziś gap się na nią przez szybkę. Ale jeść, to dopiero jutro. Poczułam się strasznie – mój poziom dumy z siebie zmalał do rozmiarów mikroskopijnych, a wręcz wywołał w środku uczucie… porażki. Zawiodła dziecko. Tak, wtedy tak się czułam, mimo że to TYLKO baterie. A jednak! Historia oczywiście skończyła się dobrze, bo mąż skoczył na stacje benzynową po zapas baterii na kolejne dwa lata, ale… dla mnie to nauczka na całe życie!

Brak baterii to chyba najczęstszy problem w prezentach dla dzieci. A bez nich to tak, jakby tego prezentu nie było. Ja od tego czasu zawsze, kiedy kupuje coś działającego, dobieram zestaw baterii – nawet nie sprawdzam, czy są dołączone do zabawki, ale biorę. I tak się przydadzą. Poza tym, w domu niby baterii pełno, a jak potrzeba, to nigdy nie wiadomo, gdzie są i koniec końców i tak wyciągamy z pilota od telewizora!

Nigdy więcej smutnych buziek przy prezencie 🙂

Pamiętasz, jaki prezent najbardziej rozczarował Ciebie lub obdarowywanego?