O ja Cię pierdziele!

Czyli o tym, co wtrącamy w zdania jako przerywnik
i wcale nad tym nie panujemy

Od zawsze lubiłam słuchać ludzi. Wychodziło i nadal wychodzi mi to dużo lepiej niż mówienie. Każdy człowiek ma inny styl mówienia, inaczej konstruuje zdania, intonuje, akcentuje. Każdy ma swój specyficzny styl, który pozwala nam nie widząc tej osoby zidentyfikować ją. Np. kiedy ktoś opowiada Ci o jakimś znajomym, nie pamięta jak on się nazywał, i próbuje go opisać. W końcu mówi: „Wiesz, on tak co drugie słowo mówi kuwa”. I już wiesz.

Byliśmy ostatnio na festynie. Młody biegał z dziećmi, rozmawialiśmy ze znajomymi. Po kilku godzinach poszliśmy do domu. Młody usiadł przy stole, pił herbatę, w końcu podparł się rękoma i mówi do mnie teatralnym, zmęczonym głosem: „O ja Cię pierdzielę”.

Zaskoczona pytam go, co oznacza takie stwierdzenie, nie chciałam krzyczeć od razu, wolałam załatwić sprawę polubownie. Młody patrzy na mnie i mówi: „No ja nie wiem, ale na festynie tak ciągle mówili”.

Przerywniki zdań, jak podaje Słownik Języka Polskiego, to drobna ozdoba graficzna wprowadzana w tekst dla oddzielenia zdań. Zwróciłaś kiedyś uwagę, że niektórzy ludzie nie potrafią wypowiedzieć nawet jednego zdania, bez takiej ozdoby graficznej, jak ładnie jest to ujęte? Samej zdarza mi się czasem kończyć zdanie stwierdzeniem: tak. Kiedy coś opowiadam, kończę tak zdanie, jakbym podświadomie szukała potwierdzenia tego, co mówię. Walczę z tym. Inni kończą każde zdanie słowem: nie, lub co nie. Często słyszę w zdaniach wtrącenie „Proszę ja Ciebie” i „Kuwa”, co absolutnie doprowadza mnie do szału! Jest jeszcze „Wiesz o co chodzi” oraz „No mówię Tobie”.

Generalnie my Polacy jesteśmy geniuszami słowotwórstwa! Amerykanie mówią w kółko „Fuck”. A my? Ha! Cały wachlarz krótszych i dłuższych zwrotów! Ale nie myślcie, że poprzestajemy na wulgaryzmach! O nie! Żeby nie przeklinać w towarzystwie wymyślamy tak zwane przekleństwa zastępcze, które mają na celu wyrazić emocje, ale nie powodować gównoburzy w towarzystwie i nie wyjść na tego, co ciągle przeklina. Bo tu nie wystarczy „Ojej” kiedy coś nie wyjdzie.

Kiedyś słyszałam o sytuacji, kiedy laptop zięcia leżał na podłodze, a teściowa myślała, że to waga i stanęła na niego. Zawołała zięcia i zapytała, gdzie wyświetlacz, bo nie wie ile waży.
Na co zięć: dwa i pół tysiąca. 
Teściowa: Kilo?
Zięć: Nie, złotych.

Wyobrażacie sobie, żeby powiedział: „Ojej mamusiu!”. To są sytuacje, kiedy tylko to „fuck” jest w stanie wyrazić emocje.

Dlatego powstało wiele powiedzonek, które na stałe zagościły w języku polskim. Np. „o w mordę”, czy też często stosowane „Dupa Jasiu karuzela”.

I tak stoimy kiedyś w sklepie zabawkowym, wypełnionym po brzegi dziećmi i kupujemy prezent. W pewnym momencie jednej Pani spadła szklanka zabawka, która roztrzaskała się na miliony części i widzieliśmy, jak do ust pchają się same niecenzuralne słowa. To taka scena jak w filmie, wszystko w zwolnionym tempie, matki wiedząc co się szykuje zatykają uszy dzieciom, Pani sprzedawczyni kiwa palcem w geście „Nie, nie, nie” i ta Pani reflektuje się w ostatniej chwili i z ostrym wkurzeniem na twarzy mówi soczystym głosem, akcentując wyraźnie sylaby: „O w dupkę kotka Filemonka!”.

fot. pixabay.com