Jest tylko jedna rzecz, której tata nie może zrobić przy dziecku. Jedna

Żyjemy w naprawdę fajnych czasach. Coraz częściej odchodzi się od stereotypu, że tata to jaskiniowiec, którego zadaniem jest zadbanie o byt rodziny, którego całymi dniami w domu domu nie ma, a mama zajmuje się dzieckiem. Wychowanie dziecka nie leży już tylko w gestii mamy – tatusiowie bardzo chętnie włączają się w rodzicielstwo, bez szczególnego namawiania. I tak, wiem – są jeszcze domy, gdzie mężczyźni nie kwapią się do zajmowania maluchami. W moim otoczeniu takie sytuacje to już wyjątki. Bo męski tata to nie taki, co siedzi przed telewizorem, ale taki, co to pozawala, żeby córka pomalowała mu paznokcie na wspólnej herbatce, na różowym kocyku. I może robić inaczej niż mama. Dlaczego?

Kiedy Kacperek był mały, był okres, kiedy to ja byłam pępkiem jego świata. Choć od początku oboje poświęcaliśmy mu bardzo dużo czasu, mama to była mama, pewnie schemat doskonale Wam znany. Dzisiaj młody ma 7 lat i z niecierpliwością czeka, aż tata wróci z pracy. Wtedy mówi: „Mamo, idź sobie odpocznij, a my pobawimy się z tatą”. I ja szczególnie nie protestuje, tak dla jasności 🙂 Lubimy spędzać czas we troje, ale dajemy sobie czas na spędzanie go we dwoje – ja z synem, Radek z synem. I zawsze te zabawy się różnią. Inaczej spędzam czas z Kacperkiem ja, a zupełnie inaczej Radek. I nigdy nie dążyliśmy do tego, że te zabawy muszą być zbieżne. Co więcej, oni we dwójkę nawet inaczej jedzą, robią inne kanapki, wybierają inne dania w restauracji i zabawy. To jest ich czas. I oni go potrzebują.

Jakiś czas temu rozmawiałam z kolegą, który denerwował się, że nie może niczego zrobić przy dziecku, bo żona z teściową non stop go poprawiają. Kiedy córka miała 2 latka powiedział żonie, że on nie chce konkurować z nią o to, kto ma być dla dziecka lepszą matką. Bo ojciec ma być ojcem, nie drugą mamą. To był przełom w ich relacjach. Jakiś czas później rozmawiałam z Roksaną, która opowiadała mi, że cały czas miała w głowie słowa mamy: „To jest facet. On tak nie potrafi. Kobieta zrobi to lepiej.  Może z nią w piłkę pograć, ale nie karmić, nie zrobi tego tak dobrze jak Ty. No i ubrudzi całą kuchnie. Po co Ci to.” Winić mamę? Nie, bo tak została wychowana, myślała, że tak jest dobrze i chciała pomóc córce. Pomóc jej odmawiać mężowi sobie pomóc. Paradoks, prawda? Dzisiaj, kiedy spotykamy się na kawie, Roksana śmieje się i mówi: „Jaka ja byłam głupia! No przecież facet ma radochę z karmienia dziecka, lata tym samolocikiem z łyżeczki po całej kuchni, gdzie ja nie odrywam tyłka od krzesła, przygotuje jedzenie, nabrudzi, a potem posprząta. A ja mam wtedy czas dla siebie. Wszyscy są zadowoleni. On zrobi to po prostu inaczej niż ja. Ale przecież nie oznacza to, że gorzej”.

I tak myślę, że to często my kobiety torujemy partnerom drogę do dziecka. Poprawiamy ich, upominamy, wszystko jest „źle, źle, źle”, święty by oszalał. I chciałabym Wam tu opowiedzieć o rozmowie, jaką Radek odbył z Kacprem. Mówił, że to był dla niego kubeł zimnej wody. Był z Kacprem na treningu i chciał mnie o coś zapytać. Kiedy odłożył telefon, Kacper zapytał go:

  • Tato, a dlaczego Ty pytasz o wszystko mamę? Przecież możesz sam podjąć decyzje, jesteś dorosły!

Często mówię, że dzieci mogą nas wiele nauczyć, wystarczy dokładnie ich słuchać i traktować poważnie. Pamiętajcie: Tata nie jest lepszą, ani gorszą mamą. Tata ma być tatą.

 

Jest tylko jedna rzecz, której tata nie może zrobić przy dziecku – to karmienie piersią. Z wszystkim innym jeśli chce i my nie będziemy mu stawać na drodze, doskonale sobie poradzi. Zrobi inaczej, ale da radę.