Nic nie musisz…

… wszystko MOŻESZ!

Musisz rano iść do pracy, później odebrać dzieci z przedszkola i ugotować ten nieszczęsny obiad. Później biec po zakupy i jeszcze ten cholerny aerobik czy siłownia. Wieczorem przychodzą goście, więc trzeba upiec ciasto, zrobić kolację i jeszcze się uśmiechać! Kurde, ja to mam przewalone! Musze, musze i musze… a wcale, że nie musze. Bo ja MOGĘ! Zastanawialiście się kiedyś nad różnicą między muszę a mogę?

Ile razy narzekałaś/eś na coś, co musisz zrobić? Pewnie tysiące razy, ja także. I jak już się tak nakręcimy w tym narzekaniu, użalaniu się nad sobą i wchodzeniem w rolę cierpiętnicy, to w końcu w to uwierzymy. I będziemy mieć beznadziejny humor, dzień, a w końcu życie… Do czego zmierzam? Do tego, że większość problemów, z jakimi się borykamy jest wytworem naszej głowy. NASZEJ!

Uwielbiam cytat z filmu „Piraci z Karaibów”, w którym to Jack Sparrow mówi „Problem nie jest problemem. Problemem jest podejście do problemu”. Czy nie ma w tym racji? Pozwól, że odpowiem za Ciebie – oczywiście, że jest w tym mnóstwo racji!

Zamiast narzekać, płakać i użalać się nad swym strasznym losem, lepiej podnieść głowę do góry. Najłatwiej zacząć od czegoś prostego:

Zamiast „muszę” zacznij używać słowa „mogę”.

Najlepiej zwrot „muszę” całkowicie wykreśl ze swojego słownika. Bo między „muszę” a „mogę” jest ogromna różnica. „Muszę” ma wydźwięk negatywny, kojarzy się z krzykiem, karą, przymusem. A „mogę”? Z wyborem, przyjemnością, możliwością. Bo Ty nie musisz iść do pracy, Ty MOŻESZ to zrobić. Możesz pracę zmienić, jeśli Ci nie pasuje, możesz zostać w jednej firmie przez 30 lat – masz taki WYBÓR. Nie musisz przygotowywać przyjęcia i użerać się godzinami z gośćmi. Możesz w dniu urodzin zaszyć się w mieszkaniu i udawać, że nikogo nie ma w domu, albo MOŻESZ zaprosić gości i świetnie się bawić. Nie musisz w pośpiechu i z wielkim fochem odbierać dzieci ze szkoły. Możesz urządzić sobie z dziećmi spacer, pójść na lody lub poskakać po kałużach. Później MOŻESZ wyprać ubrania w pralce, w końcu to tylko ubrania. Nie musisz chodzić na siłownię i katować się na rowerku lub orbitreku, nie musisz też biegać o 6.00. Możesz wieczorem potańczyć zumbę, możesz poskakać na skakance, albo pobiegać w parku. Ćwiczenia wyzwalają endorfiny, a uprawianie sportu z wyboru a nie konieczności da Ci jeszcze więcej szczęścia. Masz ten przywilej, że MOŻESZ. Zamiast biadolić, bądź wdzięczny. Za to, że masz dzieci i możesz pójść z nimi na spacer. Za to, że jesteś zdrowy i możesz uprawiać sport. Za to, że świetnie gotujesz i pieczesz obłędne ciasta, a Twoi goście cieszą się, że mogą do Ciebie przyjść. Nie zrozum mnie źle – nie chodzi o to, żebyś od rana do wieczora chodziła uśmiechnięta i rzygała tęczą. Chodzi o to, żebyś zrozumiała, że masz z czego się cieszyć, wystarczy to docenić… a wcześniej dostrzec.

Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli nie nauczymy się doceniać małych przyjemności, to nie będą nas cieszyły nawet te duże.

Uśmiechasz się właśnie pod nosem i zastanawiasz się, jaka jest przyjemność w codziennych obowiązkach? A jest! Taka, że możesz zrobić wszystko sama, że masz taką możliwość. Wystarczy to docenić.

Jeśli choć raz byłaś w sytuacji, kiedy życie zatrzymało Ci się w miejscu i myślałaś, że to koniec, że nic gorszego już Cię nie spotka, to witaj w klubie. Od zawsze byłam wyjątkowo pozytywnie nastawiona do życia, ale wystarczyło, że życie zaczęło mi się walić i oblałam egzamin na optymizm. Nie ma jednak takich doświadczeń, które by nas czegoś nie nauczyły. Moje lekarka powtarzała, że nic się nie dzieje bez przyczyny. Trzeba więc przyjąć „na klatę” wszystkie przeciwności losu i wyciągnąć z nich lekcję.

Dzisiaj wiem, jakie życie jest kruche. Jakie jest cenne. I choć często niesprawiedliwe, warte przeżycia.

Początkowo się poddałam. Na szczęście na krótko. Doszłam do wniosku, że opcja którą wybrałam, jest najłatwiejszą z możliwych. A przecież ja nigdy nie chodzę na łatwiznę.

Poddać się, powiedzieć „Nie mam siły”, oddać swoje życie w ręce losu i innych ludzi – to pójście po linii najniższego oporu. To pójście na łatwiznę.

Dużo trudniej pozbierać się i zawalczyć o siebie. Bo zawsze jest o co walczyć. To trudne, zwłaszcza jeśli w grę wchodzi zdrowie i życie. Ale możliwe do wykonania. Potrzeba dużo silnej woli, samozaparcia. Ale da się, uwierzcie mi, da się.

Wystarczy chcieć i zmienić swój sposób myślenia. Nie poddawać się, choć życie będzie rzucało pod nogi kłody. Nie oszukujmy się, tak będzie jeszcze nie raz. Mam to szczęście, że trafiam w swoim życiu na fantastycznych ludzi, mam dużo wsparcia ze strony rodziny i przyjaciół, czego życzę każdemu z Was. Dlatego nie zamykajcie się ze swoim problemem. Duszenie w sobie emocji nie jest dobre. Dobrze jest opowiedzieć o nich komuś bliskiemu lub całkowicie obcemu, bez skrępowania. Wygadać się to tak, jakby oczyścić duszę. To też pewien rodzaj terapii.

Ale najważniejsze jest coś zupełnie innego. Najważniejsze to uśmiechnąć się do życia i zacząć traktować je jak przygodę, a nie karę.