Historia brudnych kotletów

Kiedy idziecie do kogoś w odwiedziny i serwują Wam kotlety pytacie – Jakie to kotlety? Drobiowe czy wieprzowe?. W mojej rodzinie jest inaczej. Tutaj się pyta – Jakie to kotlety? Czyste czy brudne?

Dzieci mówią to, co myślą. Nie owijają w bawełnę, nie myślą w kategoriach, że mogą komuś zrobić przykrość. Są szczere. Bo czym niby mają się przejmować? Rodzice będą czerwienić się za nich. Luz. Na szczęście mam wyrozumiałą rodzinę, która wszystko obraca w żart. Uff!

To było w zeszłym roku. Kacper miał trzy latka. Jak co roku, w czasie świąt spotykamy się wszyscy na urodzinach mojej kuzynki Asi. Młody ją uwielbia. Podobnie jej kuchnię. W tym roku na urodzinach zjadł dwa udka pod rząd, bez widelca, bez talerza. Jak mały jaskiniowiec. Nie zbaczając z tematu – młody bawił się z dziećmi. W końcu powiedział, że jest głodny. Usiadł przy stole, rozejrzał się co jest i poprosił o panierowaną pierś z kurczaka. Nałożyłam mu ją i zaczęłam kroić. Na co młody mówi do mnie:

– Ja nie chcę tego kotleta, chcę innego.

– Dlaczego?

– Bo ten jest brudny!

Jak się domyślacie, kotlet nie był brudny, tylko dobrze wysmażony. Nie zmienia to jednak faktu, że na każdych urodzinach, pada standardowe, kultowe już pytanie – A kotlety masz dziś brudne?