Kocha czy nie kocha? I co ma z tym wspólnego perswazja?

Kiedy dwoje ludzi się kocha, a ta miłość nie podoba się rodzinie, Ci nie zawsze jawnie wtrącają się w ich związek… Cicho, między słowami, dają do zrozumienia zakochanym, że to się nie uda. Oczywiście, wszystko w białych rękawiczkach, za pomocą perswazji. A jeśli akcja dzieje się w XIX-wiecznej Anglii, to musi być powieść Jane Austen. „Perswazje” dają do myślenia.

Nie każdy mnie tutaj dobrze zna, dlatego nowym czytelnikom od razu się przyznaję – jestem uzależniona od powieści i filmów romantycznych. Lubię się wzruszać, lubię szczęśliwe zakończenia, lubię kiedy ludziom się udaje, lubię być zapraszana na śluby i wesela. Dlatego jesienią, kiedy wieczory są coraz dłuższe chętnie owijam się w koc, zaparzam gorącą herbatę i biorę do ręki książkę – oczywiście romantyczną.

Jane Austen uwielbiam. Do jej powieści wracam co jakiś czas – są takie niewymuszone, naturalne i romantyczne. Tym razem wybór padł na „Perswazje”, książkę którą wydano dopiero po śmierci autorki. Powieść jest krótka, czyta się ją bardzo szybko. Choć zakończenie jest takie, jakie chciałabym przeczytać, czuję pewien niedosyt – jest zbyt okrojone. Mimo to, gorąco polecam przeczytać, choćby po to, aby przekonać się, że perswazja, czyli sztuka przekonywania do własnych racji, była w sprawach damsko-męskich wykorzystywana chyba od zawsze. A już na pewno w XIX-wiecznej Anglii.

cam00004

Bohaterką jest Anna Elliot, która zbliża się do trzydziestki. Poznajemy ją w momencie, kiedy okazuje się, że jej próżny ojciec roztrwonił cały majątek i rodzina jest zmuszona opuścić  na jakiś czas dom i wyprowadzić się w inne miejsce. Zbieg okoliczności sprawia, że Anna pozostaje w rodzinnych stronach na prośbę młodszej siostry. Wtedy los po raz drugi stawia na jej drodze kapitana Wentwortha. Ukochanego, którego miłość odrzuciła przed ośmiu laty za namową rodziny…

„Perswazje” to piękna opowieść nie tylko o miłości, ale i o dojrzewaniu, o nauce podejmowania decyzji i liczenia się z ich konsekwencjami.

Nie pomyślałem o tym poważnie zawczasu. Nie wziąłem pod uwagę tego, że nadmierna zażyłość może oznaczać niebezpieczeństwo. I że nie miałem prawa sprawdzać w ten sposób, czy potrafię się zakochać w którejś z tych panien, bo mogło to wywołać nieprzyjemne plotki, jeśli nie coś gorszego. Popełniłem poważny błąd i musiałem liczyć się z konsekwencjami.

 To też spojrzenie z innej perspektywy na kokietowanie i zmierzenie się z tym, jak oceniamy uczucia innych.

Nie zgodzę się, by mężczyźni byli bardziej niż kobiety skłonni do niewierności i do tego, by zapomnieć o tych, których kochali i przez których byli kochani. Wierzę, że jest odwrotnie. Uważam, że istnieje pewna analogia między naszą konstrukcją fizyczną i mentalną. I skoro męskie ciała są silniejsze, to silniejsze są też nasze uczucia, zdolne przetrwać największe ciosy i największe burze.

Sztuka dyskusji, wyciągania wniosków, a przede wszystkim chęć podtrzymania rozmowy, wybadania partnera i opowiedzenie o własnych uczuciach w sposób nieoczywisty.

…jeśli wolno oprzeć się na podobnej analogii, kobiece (uczucia) są delikatniejsze. Mężczyzna jest znacznie silniej zbudowany niż kobieta, ale wcale nie żyje dłużej. I podobnie rzecz ma się z uczuciami. Zresztą w przeciwnym razie wasze życie byłoby zbyt trudne. (…) To wszystko byłoby nie do zniesienia – głos zadrżał jej nieco – gdyby natura obdarzyła was kobiecymi uczuciami.

Bo perswazje wykorzystywane są przez obie strony. Choć mężczyźni zarzucają, że to kobiety stosują różne sztuczki… To działa w dwie strony.

Mamy po prostu różne zdania na ten temat. Każde z nas jest trochę stronnicze ze względu na płeć. I ta stronniczość sprawia, że widzi przede wszystkim przypadki przemawiające za jego własną tezą. A wielu przypadków (i to szczególnie tych najbardziej wymownych) przytoczyć nie sposób, jeśli nie chce się zdradzić czyjegoś zaufania albo powiedzieć czegoś, co nie powinno być powiedziane.

„Perswazje” poza wątkiem romantycznym, pokazują życie angielskiej arystokracji. Kiedy czytam o priorytetach jakimi kierowały się klasy wyższe, lekko się uśmiecham… co chyba było zamierzeniem autorki – pokazać to wszystko w sposób ironiczny. Ale czy w życiu tak też nie jest? Kiedy ktoś się z kimś wiąże, bliscy chcą wiedzieć, czy to odpowiednia partia, czy w rodzinie nie było skandali, czy mężczyzna dobrze zarabia, czy jest w stanie utrzymać żonę i dzieci. To się nadal dzieje.

Dlatego warto na koniec wziąć sobie do serca to, co postanowiła w pewnej chwili Anna… może z lekko przymrużonym okiem 🙂

(…)pozostawało tylko ustawić się odpowiednio i ruszyć do sali koncertowej. 
Ukazać się w pozie godnej własnej pozycji, przyciągnąć jak najwięcej spojrzeń, wywołać jak najwięcej szeptów
 i zakłócić spokój jak największej liczbie osób.

Ta powieść pozwoliła mi nie tylko zrelaksować się, ale i podsunęła pomysł na fajny tekst. Oczekujcie go niebawem. Będzie… zabawnie 🙂