O wyższości synków nad córeczkami

Od kiedy wróciłam ze szpitala do domu, nadrabiamy z młodym rozłąkę. Uwielbiam z nim dyskutować, zawsze dowiaduję się nowych, zaskakujących rzeczy, a do tego wspaniale się bawię i duuuużo śmieję. Pewnie też tak macie z maluchami, więc Ameryki nie odkryłam…

Dzisiaj od rana bawiliśmy się lego. Kacper co jakiś czas pyta jak było w szpitalu, co jadłam, jakie leki mi dawali itp. W końcu mówię do niego:
– Kacperku, a wiesz, że w szpitalu pokazywałam Pani doktor Twoje zdjęcie?
– Tak? I co powiedziała?
– Że mam ślicznego syneczka!
– No właśnie, a nie jakieś tam dziewczyny…

Kilka godzin później opowiadałam tę historię mojemu tacie. Kacperek bacznie się przysłuchiwał, a kiedy skończyłam, dodał:
– Syneczki są fajniejsze od córeczek. Wiesz, od dziewczyn.

W domu się tego nie nauczył. Ale chyba przychodzi taki czas w życiu dzieci, że uważają swoją płeć za lepszą… Cóż, niektórym to nie przechodzi nawet w życiu dorosłym 🙂