Jest jedna rzecz, jaką zrobię w te święta. I nie ważne, co pomyśli moja rodzina

„Wiesz czemu nie sprzątam w święta? Bo to jakiś chory zwyczaj, przez który nienawidziłam świąt, jako dziecko. Pamiętam jak od połowy adwentu w domu panowała jakaś totalnie chora atmosfera. A kilka dni przed świętami to już porażka. Mama budziła nas po 7.00, co z tego że nie szliśmy do szkoły, skoro święta za pasem i sprzątać trzeba. Sprzątać, sprzątać, sprzątać! I to cholerne szorowanie kryształów, które stały na półkach tylko po to, żeby zbierać kurz, choć jak mówiła moja mama, to pamiątka ślubna. Którą musieliśmy w Boże Narodzenie i Wielkanoc czyścić. Okna, bo przecież sąsiadka zobaczy, nowe firanki, bo ciocia też ma, czyszczenie szafek, strychu i piwnicy. Potem godziny w kuchni i absolutnie niczego nie kosztuj, bo to na święta. Choinka to sztuczna, bo żywa to się sypie i trzeba potem codziennie odkurzać. Po Wigilii mama zasypiała zaraz po kolędowaniu, bo te porządki totalnie dały jej się we znaki. Jak nam wszystkim. I co nam po tym wyszorowanym domu, skoro wszyscy pokłóceni, zmęczeni i wściekli? Obiecałam sobie, że kiedy dorosnę, nigdy takich świąt nie zafunduje moim dzieciom”

Asia po latach zapytała mamę, dlaczego co roku w święta wpadała w taki szał porządków, co skutecznie sprawiło, że na zbliżające się święta miała ciary na rękach i zanim się zaczęły, ona marzyła, żeby się skończyły. Mama powiedziała jej, że robiła to dla nich, a poza tym… takie święta pamięta z domu rodzinnego.

Ja nie mam absolutnie nic przeciwko czystości w domu, sama jej pilnuje. Ale nie wyobrażam sobie robić generalnych porządków na kilka dni przed świętami. Robię je późną jesienią i późną wiosną, wychodzi to na zdrowie całej naszej rodzinie. I te okna, które stały się już kultowe – myję okna, kiedy są brudne. Nie dlatego, że robią to wszyscy i że idą święta. A poza tym… jeśli nawet macie brudne, bo w czasie, kiedy chcieliście je myć, piekliście ciastka z dzieckiem i robiliście ozdoby, a może zwyczajnie odpoczywaliście na kanapie po pracy, zero wyrzutów sumienia. Jeśli jesteście wierzący musicie wiedzieć, że Jezus przychodzi też przez brudne okna. Bo to nie one liczą się w tym czasie. My przez święta skupiamy się na wspólnym pieczeniu ciastek, na zabawie, na kolekcjonowaniu świątecznych wspomnień.

Jest kilka punktów które praktykuje w czasie świąt:

  • można jeść wypieki przed Wigilią
    U nas nie ma powiedzenia „Zostaw, to na święta”, a jak tylko święta się skończą to lament „Jedzcie, tyle tego zostało, szkoda wyrzucać”. Jak się zje ciastka wcześniej ze smakiem, to na zdrowie! Nie chcę wyrzucać, nie chcę robić góry jedzenia, której nikt nie zje. Jeśli ktoś ma ochotę na makowca dzień przed Wigilią, do kawy, proszę bardzo – nawet dwa kawałki. Jak się ciastka skończą, upiekę nowe.
  • dziecko nie jest małpą w cyrku
    Tak, nie zmuszam dziecka do przytulania krewnych, których nie zna. Nie musi nikogo całować, recytować wierszyków. Ma ładnie podziękować za prezent i świetnie się bawić. Zawsze wczuwam się w sytuację dziecka, na które się naciska i każe mu śpiewać, pokazywać sztuczki i inne talenty. To jest miłe, ja wiem, że rodzice chcą się pochwalić, ale jeśli dziecko nie ma ochoty – nie zmuszajmy go. Nie psujmy mu tych świąt.
  • każdy może dekorować dom i pichcić
    Znam osoby, które nie dopuszczają dzieci do kuchni i ozdób, bo maluchy popsują. Ja pozwalam, nawet jak będzie krzywo i nie tak, jak z katalogu. To nasze święta, wspólne. A podczas wspólnego gotowania i przygotowywania dekoracji, można się świetnie bawić i godzinami rozmawiać.
  • mama nie robi wszystkiego
    I to jest bardzo ważny punkt – każdy coś robi, każdy pomaga, aby w święta wszyscy mieli siły i świetnie się bawili. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że ja robię wszystko, a po Wigilii padam i marzę o tym, by święta się skończyły. Robimy tyle, na ile mamy czas i siły. Robimy wszyscy. Bo to nasze Wspólne święta.

Wiesz co zrobię w te święta? Spędzę je tak, jak chcę. Tak, jak czuję. Zrobię to, na co mam ochotę, a nie to, czego oczekują inni. Od dwóch lat kierując się tą zasadą, nasze święta są wyjątkowe. Bo pachną cynamonem i pomarańczą, nie środkiem do mycia okien. Bo są pełne śmiechu i radości, a nie złości i sprzeczek. Bo szanuję tych, którzy uwielbiają biegać ze szmatką do ostatnich minut przed Wigilią i tych, którzy wyjeżdżają na święta do hotelu, bo tak odnajdują spokój. Chcę wieczorem wskoczyć w nową sukienkę, nawet już ją wybrałam, ulubione szpilki i spędzić ten wieczór uroczyście, pełna sił i energii z ludźmi, których kocham. Jest jedna rzecz, która sprawi, że te święta będą udane – spędź je po swojemu.

Już wiesz, czym będą pachniały Twoje święta?

Sukienka – Orsay

*Wpis powstał we współpracy z marką Orsay.