Kiedy syn poprosił mnie o to rano, zaczęłam się zastanawiać, gdzie popełniłam błąd

„Nie noś, nie noś go tyle, bo się przyzwyczai” – nie dałabym rady zliczyć, ile razy to słyszałam. W stosunku do swojego dziecka i kiedy byłam obok, obserwatorem. Zawsze zastanawiało mnie, po pierwsze do czego niby mogłabym to moje dziecko przyzwyczaić, a po drugie – jaki problem ma w tym druga osoba, skoro jeśli już, to ja będę to dziecko nosiła, nie ona. No nie nosiłam i nie przyzwyczaiłam. Przynajmniej nie do noszenia, ale do czegoś jednak tak.

Nosiłam zawsze, kiedy dziecko płakało, a na rękach się uspakajało. Nosiłam, kiedy wyciągało rączki i wymownie pokazywało, że chce w moje ramiona. I z tej perspektywy oglądać świat. Nie przyzwyczaiłam, to przecież absurd – znacie przedszkolaka, który woli siedzieć u mamy na rękach niż ganiać po podwórku? Zupki blendowałam tak długo, jak tego chciał – do dziś woli zupy krem, niż takie z farfoclami, jak jego tatuś. Wszystko inne jadł ładnie, zupy lubił – ale w formie kremu. I robiłam samolociki – kiedy nie chciał jeść, nawet skakałam, machałam rękami i robiliśmy sztuczki na zmianę. Dziecko to dziecko, czasem trzeba go zachęcić inaczej, niż inne. Oby zjadło. Cóż, dziś nie je przetartych dań. Nie przyzwyczaiłam. Ty też nie przyzwyczaisz. Tak samo zasypia sam, nie na rękach, choć straszyli mnie, że będę usypiała go aż do szkoły średniej. Nie przyzwyczaiłam. Ty też nie przyzwyczaisz.

Do czegoś jednak przyzwyczaiłam.

Tuż po 7.00 młody obudził się i zawołał mnie do siebie. Zwlekłam się z łóżka, poszłam do jego pokoju i pierwsze co, zadałam sobie pytanie: „Gdzie popełniłam błąd?”. Po chwili się jednak uśmiechnęłam, trochę do siebie, trochę do niego. Kacper leżał na wznak z wyprostowanymi nogami, popatrzył na mnie i powiedział z rozbrajającym uśmiechem i szczerością: „Mamusia, pomasujesz mi stópki? Wtedy dzień od razu jest lepszy.” Pomasowałam.

Uczę go, że z każdym problemem może do mnie przyjść. Że nie ma głupich pytań, są tylko odpowiedzi, których jeszcze nie znamy. I wiem, że moc sprawcza mojego buziaka, który przegania wszystkie smutki za jakiś czas minie, tak samo być może za rok już nie poprosi, żebym pomasowała mu stópki.

Dzieci wyrastają z wszystkiego. Nie przyzwyczaisz ich do tego, żeby w dorosłości noszono je na rękach, żeby jadło blendowane zupki czy zasypiało na rękach. Ale możesz przyzwyczaić je do tego, że zawsze może na Ciebie liczyć. Że go nie wyśmiejesz, że na coś jest już za duży, że to nie wypada, że będzie się dwa razy zastanawiał, czy ma Ci powiedzieć o swoim kłopocie, bo obawia się Twojej reakcji.

Przyzwyczaj dziecko do tego, że może Ci ufać, że jesteś obok, że ma wsparcie i oparcie. Że kiedy będzie płakało, będziesz pierwszą osobą, do której się zwróci. Kiedy będzie mu źle, pójdzie do Ciebie. Kiedy nie będzie potrafiło sobie z czymś poradzić, przyjdzie do Ciebie. Kiedy zechce się przytulić – znajdzie Twoje ramiona. Z innych rzeczy wyrośnie. Z tego oby nigdy.