Oni walczyli

Dziś wydarzyło się coś, co pozwoliło mi znów uwierzyć w drugiego człowieka. Nie będę Wam opisywała co się stało, bo sprawa nie dotyczy mnie bezpośrednio. Zresztą nie o to w tym wpisie chodzi. Od zawsze lepiej wychodziło mi pisanie niż mówienie. I tym wpisem chcę IM powiedzieć, że jestem z nich dumna. A Wam, moim Czytelnikom pokazać, że warto w życiu iść za tym, co podpowiada serce, walczyć i nie poddawać się kiedy wiecie, że macie realne szanse wygrać. Walczcie o siebie i swoje życie.

Kiedy odłożyłam słuchawkę dziś po południu, uśmiech nie schodzi mi z twarzy, a na myśl o tym szczęściu, łzy same cisną się do oczu. Łzy radości i nadziei.

Wiecie ile osób odpuszcza sobie będąc już prawie na końcu drogi? Wiecie ile razy ktoś odpuszcza, bo zwyczajnie nie wytrzymuje presji, a emocje i nerwy tyle go kosztują, że ani psychicznie ani fizycznie nie jest w stanie iść dalej? Wiecie ile osób odniosłoby sukces, gdyby tego jednego dnia, nie powiedzieli dość? Wiecie ile osób miało realne szanse na ten sukces, ale droga jaka do niego prowadziła ich przestraszyła, była długa i nie zawsze usłana różami i zrezygnowali? Czy im się dziwie? Wcale. Bo potrzeba mnóstwo wiary, nadziei i determinacji, aby dokończyć to, w co się wierzy, na co ma się realne szanse. I miłości. Bo miłości też potrzeba.

Sytuacja była prawie beznadziejna, choć na taką się nie zapowiadała.Wszystko przebiegało długo, ciągnęło się w czasie, z tendencją spadkową. Za każdym razem, kiedy miało być już dobrze, pojawiały się nowe przeszkody. Wszystko co się działo, działo się po to, żeby się poddać i zabrać nadzieję. Po to, żeby pokazać, że mimo szans to się nie uda. Po to, żeby się poddać i uzmysłowić sobie, że to się po prostu nie uda. Że lepiej sobie odpuścić.

To była trudna droga. Nie, nawet nie trudna. Była horrendalnie ciężka. Dlatego jestem z nich taka dumna. Duma, że dali radę, że się nie poddali, kiedy większość by sobie odpuściła. Wiedzieli, że jest o co walczyć, wiedzieli, że są realne szanse na to, żeby wygrać. Tylko potrzeba czasu, silnej woli, determinacji i nadziei. I wiary w ludzi. Potrzeba wiele, bardzo wiele. I oni zaryzykowali.

„…gdy u kresu naszych dni staniemy przed Bogiem,
żeby osądził nasze życie,
Bóg zapyta „Gdzie Twoje rany?”.
Zbyt wielu odpowie: „Nie mam żadnych ran”.
A wtedy Bóg zapyta:
„Więc nie znalazłeś nic, o co warto było walczyć?”

R. Brett „Jesteś cudem”

Wiem, że jeszcze długa droga przed Wami, że nic nie jest na 100 proc. pewne. Ale nigdy nic takie nie jest. Wy już wygraliście.

Kocham Was. I jestem z Was dumna.