Dyplomacja czy prawda?

Kiedy słyszymy na swoje pytanie dyplomatyczną odpowiedź, złościmy się. W końcu chcemy poznać prawdę. Wiercimy dziurę w brzuchu rozmówcy. I jak już poznamy prawdę w myśl, że lepsza najgorsza prawda niż najpiękniejsze kłamstwo, to dopiero się złościmy. Co więcej! Uważamy rozmówcę za niewychowanego, niegrzecznego człowieka. Ale czy nie jest odwrotnie? On nie chciał tego mówić, a my niby chcieliśmy to słyszeć. Tego nauczyła mnie ostatnia dyplomatyczna wypowiedź mojego syna.

Zastanawiacie się czasem, jak w praktyce wygląda to, czego na co dzień uczycie własne dziecko? Uczymy młodego grzecznego zachowania i nie sprawiania innym przykrości. Uczymy, że jak dostanie od kogoś coś, co mu się nie podoba, to ma podziękować, bo przecież ktoś mógł nie wiedzieć, co on lubi. Uczymy go, żeby być miłym w stosunku do innych. I my tak tego uczymy, a on przecież codziennie nas obserwuje. I widzi, że czasem zachowujemy się grzecznie, wręcz dyplomatycznie. I wiecie co? Nauka nie idzie w las!

Latem byliśmy na imprezie rodzinnej. Młody razem z innymi dziećmi bawił się na placu zabaw. Kiedy zjeżdżał ze zjeżdżalni, zaczepił go mój wujek. Podszedł do młodego i zapytał go:

– Kacperku, może ja też mógłbym zjechać z tej zjeżdżalni?

– Nie wujku, nie możesz – odpowiedział grzecznie mój syn. Tak jak mama uczyła.

– Dlaczego nie? – nie dawał za wygraną wujek.

– Bo nie zmieścisz się tutaj – odpowiedział dyplomatycznie mój syn.

– A może jednak spróbuje – śmiał się i kontynuował wujek.

– Wujek nie zmieścisz się tutaj, bo masz za duży tyłek –i po dyplomacji.

Czasem w życiu też tak jest. Że nasz rozmówca wcale nie chce powiedzieć nam czegoś niemiłego, nie chce mówić prawdy, żeby nie zrobić nam przykrości. Taki zwyczajny ludzki odruch. A my drążymy temat. Bez sensu. A jak w końcu prawdę poznamy, to się obrażamy. I kogo za to winić? Może lepiej przyjąć na klatę dyplomatyczną odpowiedź i już nie wiercić dziury w brzuchu?