Kiedy wiesz, że Twoje życie się już kończy…

Kiedy zdiagnozowano u mnie raka, pierwsze co pomyślałam, to jak będzie dorastało moje dziecko beze mnie i czy mój mąż da sobie z tym wszystkim radę. Sam. On i syn. Pomyślałam o tym wszystkim, co muszę im przekazać. Tak przyziemne rzeczy, jak spisanie wszystkich ulubionych przepisów Kacperka, ten na makaron z łososiem, naleśniki z serem i muffiny. Z gorzką czekoladą, którą zawsze kiedy kroję, młody mi podjada. A ja udaję, że tego nie widzę. A później przekomarzam się z nim i pytam z teatralnym zdziwieniem, kto zjadł mi te kawałki czekolady. A on udaje, że się nie śmieje i próbuje zachować powagę. A potem przytula się mocno do mnie i mówi, no przecież ja mamusiu. Wiedziałam, że muszę powiedzieć o tym mężowi, że ma się na niego nie złościć, kiedy będzie podjadał ten kawałek czekolady przed obiadem. Bo to tylko kawałek, a tyle radości. Najwyżej zje jednego ziemniaczka mniej. Zanotowałam też, żeby pamiętał o krzyżyku, jaki codziennie przed snem robię na główce synka, żeby Aniołki go pilnowały. I że wiedziałam, żeby przeprowadzić z mężem poważną rozmowę i poprosić go, żeby ułożył sobie kiedyś życie na nowo. Wiedziałam, że nie zechce słuchać, ale wiedziałam też, że muszę mu o tym powiedzieć. Że go kocham, że będę kochała zawsze i że właśnie dlatego, że tak go kocham, chcę żeby on był szczęśliwy. Żeby wiedział, że ja nie mam nic przeciwko, żeby kiedyś kogoś pokochał. Że to nie będzie znaczyło, że o mnie nie pamięta.

Pamiętam, że było wtedy zimno. Padał śnieg. A ja zamiast biegać z dzieckiem i skakać w kaloszach po kałużach, leżałam w łóżku i modliłam się, żebym nie musiała nigdy powiedzieć: „Syneczku, mamusia za jakiś czas pójdzie do nieba. Bądź dzielny. I pamiętaj, że zawsze będę Was kochała”. To był okres, o którym nigdy tutaj nie pisałam. To był czas, kiedy skumulowała się wiadomość o stracie ciąży i raku. To było za wiele, jak na moje lekkie i wątłe barki. To był moment, w którym się poddałam.

…powiedzieć „Kocham” ostatni raz
Zastanawiałaś się kiedyś, co by było, gdyby Ci ktoś powiedział, że został Ci dzień życia? Że musisz powiedzieć o tym dziecku, mężowi, rodzicom i przyjaciołom? Że Twoja wędrówka się kończy, album wspomnień zamyka, a przecież zostało jeszcze tyle miejsca na kolejne zdjęcia. Szczęśliwe chwile. Tego już nie będzie. Przyszedł październik, mija kolejna rocznica śmierci fantastycznej mamy, partnerki, przyjaciółki, kobiety, wspaniałej aktorki. To już trzy lata, kiedy wszystkie media mówiły tylko o tym, że Ania Przybylska zmarła. Pamiętam, jak w jednym z wywiadów jej mama mówiła, że Ania zawsze wszystko robiła szybko. Szybko się zakochiwała, szybko założyła rodzinę, chłonęła życie… tak, jakby wiedziała, że zostało go już niewiele… I zamiast publikować w mediach nikomu niepotrzebne fakty z jej życia, szczegóły z małżeństwa i inne informacje, które nie powinny nas interesować, czy zamiast tego lepiej nie napisać: Hej, nie odkładajcie życia na później. Żyjcie jak ona. Pięknie. Tak, jakby kolejny dzień miał być ostatnim.

…ostatni raz uśmiechnąć się do życia
Zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego ludzie zmagający się z różnymi chorobami, osoby które doznały jakiejś tragedii czy takie, które pokonały nowotwór tryskają energią? Że mają więcej siły niż zdrowi, więcej chęci do życia, są mniej zmęczeni, choć organizm aż się prosi o regenerację i mają jeszcze siłę podnosić innych? Mnie to zawsze zastanawiało. Pojęłam to dopiero, kiedy sama zachorowała. To jest dziwne… Wyobraź sobie, że stoisz nad przepaścią, a w dole ocean, i mnóstwo kamieni. Zachwiejesz się i ze strachu przed upadkiem zaczniesz machać rękami, będziesz czuła, jak kamienie lecą w dół i rozbijają się o taflę wody i kiedy już pomyślisz, koniec, wpadnę…  wtedy jednak udaje Ci się uratować. Robisz krok w tył i stoisz. Żyjesz.

Ci, którzy doświadczyli tego, jak kruche jest życie robią krok w tył. I zaczynają żyć od nowa. Lepiej, piękniej, intensywniej. Bo wiedzą, że jutra zwyczajnie może nie być…

…ostatni raz odetchnąć
Znasz to uczucie, kiedy wychodzisz rano na podwórko? Jest zimno, strasznie zimno. Zakładasz na głowę kaptur, bo niedosuszone rano włosy zaczynają zamarzać. Niecierpliwie przestępujesz z nogi na nogę i chuchasz w dłonie, próbując je ogrzać. Patrzysz, jak wydychane powietrze unosi się do góry. Rozglądasz się wokół, widzisz pana z piekarni, który biegnie z chlebem do samochodu, żeby zawieźć go do marketu. Widzisz ulubioną kwiaciarkę, która zerka nerwowo na zegarek i otwiera sklepik, bo na dzisiaj ma dużo pracy i przez to, że były korki może nie zdążyć. Widzisz jakąś mamę, która biegnie z dzieckiem do przedszkola, krzyczy, żeby się pospieszyło, bo ona spóźni się do pracy. Widzisz młodych ludzi, którzy żegnają się buziakiem i każde z telefonem w ręku biegnie na tramwaj. Widzisz jak świat pędzi i… buntujesz się. Zerkasz leniwie w niebo i widzisz, jak płatki śniegu tańczą, widzisz słońce nieśmiało przebijające się przez chmury. Widzisz to wszystko, czego wcześniej nie widziałaś. I mocno pociągasz nosem i wdychasz mroźne, zimowe powietrze. Tak mocno, że czujesz je w środku. I czujesz, jak dostajesz mnóstwo energii. Pomyślałaś kiedyś o tym, żeby tak chłonąć życie? Tak zachłannie i buntując się wobec tego pędu?

…powiedzieć, „To już koniec”
Nie potrafię napisać więcej, bo od kilku dni łzy płyną mi do oczu, kiedy tylko usiądę do tego tekstu. Ja wiem, co to znaczy, że życie może się skończyć w jednym momencie. Wiem, jak dużo walki kosztowało mnie pokonanie wszystkiego i dojście do momentu, w którym dzisiaj jestem. Pokonanie fizyczne choroby, zapanowanie nad psychiką i rozpoczęcie nowego etapu życia. Odnalezienie radości życia. Wiem, ile warte jest życie. Bo mi się udało. A wielu osobom nie. Choć tak samo walczyły, tak samo chciały żyć, tak samo krzyczały do nieba i błagały o jeszcze jeden dzień, o jeszcze jedno przytulenie dziecka, zatopienie się w ramionach męża, gdzie zawsze miało być bezpiecznie, o jeszcze jeden kawałek szarlotki mamy i kawę wypitą z tatą. Prosiły o to, co ty często nazywasz głupotami i zapychaczami dnia. Nudą. Dla nich, dla mnie, to był wtedy sens życia. I nadal jest.

Im się nie udało. Jej także. I wtedy muszą paść trudne słowa, najtrudniejsze w świecie: „Będę Was pilnowała, z góry. Ułożycie sobie życie, chcę tego. Chcę żebyś miał dobrą żonę, która pokocha dzieci. Bo Cię kocham. I chcę Twojego szczęścia”.

Nie czekaj, aż życie da Ci lekcję. Zrób krok w tył, nawet dwa i… odetchnij pełną piersią. Życie jest piękne!