Jak osiągnąć sukces?

Przecież tutaj jest tak radośnie, tak kolorowo i zabawnie. Gdzie tu miejsce na raka? – zapytała mnie niedawno znajoma. Powiedziała, że strasznie jej się to kłóci z tematyką bloga. Zapytała też, czy nie boję się, że ktoś zechce nawiązać ze mną współpracę, ale zobaczy, że tutaj takie poważne teksty o raku i odejdzie. Mówiła też, że te teksty pewnie zaniżają mi statystyki, bo umówmy się – ile jest osób wśród moich Czytelników, których problem dotyczy. I czy ja się nie boję, że to mnie pogrąży. Rak i sukces – to nie idzie w parze.

Nie, nie boję się.

Czy o tym wcześniej myślałam? Tak.

Czy chciałabym zrezygnować? Nie. Nigdy.

Sukces? Dla każdego jest czymś innym.

I choćby te teksty miało przeczytać 5 osób i 1 z nich dzięki nim zdecyduje się podjąć walkę – warto o tym pisać. I choćby te teksty przeczytał mąż żony chorej na raka tarczycy i od teraz będzie wiedział jak jej pomóc – warto o tym pisać. I choćby jedna osoba miała mi napisać: „Już się nie boję” – warto o tym pisać. I choćby jedna osoba poszła zrobić biopsję lub chociaż badanie krwi – warto o tym pisać. Tutaj nie są ważne statystyki. Chyba, że mówimy o statystykach raka tarczycy, osobach które się przebadały lub zaczęły żyć mimo tego, co je spotkało. Tak, te statystyki są tutaj ważne. Bo życie jest tego warte.

Po tym wszystkim co się stało, czuję że mam wobec życia dług do spłacenia. Dług wdzięczności. I wybrałam taką formę – pomóc tym, co zaczynają, wspierać ich i oswajać z chorobą. Zachęcać do badań i uczyć wspierać chorych, co jest bardzo trudne. I pokazać, że da się tutaj żyć normalnie! Dlatego nie ważne ile osób przeczyta teksty z cyklu #zdrowaśroda. Ważne, że one trafią do tych, co mają. Choćby była to jedna osoba… Warto. Zawsze warto, jeśli chodzi o życie.

Bo jak dla mnie, to to wszystko tworzy bardzo logiczną całość. Życie nie jest tylko czarne albo białe. Nie jest też zawsze tylko kolorowe. Ale można nauczyć się fajnie w tych przełamanych kolorach funkcjonować. I odnieść taki sukces, o jakim się marzy. Jest tylko jeden warunek. Ale od początku.

3

Nie zawsze jednak wiedziałam, co chcę robić. Nie zawsze potrafiłam iść pod prąd. Nie zawsze miałam odwagę próbować nowych rzeczy. Nie zawsze potrafiłam odważyć się zrobić ten pierwszy krok. Nie zawsze potrafiłam odciąć się od tego, co mówią inni i… działać tak, jak dyktuje mi serce. Nie po szczeblach drabiny, która prowadziła do sukcesu. Ale w samą stronę sukcesu. Podjąć walkę, spróbować, powiedzieć sobie, że warto spróbować. Bo naprawdę może się udać. Po latach zrozumiałam, co było powodem tego, że moje marzenia, moje plany, moje cele – stały w miejscu. Tak, było ważne ograniczenie. Najważniejsze.

Powstało tysiące poradników na temat drogi do sukcesu. Pięć punktów jak zostać kimś, 10 zasad człowieka sukcesu i inne porady, które miały zaprowadzić nas do sukcesu. Ciebie i mnie. Wiesz czemu one nie działają? Bo na drodze do Twojego sukcesu nie stoi brak szczęścia, brak znajomości, brak pieniędzy. Na drodze do Twojego sukcesu stoi… stoisz Ty sama. Tak, Ty sama.

Sama nie pozwalasz sobie na sukces. U mnie zawsze było mnóstwo wymówek. W myśl zasady, że kto chce szuka sposobu, a kto nie chce szuka powodu. Ja niby chciałam, ale się bałam. I szukałam powodów, dlaczego coś nie ma możliwości powodzenia. Dlaczego nie powinnam zacząć czegoś robić. Dlaczego coś nie jest mi pisane. Doskonale wiedziałam, czego mi brakuje i kto dużo lepiej by się odnalazł w tym, czego chciałam ja. Najgorsza jednak była jedna myśl – a co, jeśli się nie uda? Po co więc próbować, skoro po pierwsze nie mam szans na sukces, a po drugie – jeśli spróbuję, nie uda się i dopiero będę nieszczęśliwa. Jak się okazało po latach, przeszkody rodziły się tylko w mojej głowie. Domyślam się, że doskonale wiesz, o czym mówię. Bo na drodze do sukcesu… często stoisz Ty sama.

5

I pewnie wmawiasz sobie, że:

  • Jest za późno na zmiany. Jesteś za stara, w tym wieku nie ma co zaczynać, i tak nic z tego nie wyjdzie. Gdybyś zaczęła tak od razu po studiach, to miałoby sens. Ale nie teraz. Nie po trzydziestce.
  • Nie mam takich zdolności. Nie umiem tego, tamtego i jeszcze trzech innych rzeczy. Nawet się za to nie biorę. Może gdybym miała wiedzę w tym temacie, mówiła w tym języku, to może coś by z tego było…
  • Mój wygląd mnie dyskwalifikuje. I tutaj nie ma z czym dyskutować.
  • Nie mam czasu. Inni mają go więcej. Przecież mam tyle zajęć, gdzie tu znaleźć czas na nowe! Gdybym była na miejscu X pewnie bym to zrobiła, ale ona ma łatwiej.
  • Winni są wszyscy wokół. Rodzice, bo tak Cię wychowali. Szef, bo nie daje Ci rozwinąć skrzydeł. Koleżanka, bo ma bogatych rodziców. Kuzyn, bo ma znajomości. I system. System zawsze jest winny każdemu niepowodzeniu. Cóż, taki klimat. Nic nie poradzimy.
  • I moje ulubione: Po prostu nie umiem.

Skąd to wiem? Bo sama tak robiłam. A gdyby tak: wiek przekuć w swój atut. W końcu idzie za nim doświadczenie. A gdyby tak brak zdolności odsunąć na bok i równocześnie z nowym zacząć szkolić się w tym, co od dawna było kulą u nogi? A gdyby tak nie zwalać niepowodzeń na innych, ale po prostu zacząć działać? A gdyby tak przestać szukać wymówek, usprawiedliwień, przestać obwiniać o swoje niepowodzenia innych, przestać robić z siebie męczennicę i ofiarę, przestać stać w miejscu. A gdyby tak nie obwiniać życia, za to że stawia nam na drodze przeszkody, ale po prostu spróbować je ominąć? Gdyby tak dać sobie przyzwolenie na krok do przodu? Gdyby tak dać sobie szansę? Szansę na sukces?

Powiesz mi, że łatwo mi mówić? Ja się ostatnio złapałam na czymś absurdalnie śmiesznym. Zauważyłam to nie tylko u siebie, ale i u mnóstwa innych osób. Potrafimy długo tłumaczyć, dlaczego czegoś nie robimy. Wręcz godzinami o tym opowiadać. I opowiadać. A gdyby ten czas przeznaczyć właśnie na naukę czegoś nowego? Wpadł mi też do głowy pewien pomysł: gdybym wymyśliła sobie nową umiejętność i poświęciła jej codziennie 5-10 minut, ciekawe jakie efekty osiągnęłabym po miesiącu. I mam nadzieję, że do końca marca coś wymyślę i w kwietniu przeprowadzę eksperyment!

A gdyby tak… spróbować?

Wiecie co mnie najbardziej cieszy w półrocznej kampanii jaką robię razem z Orsay? Z ogromną, międzynarodową marką, którą kochają miliony kobiet na świecie? Najbardziej cieszy mnie to, że mogę Wam pokazać, że mimo ograniczeń, które sami sobie stawiamy, możemy realizować marzenia. Że możesz mieć ogromną bliznę, która mogłaby Cię dyskwalifikować w zostaniu modelką, ale…. nie musi. Bo możesz średnio znać się na modzie, ale możesz reprezentować dużą markę odzieżową. Bo choć przeszło się straszną chorobę, choć minęły tygodnie, zanim człowiek wrócił do normalnego życia, to nie musi teraz wegetować. Może normalnie żyć i mierzyć wysoko. Dostaję od Was setki wiadomości, że Was inspiruję tym co robię i że lubicie to miejsce za autentyczność. I pewnie doskonale wiecie, że nie byłoby mnie tutaj, nie byłoby tego miejsca, gdybym wciąż wmawiała sobie wszystko to, o czym pisałam wyżej. Nie miałam żadnego pojęcia o tym, na czym polega blogowanie. Nie miałam żadnych znajomości w blogosferze. WordPress, hosting i domena, to były dla mnie tajemnicze zaklęcia. Nawet nie miałam Instagrama. Miałam jednak coś ważnego: chęci i wiarę w to, że to co robię jest dobre, daje mi satysfakcje, zadowolenie i szczęście. Pozwala mi się rozwijać. Pokonuję słabości, wychodzę ze strefy komfortu, bo chcę iść dalej. Czy jest łatwo? Nie. Czy chciałabym zrezygnować? Nie, nigdy!

4

Nie wiem, jak osiągnąć sukces. Wiem za to jedno – nie możesz sobie sama stawać na drodze, do tego sukcesu. Nie możesz sama stawiać sobie ograniczeń. Wiem też, że kiedy zaczniesz robić to co kochasz, co daje Ci autentyczne szczęście, sama idea sukcesu odejdzie na bok. Bo to co robisz da Ci tyle szczęścia i satysfakcji, że nie będzie Cię interesowało, czy w oczach innych odniosłaś sukces. Bo sukces jest pojęciem względnym – dla jednych to świetna praca, dla drugich dom, udany związek, możliwość podróży, odważenie się na coś, na co wcześniej nie miało się odwagi. I każdy z tych sukcesów jest ważny! I warto do niego dążyć! Pamiętaj, każdy kolejny krok w stronę tego, co kochasz będzie Twoim sukcesem. Każde pokonanie barier i wyjście ze strefy komfortu będzie Twoim sukcesem. Ja jestem szczęśliwa przez to, co robię. I to jest dla mnie sukces.

Pamiętasz slogany z poradników: sumienność, rzetelność, ciężka praca, wytrwałość, pracowitość? To wszystko jest niesamowicie ważne. I to nie są puste slogany. Ktoś kiedyś powiedział, że do sukcesu nie ma drogi na skróty, a sama droga najczęściej jest większym sukcesem i radością, niż osiągnięcie celu. Ja mogę podpowiedzieć Ci to, czego sama się uczę – nie szukaj wymówek, ale sposobów. I bądź autentyczna w tym co robisz, w tym kim jesteś. Bo autentyczność się broni. I choć na pierwszy rzut oka, komuś może się nie wydawać, że to co robisz ze sobą nie gra i nikt Cię takim nie kupi, nie przejmuj się. Ja też się tym nie przejmuję. Bo jestem, jaka jestem. I albo ktoś mnie lubi w pakiecie, z całym moim kolorowym bagażem, albo nie. I myślenie w taki sposób też jest moim ogromnym sukcesem! Bo przecież mogłam wciąż szukać wymówek…

Idź swoją drogą. Nie kopiuj innych, nie dąż do bycia takimi jak oni, nie chciej być taka, jak ktoś. Bądź sobą. Po prostu. Dla mnie ten krok jest właśnie sukcesem. To że odważyłam się na zmiany i zamiast szukać wymówek, zaczęłam szukać sposobów. Dałam sobie szansę. A gdzie mnie ta droga zaprowadzi? Nie wiem. Ale to, że wykonałam krok… to jest właśnie mój sukces!

A Ty, pozwolisz sobie na zmiany, na swój sukces?

7

foto. Piotr Duda

 

POZDRAWIAM!

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, UDOSTĘPNIJ go proszę
– skoro podoba się Tobie, może spodoba się też Twoim znajomym?

Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co się u nas dzieje – na FACEBOOKU codziennie rozdaje mnóstwo dobrej energii i humoru! Dołącz do nas – pijemy kawę, śmiejemy się,
dyskutujemy, rozwiązujemy problemy, wzruszamy się!

Jeśli chcesz się pośmiać, zmotywować i przekonać, że pyszne jedzenie pachnie nawet przez ekran – dołącz do mnie na INSTAGRAMIE! Czekają tutaj na Ciebie nie tylko piękne zdjęcia, ale i życiowe historie na Instastories!
Czekam na Ciebie!