Powiedz mi, że się obudzisz

Znam Cię doskonale. Wiem, że jesteś dobrym człowiekiem. Wiem też, że po drodze coś się stało. Pamiętam, kiedy poszedłeś do pracy i nabijałeś się z tych, którzy przynoszą pracę do domu i wywyższają się, bo zarządzają ludźmi. Pamiętam jak mówiłeś: „To ludzi z gatunku tych, którzy dowartościowują się zarządzając innymi.” Po kilku latach dostałeś awans, potem drugi i trzeci. W pracy mówili, że nic się nie zmieniłeś, sam zarzekasz się wciąż, że kasa nic w Twoim stosunku do ludzi nie zmieniła. I tak, w pracy może nie. Ale znam Twoją żonę. I tu się sprawa komplikuje. A może klaruje? Wszystko w domu podporządkowane jest pod Ciebie, bo więcej zarabiasz. A kiedy żona chce coś wynegocjować, mówisz, że gdyby nie Twoja praca, nigdy byście takich luksusów nie mieli. I zaklinasz rzeczywistość, że wszystko robisz dla niej i dzieci, uciekając do pracy na pół dnia, bo władza daje Ci szczęście. I nie chcesz słuchać, jak mantrę powtarzasz swój punkt widzenia, do tego stopnia, że ona zaczyna w to wierzyć. W to, że nigdy nie zarobi takich pieniędzy jak Ty, w to, że powinna lepiej wykonywać obowiązki domowe, w to, że masz prawo mówić, że źle zorganizowała dzień, bo nie posprzątane, na obiad tylko zupa, a przecież cały dzień siedziała w domu. W to, że masz prawo wzbudzać w niej poczucie winy, kiedy Ty sam uciekasz. I kiedy pytam jej, jak sobie radzi ciągle sama ze wszystkim, dlaczego on nie uczestniczy w ich życiu, dlaczego on wysypia się w wolny weekend, a ona dzień w dzień na wysokich obrotach, wtedy odpowiada: „Wiesz, on pracuje, zarabia więcej, musi odpocząć”. To cudowna kobieta. Kobieta, która uczy się żyć sama i kiedyś powie dość.

Choć wierzę, że się obudzisz.

Spotykam Cię w sklepie, mówisz mi cześć, kiedy mijamy się między sklepowymi półkami. Czasem nawet dłużej pogadamy. Pamiętasz, kiedyś od słowa do słowa zapytałaś mnie, czy nie gniewam się za to, co napisałaś pod jednym z moich tekstów. I dodałaś: „Bo wiesz, to tylko Internet. Głupoty takie, to nie jest prawdziwe życie”. I pamiętam Twoją minę kiedy odpowiedziałam, że pogawędki Internetowe to jednak to samo, co pogawędki za żywo, tak jak my tu i teraz. Nie zrozumiałaś. Uśmiechnęłaś się tylko i powiedziałaś, że nie masz czasu na głupoty. A jednak masz. Widzę, jakie komentarze umieszczasz w sieci i czasem jest mi wstyd za to, że mówimy sobie cześć. Mówisz mi, że blogerzy nie pozwalają na wolność słowa, że usuwają hejterskie komentarze, które Ty nazywasz krytyką. A kiedy pytam Cię, co byś zrobiła, gdybym przyszła do Twojego domu na imprezę, stanęła na stole i zaczęła Cię obrażać – mówisz: To nie jest to samo. Zaskoczę Cię. To jest to samo.

Choć wierzę, że się obudzisz.

Znajoma blogerka powiedziała, że w sobotę zaczęły spływać do niej pytania: „X dała coś na WOŚP, a Ty co przekazałaś?”. E. odpowiedziała najprościej jak się dało: „A Ty?”. To, co Czytelniczka napisała jej, można było się tego spodziewać: „Ja? To Ty jesteś blogerką, osobą publiczną, Ty masz obowiązek coś zrobić”. Obowiązku nikt z nas nie ma, ale… gdyby każdy zaczął wymagać od siebie, zanim zacznie wymagać od innych, świat byłby piękniejszy. I śmiem twierdzić, że byłoby o połowę mniej tych strasznych komentarzy, bo każdy zagospodarował by sobie czas, a nie tracił go na obrażanie i ocenianie innych. Zobacz, ktoś się dzieli pieniędzmi, mówi o tym publicznie: dostaje hejt, bo się chwali. Ktoś się dzieli pieniędzmi, nie mówi o tym publicznie: dostaje hejt, bo pewnie nie wspiera potrzebujących, bo się nie chwali. Tak bardzo lubimy rozliczać wszystkich wokół, widzimy wszystkie ich przewinienia, doradzamy, obgadujemy – zamiast zająć się naprawą… siebie. Gdyby tak każdy zaczął od rozliczenia się z samym sobą.

Choć wierzę, że się obudzisz.

Znasz przypadek cudownej Mamy ginekolog? Dziewczyna edukuje, poświęca czas na polepszenie opieki medycznej w kraju, przekazała na WOŚP swoje e-booki, z których CAŁY dochód poszedł na orkiestrę, zebrała MILION złotych. I wiesz co? Też mierzy się z ogromnym hejtem. Ludzie potrafią jej wypomnieć, że darowiznę odliczy sobie od podatku. A B S U R D. Widzisz, nie można zrobić czegoś dobrego ot tak, bezinteresownie. Zawsze trzeba doszukać się jakiegoś spisku, bo nie można być dobrym bezinteresownie.

Choć wierzę, że się obudzisz.

WOŚP przez 27 lat zebrało na polską opiekę medyczną MILIARD złotych. Dzięki temu żyje moje dziecko i pewnie każdy z Was zna kogoś, kto z tych sprzętów korzystał. Mimo to, od lat mierzą się z hejtem, groźbami, ze złem ze strony tych, którzy nie kiwnęli palcem, aby zrobić cokolwiek. Nie chcę wchodzić w tematy polityczne, bo każdy widzi co się wyprawia… Uszanujmy śmierć i prośby rodziny. Uszanujmy decyzję Jurka Owsiaka, bo nikt z nas nie ma pojęcia, z czym mierzył się przez lata. I te komentarze, oceniające kto ponosi odpowiedzialność, komentarze ludzi z polityki, tolerancja mowy nienawiści. I zamiast być razem, dzielimy się, obwiniamy, łączymy wszystko z polityką. Bo kto ponosi odpowiedzialność? Ten, który zabił. Ten, który hejtował. Bo słowa tak samo ranią, jak nóż. I wczoraj gdzieś przeczytałam, że jak chcesz działać w Internecie, chcesz być osobą publiczną, to musisz mieć twardą dupę. Niestety, nikt nie ma tak twardej skóry, której nie przebije nóż.

Choć wierzę, że się obudzisz.

Wczoraj pękło serce, kiedy zmarł prezydent Gdańska, Paweł Adamowicz. Wczoraj pękło serce, kiedy Jurek Owsiak zrezygnował z prezesowania fundacji WOŚP. Wczoraj, pękły serca milionów Polaków.

Dzisiaj ludzie zastanawiają się, co dalej. Zaczynają się jednoczyć. Obserwuję ze ściśniętym sercem i nadzieją, bo wierzę, że zrodzi się z tego coś pięknego, coś co przywróci nam wiarę w ludzi. Wiarę, którą mam i tracić nie chcę. Choć czasem myślę, że przecież ktoś, kto nie szanuje tak pięknej inicjatywy, nie może być dobrym człowiekiem. Bo Ty nie musisz wspierać, wystarczy żebyś szanował. I nie przeszkadzał. Jeśli nie potrafisz być dobrym, nie przeszkadzaj tym, którzy potrafią i czynią dobro.

Zamilcz. Albo powiedz mi, że się obudzisz.

Processed with VSCO with e3 preset