Nie mam tarczycy. Jak jej brak wpływa na życie? 5 lat po operacji.

To chyba jedno z najczęściej zadawanych pytań, zaraz obok tego, co robię, że mam tak świetną figurę, mimo przyjmowanych hormonów. Dzień w dzień. I od tego chyba zacznę: to, że jestem tak szczupła, nie uważam za żaden plus. Jest mi z tym wręcz źle. Niestety, nie potrafię przytyć. Dlaczego o tym piszę? Bo jak we wszystkim w życiu, nic nie jest czarne ani białe. Życie bez tarczycy jest bardzo subiektywne – coś, co dla mnie może być minusem, dla kogoś plusem. Dlatego zanim przejdę do drugiej części tekstu, przypomnę coś, co podkreślam ZAWSZE – nigdy nie diagnozuj się przez internet, wszystkie podejrzane i dokuczliwe objawy konsultuj z lekarzem. Ja opowiem Ci, jak to wygląda u mnie – ale u Ciebie może być zupełnie inaczej. Pamiętaj o tym, proszę.

Operację wycięcia tarczycy z powodu nowotworu złośliwego przeszłam w 2016 roku, a konkretnie 10 czerwca. Poza tym, że zmieniło się wiele w mojej głowie, bo myślenie o życiu nigdy nie było już takie, jak przedtem, to zmieniło się wiele w sferze fizycznej, coś co wpływa na każdy mój dzień.

Wiesz co jest paradoksem? Zanim poszłam na operację, moja tarczyca funkcjonowała całkiem dobrze. Mogłabym nawet powiedzieć, że bez zarzutu. Rozwijający się nowotwór nie zdążył wprowadzić w jej funkcjonowanie żadnych znaczących zmian – nie wiem, czy napisałam to poprawnie z punktu medycznego, ale wydaje mi się, że najlepiej takie słowa to obrazują. Co chce przez to powiedzieć – idąc na operację, mój organizm funkcjonował dobrze pod względem pracy tarczycy. A po operacji oraz będąc w stałej suplementacji tabletek, organizm musiał nauczyć się funkcjonowania… jakby z chorobą. Dlaczego piszę „jakby”? Zdrowy człowiek ma TSH ma poziomie ok. 0.3-4.0. Najlepiej, jeśli jest to w okolicach 1.0-2.0. Ja, żeby zminimalizować ryzyko wznowy choroby, muszę troszkę oszukać organizm – moje TSH musi być na poziomie 0.1-0.4. Wtedy organizm jest w stanie nadczynności tarczycy. I o ile faktycznie zmniejsza to ryzyko wznowy, o tyle… muszę się mierzyć ze skutkami życia właśnie z nadczynnością tarczycy. Niestety, organizm nie wie, że to tylko takie „oszustwo”. Dla niego mam właśnie nadczynność tarczycy.

Zmęczenie

Coś, co dokucza mi każdego dnia, to… zmęczenie. Codziennie jestem zmęczona, od razu, jak się budzę. Ale nauczyłam się z tym funkcjonować – piję więcej kawy, staram się wysypiać, piję dużo wody, żeby nie dopuszczać do nawet chwilowego odwodnienia, które potęguje zmęczenie. To jest naprawdę dokuczliwe.

Niska waga

Tak, wiele osób po operacji tarczycy ma problemy z wagą. Ja też je mam – ale nie z tyciem, ale szybką utratą kilogramów. Zawsze byłam szczupła, mogłam jeść co chciałam, a waga niemal stała w miejscu. Teraz metabolizm przyspieszył – a dodatkowy stres związany np. z pracą jeszcze mocniej go podkręca. Efektem jest moja niedowaga. W tej chwili ważę ok. 49 kg. I tak, źle się z tym czuję – dążę do wagi 53 kg. Nawet w oponką na brzuchu, nie ważne. Chcę mieć wagę w normie, a przede wszystkim dobrze się ze sobą czuć. Teraz widzę, że ewidentnie jest mnie za mało. Czy trudno przytyć? Tak, jak i schudnąć. Na co dzień żywię się zdrowo. Naprawdę zdrowo. I jem dużo – dużo, że dużo. Bo lubię jeść. Pięć posiłków dziennie, przekąski i minimum 2 kolacje 🙂 I szczerze mam już dość tekstów: „Jak Ty to robisz, że tyle jesz, a taka chuda jesteś”. Od jakiegoś czasu dbam o większą ilość zdrowych tłuszczów w diecie, co mam nadzieję, pomoże mi nadrobić straty kilogramowe. Masło orzechowe dodaję nawet do porannej owsianki.

Leki, leki, leki

Codziennie rano muszę pamiętać o lekach. Od pięciu lat, każdego dnia po wstaniu, pierwsze co robię, to sięgam po blister z tabletkami. Czy to jest uciążliwe? Nie. Kwestia przyzwyczajenia. Biorę tabletkę, krzątam się, po pół godzinie wypijam szklankę wody z miodem i cytryną. Później jem śniadanie. Można by powiedzieć, że to taki rytuał. Każdy ma jakiś poranny. Ja taki. Kiedyś jadąc gdzieś czasem zapomniałam o tabletkach, później musiałam wracać lub pożyczać – na szczęście w nieszczęściu dziś niemal w każdym domu ktoś przyjmuje leki na tarczycę. Z czasem nauczyłam się jednego – w każdej torebce mam tabletki. Po prostu.

Bez częstych wizyt u lekarza ani rusz

Tarczyca pełni w organizmie bardzo ważną role. Kontroluje przemianę materii, wpływa na sen, libido, potliwość, wagę, płodność, koncentrację, pracę serca, mięśni i wiele, wiele innych. Zapotrzebowanie organizmu na hormony produkowane przez tarczycę zmieniają się jak w kalejdoskopie – pod wpływem stresu, pory roku, w ciąży to już w ogóle rollercoster. I u zdrowego człowieka tarczyca steruje sobie tymi hormonami – raz więcej, raz mniej, dostosowuje się do potrzeb. U mnie tego nie ma. Mam ustaloną dawkę leków. A organizm swoje potrzeby. Dlatego co ok. 3 miesiące idę na badanie krwi i do lekarza – żeby sprawdzić, czy aby mój organizm nie potrzebuje w tej chwili więcej bądź mniej hormonu.

Bóle głowy i migreny

Tego nie miałam wcześniej. Bóle głowy i migreny mam zawsze po zmianie dawki tabletek. Przeważnie między 4 a 6 tygodnie nowej dawki hormonów. To są dla mnie dni wyjęte z życia, jestem na lekach przeciwbólowych i naprawdę wtedy źle się czuję. Moja rodzina o tym wie, ja też nauczyłam się głośno mówić o swoich potrzebach i kiedy nie muszę, nie zaciskam zębów i nie przekonuję wszystkich wokół „sam radę”. Odpuszczam wtedy i odpoczywam. Kto miewał migreny ten wie, że potrafią być bardzo uciążliwe.

Szybciej się irytuję

To fakt. I z tym dyskutować nie będę. A może po prostu zmniejszyła mi się tolerancja na głupotę. Nie wiem. W każdym razie zaczęłam mocno unikać sytuacji stresowych i ludzi, po spotkaniu z którymi źle się czułam. I to polecam każdemu – bo to jedno z posunięć, na jakie masz realny wpływ. Z resztą musisz się nauczyć sobie radzić.

Ale warto. Ja daję radę. Ty też dasz.

 

Wpadnij do mnie na Instagram.
Codziennie pijemy razem kawę!

O TUTAJ – wejście na kawę z Kinką 🙂