Ja dopiero urodziłam. Nie chcę odwiedzin w szpitalu. Dlaczego? I czy jestem wyjątkiem?

„Ja dopiero urodziłam. Proszę, daj mi odpocząć… Nie przychodź do szpitala”

Urodziłam o 3.05 w nocy. I mimo to, że poszło szybko i w miarę bezboleśnie, byłam totalnie wykończona. Z traktu porodowego zabrali mnie na oddział przed 6.00. Przespałam się może z pół godziny, później poszłam się wykąpać. I kiedy adrenalina zaczęła spadać, a mój organizm wysyłał sygnał „musisz odpocząć”, zaczęły się wizyty lekarskie. Najpierw obchód, później pielęgniarka na rozmowę o dziecku, jeszcze fizjoterapeuta dziecięcy, fizjoterapeuta dla mnie, a na dokładkę doradca laktacyjny. I nie narzekam, absolutnie. Bo miałam cudowną opiekę, ale byłam totalnie zmęczona tym wszystkim. W międzyczasie telefony, wiadomości i magiczne pytanie, czy można nas odwiedzić.

Nie.

Wykończona, niewyspana, zmęczona. Ostatnia rzecz, na jaką miałam ochotę kilka godzin po porodzie, to odwiedziny. To uśmiechanie się od ucha do ucha i udawanie, że jestem #heromama bo dopiero co przebiegłam maraton rodzenia, a już jestem pełna sił. Nie byłam i nie miałam ochoty ani udawać, ani nikogo przekonywać, że tak jest. Chciałam po prostu się wyspać i spokojnie nabrać sił. Po pierwszym porodzie, 8 lat temu, nie miałam odwagi powiedzieć, że nie chcę odwiedzin. Byłam tak samo wykończona, a może i bardziej – dochodził też stres pierwszego porodu, pierwszego kontaktu z dzieckiem, wszystko było takie nowe. Myślałam, że tak po prostu trzeba – rodzisz dziecko i wszyscy przyjeżdżają je odwiedzać. Po latach wiem, że tak nie trzeba. Wiem, że to czy chcesz odwiedziny w szpitalu czy nie, powinno być tylko i wyłącznie Twoją decyzją. Nawet nie ojca dziecka, ale Twoją. Ja poprosiłam, żeby nikt do mnie nie przyjeżdżał. Codziennie był mąż, byli moi rodzice, raz teściowie. Pierwszego dnia przyjechała moja mama, żeby mi pomóc, żeby zająć się Polą, abym ja mogła na chwilę zamknąć oko i odpocząć – nie wyobrażałam sobie tego dnia (oprócz męża) nikogo innego obok, jak ją.

Byłam przeszczęśliwa, że mam Polę, że wszystko poszło bez komplikacji. Miałam dużo szczęścia, że kilka godzin po porodzie mogłam pójść się wykąpać, a od rana być na nogach i biegać po oddziale. Mimo tak dobrej kondycji, wszystko mnie bolało, a zmęczenie wychodziło dosłownie uszami. Za każdym razem wstając z łóżka stresowałam się, czy nie zostaną na nim ślady krwi. Życie.

Nie wyobrażałam sobie odwiedzin – bo niby ja siedzę jak wypruty balonik, ze sztucznie przyklejonym uśmiechem, z rozczochranymi włosami, a ktoś ma się rozpływać nad moim dzieckiem i zastanawiać się, czemu ja nie tryskam radością. „Przecież urodziłaś tak piękną córkę, czemu się nie cieszysz?” – Cieszę się, nawet bardzo! Ale nie zmienia to faktu, że chcę się położyć i nabrać sił. Do dziś mam przed oczami zdjęcia, jakie czasem ktoś mi pokazuje – zdjęcia nworodka w szpitalu, a w tle jego wykończona mama. Cud narodzin jest piękny i wygląd mamy naprawdę nie ma znaczenia. Odwiedziny mamy i noworodka w pierwszej dobie życia nie jest dobrym pomysłem. Wyjątkiem jest sytuacja, kiedy mama wyraźnie gości zaprosi.

Poród to trochę jak maraton. Jestem co prawda kiepskim biegaczem, ale mój mąż studiował na Akademii Wychowania Fizycznego, więc mu ufam, że tak właśnie jest. Maratończyk po ukończonm biegu jest przeszczęśliwy, ale nie zmienia to faktu, że totalnie wypruty z sił i wykończony. Żeby w pełni cieszyć się tym, co wygrał, musi odpocząć i zregenerować się. Ty też. I nie potrzebujesz do tego świadków, jeśli ich nie chcesz.

Widzisz, są kobiety, którym pewne kwestie przychodzą zdecydowanie łatwiej, niż innym. I to jest fantastyczne! Są jednak takie jak ja, którym wiele rzeczy po porodzie sprawiało trudność. Przy pierwszym dziecku miałam problemy z karmieniem i stresowałam się, że tym razem będzie podobnie. Już słowa cudownej doradczyni laktacyjnej, że karmienie piersią jest naturalne i każda kobieta to potrafi, strasznie mnie irytowały. I naprawdę nie chciałam świadków przy kolejnych próbach przystawiania córki do piersi. Domyślam się, że kiedy rodzisz pierwsze dziecko, każdy Twój ruch jest obserwowany i oceniany.

Mój pierwszy syn był też pierwszym dzieckiem, któremu zmieniłam papmersa – wiesz jak się denerowałam, kiedy obok stali goście i patrzyli, jak to robię? Mi nikt nic nie powiedział, ale domyślam się, że nie każdy ma tyle szczęścia, co ja. Wraz z urodzeniem spada na Ciebie odpowiedzialność za małego człowieka, chcesz mu nieba przychylić i opiekować się nim najlepiej na świecie. Ręce Ci drżą, a ktoś komentuje: „Źle go podnosisz”, „Pokaże Ci, jak to się robi”, „Oj widać, że nie miałaś styczności z maluszkiem”. Czasem ktoś coś powie zwyczajnie z przejęcia, żeby Ci pomóc – ale kiedy coś Ci nie idzie, a dodamy do tego huśtawkę hormonalną, mimo dobrych chęci, możesz odebrać to opatrznie. Ja sobie tych nerwów i sytuacji chciałam zaoszczędzić. 

Do koleżanek na salach obok przychodziły całe pielgrzymki. Rodzice, dziadkowie, kuzynki, koleżanki, koledzy z pracy. Siedząc w sali jednoosobowej dziękowałam w myślach, że do mnie nikt nie przychodzi. Kiedy później rozmawiałyśmy, dziewczyny skarżyły się, że wcale nie chcą tych wizyt, ale każdy mocno naciska. „Tylko na 10 minut wpadnę” – z 10 minut robi się pół godziny, co niby dla odwiedzającego jest krótkim czasem, ale jak zsumujemy kilka takich wizyt dziennie, to już robi się konkretna liczba godzin. Kiedy patrzyłam na Olę, która urodziła pierwsze dziecko, i tak bardzo starała się pokazać, że „och, tylko urodziłam, już jestem pełna sił”, widziałam w niej siebie sprzed kilku lat.

Wmawia nam się, że po porodzie zaleje nas fala miłości i wszystko będzie cudowne. Nikt jednak nie wspomina o tym, że wraz z falą miłości w pierwszej dobie po porodzie, przychodzi zmęczenie, przychodzi baby blues, przychodzi huśtawka hormonalna, przychodzą problemy z laktacją. Przychodzi cała nowa rzeczywistość, której trzeba się nauczyć.

Pamiętam ten obrazek bardzo dobrze: Ola siedzi na łóżku, a właściwie to się wierci, bo miała trudny poród i nawet nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak musi się męczyć. Próbuje się uśmiechać, bo przecież nie przyzna się, że urodziła pierwsze dziecko, a jedyne o czym marzy, to aby ktoś wziął Pawełka na ręce, a jej dał 2 godziny na sen. Żeby ktoś usiadł obok, przytulił i powiedział „Dasz radę. To normalne, każda z nas przechodzi przez to po porodzie”. Ola za to usłyszała od swojej mamy: „Kurcze, dalej masz taki duży brzuch. Innym na sali już zszedł. No trudno, jakoś się przeczęczysz. Ale zapytaj lekarza, czy to normalne”. To nie wszystko. Jak się później okazało, każdy chciał wiedzieć, jak minął poród. Dokładnie. „Ciocia mnie nawet zapytała, jak bardzo mnie nacięli, a przecież to tak intymne! Ja nie chcę o tym mówić”.

Jest jeszcze jedna strona medalu. Kiedy leżysz na sali jednoosobowej, naprawdę masz ogromny komfort – goście mogą siedzieć ile chcą. Jeśli ich nie chcesz – możesz spokojnie odpoczywać. Schody zaczynają się na salach kilkuosobowych. Nawet jeśli do Ciebie nikt nie przychodzi, musisz zmierzyć się z obecnością gości sąsiadki z łóżka obok. To oni mimochodem będą Cię obserwować, będą przy tym, jak próbujesz karmić piersią, płaczesz z bezsilności, czy z bólem wstajesz z łóżka.

Te kilka dni w szpitalu potraktuj, jak odpoczynek. Nie musisz gotować ani sprzątać – jedyne co musisz, to zajmować się dzieckiem i dochodzić do siebie. I to jest bardzo dużo. Naprawdę, jeśli nie czujesz się na siłach przyjmować gości, nie rób tego. Jeśli chcesz – super! JeNowa rzeczywistość jest piękna, ale musisz się do niej przyzwyczaić, nauczyć się dziecka, zaakcetować zmiany, dojść do siebie. Jeśli masz się krępować wstać, bo poplamiłaś pościel krwią lub wstydzić tego, że do toalety musisz iść z mężem, bo samej Ci ciężko – zasnanów się, czy tego chcesz. Zastanów się, czy czujesz się na tyle komfortowa, żeby dzielić się obecną sytuacją z kimś jeszcze. Jeśli nie, wszystko z Tobą w porządku! Poproś tak jak i ja o to, żeby Cię nie odwiedzano. Masz do tego pełne prawo i nie wyrządzasz tym nikomu krzywdy. Jedni zrozumieją, inni nie, a jeszcze pozostali się na Ciebie obrażą. I niestety nic z tym nie zrobisz. Ja wiem, że rodzina czasem prześciga się w tym, kto będzie miał szybciej zdjęcie nowrodka, kto go szybciej dotknie, zobaczy, przytuli. Ale to żaden wyścig – pierwsze dni powinny być tylko Wasze. Twoje, maluszka i jego taty. A na odwiedziny przyjdzie pora. Kiedy? Wtedy, kiedy poczujesz, że masz już siły i ochotę.

A teraz odpoczywaj. 


*FOTO: dudy.com.pl
*Strój ze zdjęć, bo zawsze pytacie – Spodnie, Koszulka bodyKurtka Orsay 🙂

Jest to kolejny tekst na blogu z cyklu:

#znotatnikamłodejmamy.

Bardzo energetyczny, z humorem i dobrą energią. I dużą dawką pluszu oraz wsparcia.
Felietony będą się pojawiać co dwa tygodnie – wkładam w nie całe serducho!

Z tej serii przeczytasz także:

1. „To, czego nigdy nie usłyszałam o porodzie. A Ty?”.

 

 

I zachęcam do dołączenia do mnie na instagramie
@kinka_karolina_wilk
tutaj codziennie dzielę się z Tobą energią do życia, pysznym jedzeniem i dobrym humorem 🙂